EURO da Polakom kopa

Magdalena Laskowska, GN
opublikowano: 2007-04-13 00:00

Za pięć dni okaże się, jak Polska będzie wyglądać za pięć lat. Czy będzie pełna stadionów i autostrad… To nie bajka, to EURO 2012.

Mistrzostwa Europy oznaczają megainwestycje

Za pięć dni okaże się, jak Polska będzie wyglądać za pięć lat. Czy będzie pełna stadionów i autostrad… To nie bajka, to EURO 2012.

Polska z setkami kilometrów autostrad, niekończącymi się drogami ekspresowymi, nowoczesną koleją, mnóstwem hoteli i restauracji oraz najciekawszymi architektonicznie stadionami sportowymi... To sen, z którego każdy budzi się, gdy jadąc do pracy wpada w powiększające się od lat dziury na drogach, by za chwilę utknąć w korku. To marzenie może się jednak ziścić, i to w ciągu pięciu lat. Warunek jest jeden: organizacja turnieju finałowego mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Czy będzie to nam dane, okaże się 18 kwietnia. Wtedy UEFA podejmie decyzję. Rywalizujemy z Włochami oraz Chorwacją i Węgrami.

— Organizacja tej imprezy jest szansą rozwoju gospodarki i promocji kraju — mówi Tomasz Lipiec, minister sportu.

Polska ma już plan działania. Ministerstwa: transportu (MT) i rozwoju regionalnego (MRR) mają plan rozbudowy infrastruktury transportowej, która ułatwi życie kibicom. Ministerstwo Sportu planuje budowę stadionów i modernizację istniejących.

Skorzystają kibice …

Do wydania jest około 37 mld EUR pieniędzy unijnych. Jak zapowiada MT, Polsce przybędzie 636 km autostrad, zbudowanych lub zmodernizowanych zostanie 2,2 tys. km dróg ekspresowych, przebudowanych 800 km dróg przeznaczonych dla najcięższych samochodów. Poza tym czeka nas modernizacja 1566 km linii kolejowych i rozbudowa ośmiu portów lotniczych.

— Budowa i modernizacja dróg, kolei i lotnisk pochłonie 19 mld EUR — mówi Jerzy Polaczek, minister transportu.

— Brakuje iskry, która mogłaby rozruszać inwestycje w infrastrukturę. Od lat słyszymy wielkie plany, które nie są realizowane. Organizacja takiej imprezy byłaby idealną okazją. Termin byłby jasno określony, finansowanie zapewnione — mówi Bartosz Pawłowski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Czy dalibyśmy radę? Przecież rąk do pracy w budownictwie brakuje.

— Nie ma obaw. Potencjał branży jest dużo większy niż przytoczone liczby. Jeśli nastąpi boom inwestycyjny, wzrosną płace i pracownicy nie będą uciekać — uważa Dariusz Słotwiński, prezes Strabaga.

Jeśli przypadnie nam rola gospodarza EURO 2012, na mapie Polski wreszcie pojawią się nowoczesne stadiony.

— 2 mld EUR wydamy na budowę stadionów w Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu i modernizację istniejących w Chorzowie, Krakowie i Poznaniu. Wszystkie będą gotowe w 2011 r. — mówi Tomasz Lipiec, minister sportu.

…i gospodarka

Organizacja finałowego turnieju to historyczna szansa. Nie tylko dlatego, że mielibyśmy pewny udział w finałowym turnieju, co nie zdarzyło się wcześniej. To szansa na kop gospodarczy. Owe 37 mld EUR, czyli około 142 mld zł, to grubo ponad 10 proc. naszego PKB. Taki zastrzyk inwestycji znacząco go podniesie.

— Realnie nasz PKB mógłby wzrosnąć z tego tytułu o 4-5 proc. Oczywiście sporą część tych inwestycji i tak byśmy zrealizowali, ale z drugiej strony dochodzi wiele korzyści pośrednich — mówi Bartosz Pawłowski.

EURO 2012 przyspieszy też nasz wzrost gospodarczy.

— Jeśli wierzyć prognozom, nasza gospodarka ma się rozwijać w najbliższych latach w tempie 5 proc. rocznie. Organizacja turnieju dołożyłaby do tego przynajmniej 0,5-1 proc. Początkowo wpływ byłby niewielki, ale im bliżej imprezy, tym byłby on większy — mówi Bartosz Pawłowski.

Na takich imprezach najwięcej zarabia branża turystyczna. Można się spodziewać przyjazdu przynajmniej 1 mln turystów — rząd mówi nawet o kilku milionach. W 2006 r. Polskę odwiedziło 15,7 mln turystów, a każdy z nich zostawił u nas średnio 167 USD. Mówimy, więc o dodatkowym wpływie przynajmniej 0,5 mld zł. To bardzo ostrożny szacunek, bo piłkarscy kibice nie należą do oszczędnych.

Jeśli przegramy, kasa nie przepadnie, inwestycje i tak powstaną.

— Inwestycje będą finansowane z funduszy unijnych, które musimy wydać do 2015 r. Planowane budowy i modernizacje będą realizowane, ale na pewno w znacznie wolniejszym tempie — mówi Grażyna Gęsicka.

Euro 2004, Portugalia

Portugalia wydała ponad 4 mld EUR na przygotowania do organizacji finałów mistrzostw Europy. Ponad 650 mln EUR pochłonęła budowa i modernizacja dziesięciu stadionów, 60 mln EUR poszło na zapewnienie bezpieczeństwa.

Najwięcej na imprezie zarobiła branża turystyczna: na 31 meczów sprzedano milion biletów, z czego połowę kupili turyści, a przychody z turystyki podczas mistrzostw wyniosły 800 mln EUR.

Portugalia odczuwa również tzw. efekt barceloński (po igrzyskach w 1992 r. do stolicy Katalonii przyjeżdża znacznie więcej turystów): rząd w Lizbonie szacuje, że w rezultacie dochody z turystyki wzrosną o 3-5 proc. rocznie, czyli o 350 mln EUR. Jednak to nie pieniądze liczą się najbardziej.

— Już nikt nigdy w Europie ani nawet w USA nie zapyta, czy jesteśmy jedną z prowincji Hiszpanii. Dla Portugalczyków jest to rzecz nie do przecenienia — mówi Gilberto Madail, prezydent Portugalskiej Federacji Piłkarskiej.

World Cup 2006, Niemcy

Sukcesem finansowym zakończyły się ubiegłoroczne mistrzostwa świata za Odrą: Niemiecki Związek Piłkarski (DFB) poinformował, że zyski wyniosły 155 mln EUR, o 20 mln więcej, niż wcześniej szacowano. Dochód sięgnął 557 mln EUR, a koszty organizacji 402 mln EUR. To oczywiście dane dotyczące samej imprezy, bez inwestycji w infrastrukturę transportową i zysków z turystyki.

Ciekawostką był rozwój seksbiznesu. Przy ulicy prowadzącej do stadionu w Berlinie wybudowano największy dom publiczny. Kosztował 6,5 mln EUR, ma cztery piętra, 40 sypialni, basen, solarium i duże ekrany telewizyjne. Bilet wstępu kosztował 70 EUR, a usługa 60 EUR. Właściciele liczyli na 250-500 klientów dziennie.