Czytasz dzięki

Funduszy obligacji nie sprzedawaj przedwcześnie

Ostatnie zawirowania na rynku obligacji skarbowych powinny przeminąć, a dobry moment do sprzedaży takich funduszy nadejdzie dopiero wraz z sygnałami zbliżania się ożywienia gospodarczego

Jeszcze na przełomie lutego i marca rentowności obligacji polskiego skarbu wyraźnie zniżkowały za sprawą oczekiwań, że łagodzenie polityki przez Fed osłabi dolara i przyciągnie kapitał do gospodarek spoza USA. Jednak kilka dni ich wzrostu (przekładającego się na spadek notowań samych papierów dłużnych) wystarczyło, by w poniedziałek znalazły się najwyżej od dwóch miesięcy.

W ciągu ostatniego miesiąca większość polskich funduszy obligacji skarbowych przyniosła średnio 1-procentowe straty — najlepszy był Eques Obligacji, który dał zarobić 0,5 proc., a najgorszy Noble Fund obligacji, który stracił 2,6 proc. W szczytowym momencie dochodowość 10-latek przekraczała 2,30 proc., a podobne zawirowania widać było na światowych rynkach obligacji.

— Mamy do czynienia z ucieczką kapitału z rynków wszystkich aktywów do gotówki — komentuje Grzegorz Zatryb, członek zarządu Skarbca TFI.

Suma obaw

Najbardziej podatne okazały się obligacje z rynków wschodzących i z peryferii strefy euro. Rentowności 10-letnich obligacji Grecji skoczyły z notowanych miesiąc temu 0,9 proc. do powyżej 4,0 proc. Lekkie napływy notowały tylko obligacje najbardziej wiarygodnych rządów, zauważa specjalista.

— Bazowe rynki obligacji uważane są za bezpieczne schronienie na czas kryzysu. Dlatego znalazły wsparcie w oczekiwaniach znacznego ograniczenia aktywności gospodarczej w najbliższych miesiącach — ocenia Grzegorz Zatryb.

Zdaniem Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty X-Trade Brokers, prowadzone przez Fed interwencje złagodziły zakłócenia w płynności, a na razie ulgę odczuły głównie rynki amerykańskie. Jednak rentowności polskich obligacji powinny wrócić na niższe pułapy, gdy tylko kryzys płynności rynki będą miały za sobą.

— To, jak nasilona jest ucieczka do gotówki, widać po załamaniu o jedną trzecią cen srebra, które jako metal szlachetny teoretycznie powinno być dobrą lokatą na kryzys — zauważa ekonomista.

Na wpływ zakłóceń w płynności na rynku jego zdaniem nałożyły się obawy o koszty przyszłej stymulacji fiskalnej. Na razie inwestorzy są zdani na same zapowiedzi polityków, bo przygotowanie projektów musi potrwać, ale już wiadomo, że ich koszty znacznie podbiją relację długu do PKB w szeregu państw, ocenia Przemysław Kwiecień.

— Wartości pakietów, które miałyby chronić rozwinięte gospodarki, liczone są w dziesiątkach procent PKB. To gigantyczna kwota i nie dziwię się, że rynek obligacji reaguje nerwowo — komentuje Grzegorz Zatryb.

Choć ta kwota może być rozłożona na wiele lat, to i tak zdaniem specjalisty mogłaby uzasadniać dużo większy wzrost rentowności. Na szczęście presję na przecenę obligacji powstrzymują działania banków centralnych, które skupując aktywa, powinny dać rządom wolną rękę w stabilizowaniu gospodarek.

— Banki centralne mogą sobie pozwolić praktycznie na nieograniczony skup aktywów, i dotyczy to także NBP. Gotówka jest zobowiązaniem banku centralnego wobec jej okazicieli i może on ją drukować tak długo, jak długo utrzymuje się wiara w jej wartość — zaznacza Grzegorz Zatryb.

— Rynkowa zmienność jest wysoka, bo mamy do czynieniaz jednoczesnym oddziaływaniem wielu, często przeciwstawnych, czynników — przyznaje Przemysław Kwiecień.

