Fuzja wisi w powietrzu

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 09-01-2006, 00:00

Polski Andersen myśli o wejściu na giełdę. Ale jest też ciekawa alternatywa — połączenie sił z krajowym ramieniem Deloitte & Touche.

Warszawski Andersen Business Consulting, wywodzący się z dawnej globalnej doradczo-finansowej firmy Arthur Andersen, szuka ścieżki na przyszłość. Niedawno pisaliśmy, że rozważa możliwość wejścia na warszawską giełdę. Ale — jak wynika z naszych informacji — jest też alternatywna koncepcja: połączenie z polskim ramieniem konsultingowym Deloitte & Touche, jednego ze światowych gigantów.

— Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Rozmawialiśmy i rozmawiamy z wieloma firmami na temat współpracy — mówi Dariusz Nachyła, prezes Andersen BC.

Rozmowy w toku

Nasze źródła twierdzą, że negocjacje się toczą, choć jest jeszcze sporo do uzgodnienia, m.in. techniczna strona transakcji. Andersen BC miał w 2004 r. 56,4 mln zł przychodów ze sprzedaży i prawie 6,5 mln zł zysku. To oznacza, że jest mniej więcej trzy razy większy od krajowego działu konsultingu Deloitte, który nie ma u nas w tym segmencie zbyt mocnej pozycji. Takie relacje sprawiają, że udziałowcy Andersen BC (czyli założona przez partnerów konsultingowych Andersena firma ABC Polska) liczą na uzyskanie dominującej pozycji w tak powstałym podmiocie.

Taki alians byłby całkiem naturalny z punktu widzenia losów dawnego Arthura Andersena, który kilka lat temu podzielił się i w większości krajów połączył z innymi firmami doradczymi. W Polsce tylko konsulting pozostał niezależny, a działy audytu i podatków wchłonął Ernst & Young. Ale już w Wielkiej Brytanii Andersena przejął właśnie Deloitte. A trzeba pamiętać, że brytyjski rynek doradczy jest porównywalny wielkością z rynkiem całej Europy kontynentalnej.

Środków nie brakuje

Jeśli Andersen BC połączy się z innym podmiotem, to jego plany giełdowe przestaną być aktualne. A w tym właśnie celu firma przekształciła się niedawno w spółkę akcyjną, choć decyzja w sprawie emisji akcji jeszcze nie zapadła. Andersen BC zapewnia, że ma obecnie wystarczające środki finansowe na prowadzenie bieżącej działalności. Rynek kapitałowy traktowany jest jako potencjalne źródło gotówki na wypadek, gdyby przytrafiła się jakaś większa okazja inwestycyjna, np. przejęcie innego podmiotu z branży albo szersze wejście na zagraniczny rynek. Dariusz Nachyła uważa, że na giełdę warto iść, ale co najmniej po 20 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Kazimierczak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fuzja wisi w powietrzu