Po trwającej nieco ponad miesiąc zwyżce pary EUR/USD jej kurs znowu spadł poniżej parytetu. Mimo że dość powrócił powyżej granicy 1 USD, prognozy pozostają kiepskie.
- Biorąc pod uwagę klasyczne założenia analizy technicznej, kolejne przełamanie się ceny poniżej 1 USD i zamknięcie świecy dziennej bez dolnego cienia, może przełożyć się na przyspieszenie przeceny. Kolejne warte uwagi wsparcie to dopiero poziom 0,9840 USD - mówi Łukasz Stefanik, analityk XTB.
Na niekorzyść euro działają również fundamenty. Słaba sytuacja na starym kontynencie w obliczu kryzysu energetycznego orz niewystarczające wsparcie waluty ze strony EBC, którego stopy procentowe są znacznie niższe niż w Stanach Zjednoczonych, od dłuższego czasu dobijają kurs EUR/USD. Dodatkowo dolara w ostatnich dniach umacniała obawa o Chiny, których gospodarka radzi sobie słabiej niż oczekiwano.
- Istotną rolę odgrywa strach o kondycję gospodarki Chin, ale w centrum uwagi są też zagrożenia kryzysem energetycznym w Europie objawiające się ostrym wzrostem kursów kontraktów na energię elektryczną i gaz. Efekt to ponowny zwrot w kierunku dolara, który zyskał w relacji do wszystkich głównych walut i po miesiącu znów zrównał się wartością z euro. Amerykańska waluta jest mniej powiązana z globalną koniunkturą, ma za sobą także niezależność energetyczną. Jakby tego było mało, rynek zaczyna tracić przedwczesną wiarę w zmianę nastawienia Fed na bardziej łagodne i zaczyna dyskontować wyższe podwyżki stóp niż oczekiwano - mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.
Ostatni raz za euro musieliśmy zapłacić 1 USD w pierwszej połowie lipca. Wtedy królowały obawy o recesje, które naturalnie wspierały dolara, “bezpieczną przystań” na czas niepokojów. Wcześniej podobne zdarzenie miało miejsce w 2003 r.