Wskazówki co do dalszego rozwoju sytuacji ekonomista X-Trade Brokers szukałby w przebiegu zdarzeń po upadku banku Lehaman Brothers, które zapoczątkowało kryzys finansowy sprzed ponad dekady. Wówczas zakłócenia w płynności, znacznie poważniejsze od obserwowanych obecnie, przełożyły się w pierwszych dniach na skok rentowności polskich 10-latek z około 6 proc. do blisko 8 proc.

— To były inne warunki rynkowe, bo rentowności były dużo wyższe niż obecnie, jednak analogia wydaje się uzasadniona. Po złagodzeniu obaw o płynność stało się jasne, że stopy procentowe powinny spaść, a presja inflacyjna zniknie, co jest korzystne dla obligacji — zauważa Przemysław Kwiecień.

Po szoku z września 2008 r. rentowności szybko wróciły do wcześniejszych pułapów, po czym spadały aż do pojawienia się pierwszych sygnałów odbicia na rynkach aktywów cyklicznych, zbliżając się do pułapu 5 proc. Zdaniem specjalisty warunkiem tego scenariusza jest jednak to, że inwestorzy uwierzą, że stymulacja będzie skuteczna i nie doprowadzi do załamania finansów publicznych.

— To przypomina stąpanie po cienkim lodzie, bo niekontrolowane złagodzenie dyscypliny budżetowej i nieprzemyślane interwencje NBP mogłyby wywołać panikę inwestorów. Jeśli jednak inwestorzy nie będą mieli wrażenia, że deficyt budżetowy jest bezpośrednio finansowany przez bank centralny, to w drugiej połowie roku rentowności 10-latek powinny zmierzać w kierunku 1,50 proc., co byłoby dobrą wiadomością dla inwestujących w fundusze papierów dłużnych — przewiduje Przemysław Kwiecień.

Bazowy scenariusz

Zdaniem Grzegorza Zatryba ze Skarbca za scenariusz bazowy należy przyjąć 2-3 kwartały osłabionej w skali globu aktywności gospodarczej, po czym doszłoby do wyraźnego ożywienia. W takim wariancie rentowności obligacji powinny się ustabilizować na niskich pułapach i zacząć rosnąć wraz z sygnałami potwierdzającymi poprawę koniunktury.

— Ożywienie gospodarcze powinno przełożyć się na wzrost rentowności obligacji najbardziej wiarygodnych rządów, jednak w przypadku papierów dłużnych Polski, gospodarek rozwijających się czy korporacji ten wpływ powinien być ograniczony przez spadek ryzyka niewypłacalności — przewiduje Grzegorz Zatryb.

Mniej prawdopodobnym, negatywnym scenariuszem jest poważniejsze załamanie gospodarki, do którego mogłoby dojść w przypadku drugiej fali epidemii koronawirusa jesienią. Gdyby obecna fala zachorowań wygasła przed latem, na co wskazuje przebieg sytuacji w Chinach, ale zmutowany wirus wróciłby w drugim półroczu, skutki gospodarcze mogłyby być wyjątkowo poważne.

— Wówczas globalnej gospodarce groziłaby wieloletnia recesja, a być może nawet stagflacja — przyznaje specjalista.

Według Grzegorza Zatryba dużo bardziej prawdopodobny jest jednak stopniowy powrót lepszych nastrojów konsumentów oraz przywracanie normalnej aktywności przemysłu. Tymczasem Polska ma pole do bezpiecznego zwiększania zadłużenia, po tym jak przez kilka lat relacja długu publicznego do PKB spadała. Twórcy polityki fiskalnej wykazują się od lat coraz większą kreatywnością w księgowaniu wydatków, tak aby nie przekroczyć limitów zadłużenia, dodaje członek zarządu Skarbca TFI.

— Przypadek Grecji sprawił, że UE jest bardziej wyczulona na reguły dyscypliny budżetowej, a jej reguły księgowe są bardziej restrykcyjne od polskich. Jednak przy podjęciu co najmniej równie silnej stymulacji przez inne rządy ryzyko związane ze sprzeciwem UE znacznie się zmniejsza — zauważa Grzegorz Zatryb.

114 mld zł Taka była na koniec lutego 2020 r. wartość aktywów zgromadzonych w funduszach dłużnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane