Oczywiście okresy maksymalne organ może skrócić, ale w tej kwestii każdy dyktat z zewnątrz traktuje jako polityczny gwałt. Gdy Andrzej Duda na początku roku zawetował zmianę ustawy o działach administracji rządowej, to głównym argumentem weta był właśnie nieuzgodniony z nim przymus kalendarzowy – aby ustawa weszła w życie w noc sylwestrową, PiS nakazywało podpisanie jej w 13 dni. Przykład ze stycznia to dowód, że obecne pohukiwanie przez tzw. dobrą zmianę na niesterowalny Senat, aby od ręki puścił ustawę o ratyfikowaniu zasobów własnych UE, to niekonstytucyjna hucpa. Komisja Europejska oczekuje na komplet dokumentów ratyfikacyjnych z 27 państw do końca czerwca.
Dopełnienie terminu przez Polskę jest oczywistością, zatem krzyki o kilka dni są bezsensowne. Naturalnie wstrzymanie się przez posłów PO/KO wobec ratyfikacji pozostanie blamażem tej partii, niszczącym pielęgnowane od 21 lat jej europejskie DNA. Dla równowagi przypomnę inne głosowanie, wstydliwe akurat dla PiS. Ratyfikowana obecnie decyzja Rady UE o zasobach własnych wymagała wcześniejszego zatwierdzenia przez Parlament Europejski. Głosowanie odbyło się w Brukseli 16 września 2020 r., wynik brzmiał 455:146, przy 88 europosłach wstrzymujących się oraz 62 niegłosujących. Koniecznie trzeba zapamiętać rozkład 52 głosów polskich. 25 europosłów PO/KO, PSL, SLD i Wiosny opowiedziało się oczywiście za, natomiast w 27-osobowej ekipie PiS zasobów własnych UE nie poparł nikt! 23 reprezentantów rządu się wstrzymało, natomiast czworo zagłosowało twardo przeciwko: Beata Szydło, Beata Kempa, Anna Zalewska i Grzegorz Tobiszowski. Zgodnie z obecną kampanią propagandową władców, niepopieranie źródła sfinansowania funduszu odbudowy to postawa antypolska…
