Finansometr czyli zabawa w Rostowskiego

Pojawił się pierwszy w Polsce sensowny planer finansowy połączony z rachunkiem osobistym. Finansometr na miarę aliorowego „Synca”.

Skąd bierze się dziura budżetowa, jak wypracować nadwyżkę finansową, jak i gdzie ciąć wydatki, na czym zaoszczędzić? Każdy Polak ma mnóstwo recept jak zarządzać finansami państwa. Gorzej jeśli ma pokierować budżetem domowym. Tu często jesteśmy bezradni jak dzieci. W innych krajach uczy się takich rzeczy od dziecka na lekcjach o finansach domowych, a w Internecie są setki stron pomagających planować codzienne wydatki. Z samego Apple Store można ściągnąć jakieś 2,8 tys. programów do zarządzania finansami osobistymi. Część jest darmowa, inne kosztują dwa, trzy dolary. Niedawno ściągnąłem sobie Home Sync - nazwa przypominała mi aliorowego „synca” - z mocnym postanowieniem, że zacznę kontrolować, planować i analizować domowe wpływy i wydatki. Program umożliwia skatalogowanie rozchodów według różnych kategorii: dom, samochód, rozrywka, media, a każdą z głównych pozycji kosztowych rozbić na podkategorie: czynsz, zakupy, alkohol itp. Wszystko pięknie tylko pilnowanie budżetu wymaga skrupulatności księgowego. Program potrzebuje danych, dokładnych, żeby je przeanalizować, pokazać, kiedy i na co wydajemy najwięcej, żebyśmy mogli ocenić, gdzie ewentualnie można poczynić oszczędności.

Niestety, brakło mi cierpliwości i mój planer finansowy zaczął produkować błędne statystyki jak Grecja podczas zabiegów o wejście do Unii.

 

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się dlaczego żaden z polskich banków nie wpadnie na pomysł, żeby na rachunek klienta nałożyć taki program do analizy wydatków i wpływów, skoro tyle przykładów jest pod ręką. Niestety, 99 proc. kont osobistych wyglądem przypomina zestawienie miesięczne księgowego i jest równie pociągająca dla oka. Jeśli chodzi o zarządzanie finansami to jedynie malutki Meritum wprowadził dwa lata temu takie rozwiązanie, aczkolwiek od programów na wspomnianym Apple Store dzieli go przepaść.

W pierwszym wpisie na moim blogu napisałem o wyglądzie i funkcjonalności Alior Sync, mając cichą nadzieję, że wejście nowego banku poruszy wreszcie branżę, która pod względem wyglądu bankowości internetowej zatrzymała się na etapie połowy minionej dekady. Sądziłem, że konkurenci poczekają aż nowy projekt wreszcie się pojawi i wtedy ruszą z kontrofertą. Myliłem się. Są tacy, którzy nie zasypiają gruszek w popiele. ING Bank Śląski pokazał wczoraj swój własny planer finansowy - Finansometr. Jest na co popatrzeć.

Śląski, trzeba mu to oddać, od lat kroczy w awangardzie polskiej bankowości nadając mu ton na wielu polach. Pierwszy wprowadził u nas konto oszczędnościowe, własny program lojalnościowy (bankujesz-kupujesz), szybko wszedł w płatności zbliżeniowe (wszystkie karty zmigrował już na nowy system), teraz testuje płatności NFC. Laurka? Tak, ale dobrze, że są takie banki jak Śląski, BZ WBK, Multibank i mBank (oraz Citi Handlowy), dzięki którym na naszym rynku pojawiają się rozwiązania, jakie niełatwo znaleźć na świecie. Dla przykładu trochę mnie śmieszyło, gdy przed miesiącem brytyjski Barclays ogłosił urbi et orbi, że przelewa pieniądze za pomocą smsa, co stało się dużym wydarzeniem na Wyspach. BZ WBK wprowadził taką usługę już pod koniec 2011 r. Klienci Citi Handlowy od ładnych kilku miesięcy mogą opłacać faktury fotografując ipponem kod QR na dokumencie (na razie tych faktur jest jeszcze bardzo mało). Citi Group za oceanem nieco podobne rozwiązanie (skanowanie i deponowanie czeków), wprowadził jakieś dwa tygodnie temu.

Inna sprawa, że interfejs i funkcjonalności rachunków we wszystkich tych bankach zatrzymały się na etapie okresu pionierskiego bankowości internetowej.

Finansometr wyłamuje się wreszcie z tego schematu. Śląski sugeruje, że jest to rozwiązanie unikalne w skali światowej, co chyba jest zbyt daleko posuniętym stwierdzeniem, bo w USA takie rozwiązania już są stosowane (na podobnej zasadzie działa np. mint.com).

 

 

Na naszym rynku bankowym pomysł jest rzeczywiście innowacyjny. Wyglądem przypomina inne programy, o których pisałem wyżej: ładne grafiki obrazujące przychody miesięczne i rozchody, podobne kategorie i możliwość tworzenia podkategorii, ciekawa prezentacja historii wydatków z rozbiciem na poszczególne dni, kategorie kosztowe itp. Użytkownik może utworzyć swój własny miesiąc finansowy, czyli np. od wypłaty do wypłaty, a nie zgodnie z kalendarzem od pierwszego.

 

Najpiękniejsze w planerze Śląskiego jest to, co wyróżnia go od innych tego typu programów: że sam może skategoryzować większość naszych wydatków. Nie musimy ręcznie, po każdych zakupach wpisywać w odpowiednie kategorie na co i ile wydaliśmy. Warunkiem jest jednak to, że płacimy za nie kartą. Finansometr rozpoznaje sklepy po numerach terminali płatniczych, które mówią mu czy jest to spożywaczak, sklep z alkoholem, ogrodniczy itd. Problem pojawia się wtedy gdy np. nasz sklepik osiedlowy, gdzie kupujemy chleb i mleko, jest punktem zaopatrzenia miejscowej ludności w tanie produkty wyskokowe i zarejestrowany jest jako sklep alkoholowy. Planer może sobie z nim poradzić. Jeśli w takim punkcie handlowym kupujemy głównie jedzenie wystarczy, że ręcznie poprawimy kategorię np. na żywność co program zapamięta i będzie odpowiednio w przyszłości przyporządkowywał zakupy.

 

Śląski na razie pokazuje pierwszą odsłonę planera, w której klient może zająć się tylko planowaniem wydatków. W kolejnej zacznie oszczędzać. Bank tłumaczy, że najpierw chce oswoić użytkownika z podstawowymi funkcjonalnościami zanim doda nowe. A możliwości rozwijania systemu są ograniczone tylko wyobraźnią twórców: można dodać alerty powiadamiające o nadchodzących płatnościach, przychodzących wpływach, przekroczonych poziomach wydatków, zaoszczędzonych pieniądzach, można wyznaczać cele budżetowe itd. A przede wszystkim można związać naprawdę mocno związać z bankiem dając mu bardzo użyteczne rozwiązanie. Pytanie tylko jak ono przyjmie się w Polsce, kraju gdzie w programie szkolnym nie ma lekcji o finansach osobistych i wiedza przeciętnego obywatela o planowaniu budżetu domowego jest bardzo niewielka. Całkiem możliwe, że planer będzie tylko kolejnym gadżetem bankowym, aczkolwiek mam nadzieję, że tak się nie stanie i za Śląskim pójdą inni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Finansometr czyli zabawa w Rostowskiego