Gdzie inni nie chcą, tam Hussar pojedzie

Łowcy trudnych zleceń transportowych idą na NewConnect. Mają pomysł m.in. na trójwymiarowe reklamy na TIR-ach.

Kiedy pięć lat temu Konrad Kąkolewski wrócił z dwuletniej podróży dookoła świata, postawił na pracę na własny rachunek. Doświadczony finansista sięgnął po transportową firmę ojca i dokooptował do projektu brata.

— Pozostaliśmy przy podstawowym biznesie, czyli transporcie, ale po pierwsze — jeździmy wyłącznie w Europie Zachodniej, po drugie — bierzemy tylko zadania trudne i niszowe, a po trzecie — pracujemy bez kontraktów, wyłącznie na zlecenia — podkreśla Konrad Kąkolewski, prezes Hussar Gruppa.

Przykład? Mała mieścina w Anglii, a w niej firma, która chce coś wysłać.

— Żaden duży przewoźnik tam się nie zapuści. A my owszem, ale przy dobrej cenie — objaśnia Konrad Kąkolewski. Albo wino, czyli jeden z najmniej chętnie wożonych towarów. Hussar Gruppa nie ma z nim problemu, ale znów — przy dobrej cenie. Z takich trudnych zleceń firma buduje dla swoich kierowców trasy w taki sposób, by liczba „pustych” kilometrów była jak najmniejsza. Układankę trzeba za każdym razem tworzyć na nowo, bo Hussar jak ognia unika stałych umów z klientami. Bo oznaczają niższe marże.

— Nasi spedytorzy pracują jak dilerzy w banku — bez ustanku obracają zleceniami — tłumaczy Konrad Kąkolewski. Łowiąc trudne zlecenia, firma nie zapomina o kosztach. Centrum transportowe przeniosła do Luksemburga, gdzie paliwo, obłożone niższą akcyzą, kosztuje o około 18 proc. mniej niż w pozostałych krajach UE. To nie koniec. Hussar zainwestował w systemy IT, za pomocą których kierowca prowadzony jest przez trasę krok po kroku przez operatora w Warszawie (tu są biura firmy). Ryzyko zgubienia się w trasie lub otrzymania mandatu spada więc do minimum. To też nie koniec. Kierowcami coraz częściej są Białorusini, nie tylko tańsi, ale również bardziej solidni. Efekt? W 2011 r. Hussar wypracował 20 mln zł przychodów, osiągając ponad 2,5 mln zł zysku operacyjnego i 1,8 mln zł zysku netto. Plan na ten rok zakłada nawet podwojenie sprzedaży, a także rozkręcenie nowych linii biznesowych. Do tego potrzebne są pieniądze.

— Chcemy zdobyć z oferty prywatnej kilka-kilkanaście milionów złotych. Ofertę skierujemy wyłącznie do instytucjifinansowych — deklaruje Konrad Kąkolewski. Za te pieniądze Hussar poszerzy ofertę o usługi zgodne z dotychczasową filozofią firmy, czyli trudne i niszowe. Po pierwsze, części zamienne.

— Na Zachodzie zepsuty TIR płaci za sprzęgło kilka razy więcej niż w Polsce. Wymyśliliśmy na to sposób. Budujemy własną sieć samochodów naprawczych, które dojadą na miejsce awarii szybciej i naprawią samochód taniej niż lokalni specjaliści. Do tego dołożymy sprzedaż części kierowaną do innych firm transportowych. Chcemy też nawiązać współpracę z polskimi ubezpieczycielami i robić dla nich wyceny zagranicznych wypadków samochodowych — zapowiada Konrad Kąkolewski. Po drugie, własne patenty. Hussar oferuje m.in. specjalne łaty, którymi kierowca może zalepić pociętą plandekę (złodzieje z nożami to zmora kierowców jeżdżących w Wielkiej Brytanii), a także przenośną karoserię (recepta na wygięcia wynikające z małych stłuczek). Po trzecie, trójwymiarowe reklamy na ciężarówkach. Wreszcie po czwarte, rodzaj pośrednictwa finansowego, np. nakierowanego na leasing. Ofertę zaplanowano na drugi kwartał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane