Fachowca zza Buga przyjmę od zaraz

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2006-07-06 00:00

Przedsiębiorcy od dawna narzekają na brak możliwości legalnego zatrudnienia fachowców spoza UE. Ci jednak nie palą się do przyjazdu do Polski.

Wicepremier Andrzej Lepper chce, by Ukraińcy mogli legalnie pracować u rolników. Krajowi przedsiębiorcy od dawna mówią o tym, że mimo wysokiego bezrobocia brakuje im wykwalifikowanych pracowników i chętnie zatrudniliby przybyszy ze Wschodu. Według Henryki Bochniarz, szefowej Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, otwarcie rynku pracy jest konieczne. Zbigniew Żurek, wiceprezes Business Centre Club (BCC), jest ostrożny.

— Rynek i tak prędzej czy później się otworzy. Oczywiście, że lepiej byłoby, gdyby Ukraińcy pracowali u nas legalnie, zamiast zasilać szarą strefę. Jesteśmy za jasnymi regułami gry, ale nie znamy szczegółów, w których zwykle tkwi diabeł. Zanim powiemy „tak” lub „nie”, chcielibyśmy je poznać. Dobrze byłoby, gdyby rząd coś zaproponował. Trzeba skończyć z magicznym myśleniem, że jak się o czymś nie mówi, to problemu nie ma. Problem jest — uważa Zbigniew Żurek.

Dwa ssania

Zainteresowanie firm pracownikami ze Wschodu potwierdza Natalia Suchowiejewa, kierownik przedstawicielstwa Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej w Kijowie.

— Zapotrzebowanie na specjalistów z Ukrainy jest ogromne. Ofertami zasypują nas firmy budowlane. Potrzebni są spawacze, specjaliści od obróbki drewna w przemyśle meblarskim i informatycy. Szpitale zgłaszają zapotrzebowanie na lekarzy i pielęgniarki, a wysokiej klasy hotele poszukują szefów kuchni — wylicza Natalia Suchowiejewa.

Dlaczego, mimo 16,5-procentowego bezrobocia, brakuje fachowców? Przyczyn jest kilka. Po otwarciu europejskich rynków pracy z Polski „wyssało” specjalistów.

— Ta tendencja się pogłębia, a rząd nie ma jasnej polityki w tym zakresie — mówi wiceprezes BCC.

Inną przyczyną braku rąk do pracy jest niedopasowany do potrzeb rynku system szkolnictwa. Brakuje badań, które wskazywałyby, na jakie zawody będzie zapotrzebowanie za 3, 5 czy 10 lat. Młodzi podążają więc za modami, czego efektem są tysiące psychologów, prawników, absolwentów marketingu i zarządzania. Do tego dochodzi brak motywacji, by podnosić czy zmieniać kwalifikacje bezrobotnych, na co nie bez wpływu pozostaje polski system transferów socjalnych.

Potopu nie będzie

Otwarcie rynku pracy na Wschód wbrew pozorom nie musi oznaczać zalewu taniej siły roboczej, a przynajmniej fachowej, o którą ubiegają się firmy. Ukraińcy wcale się do pracy u nas nie palą.

— Pracownicy budowlani są potrzebni na Ukrainie i w Moskwie, gdzie łatwiej im zdobyć pracę, w dodatku lepiej płatną niż w Polsce — mówi Natalia Suchowiejewa.

Absolwenci Politechniki Kijowskiej, jeśli już decydują się wyjechać z kraju, także chętniej wybiorą się za ocean. Zresztą Polska to niejedyny kraj europejski, który jest zainteresowany specjalistami.

— Ostatnio państwa Europy Zachodniej proponują pracę Ukraińcom, np. Irlandia utworzyła kontyngent dla elektryków. Tam płace są wyższe i Ukraińcy wyjeżdżają tam chętniej. Zalew pracowników ze Wschodu na pewno więc Polsce nie grozi — uważa Natalia Suchowiejewa.

Okiem związkowca

Potrzebna matematyka

Polska powinna mieć jasne zasady polityki migracyjnej: ile osób można zatrudnić dodatkowo np. z Białorusi czy Ukrainy, jacy mają to być fachowcy. Obecnie króluje polityka: radź sobie sam.

Nie jesteśmy przeciwni zatrudnianiu obcokrajowców, gdy brak specjalistów Polaków, a sytuacja grozi np. bankructwem firmy i zwiększeniem bezrobocia. Jeśli stocznia kończy budowę statku i potrzebuje 200 spawaczy, powinna mieć możliwość ściągnięcia ich z zagranicy. Upadek stoczni to często upadek całego województwa. Sprawą powinien zająć się rząd, a konsultacje odbywać się przy udziale partnerów społecznych. Nie należy zamykać granic, ale liczyć. Tu potrzebna jest matematyka.

Jacek Smagowicz,członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność

Okiem pracodawcy

Trzeba to zalegalizować

Otwarcie rynku pracy to konieczność. Trzeba zalegalizować to, z czym i tak mamy do czynienia. Szacunki mówią o blisko 1 mln Ukraińców pracujących u nas na czarno. To znaczy, że praca dla nich jest. Podobnie było z Polakami przed otwarciem rynków europejskich. Jeśli jest popyt na pracę, trzeba to zalegalizować. W innym przypadku ogranicza się możliwości rozwoju gospodarki, a państwo na tym nie korzysta. Zaburzona jest też konkurencyjność na rynku — pracodawcy często stają przed wyborem: skoro nie ma chętnych do pracy Polaków, muszą ograniczać działalność (niekiedy wręcz zamykać firmę) albo zachowywać się niezgodnie z prawem i nie rejestrować pracowników.

Małgorzata Krzysztoszek,dyrektor departamentu eksperckiego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Możesz zainteresować się również: