Gorzki rekord w wietrze

Produkcja energii ze źródeł wiatrowych w zeszłym roku pobiła w Polsce rekord. Dobrze wiało, ale nic nie budowano.

Dane PSE, czyli operatora krajowego systemu elektroenergetycznego, za 2017 r. poznamy dopiero w przyszłym tygodniu, ale już wiadomo, że w produkcji energii z wiatraków będzie rekord. Tylko w okresie styczeń-listopad 2017 r. elektrownie wiatrowe wyprodukowały w Polsce 12,1 tys. GWh energii elektrycznej. To więcej, niż wytworzyły w całym 2016 r. — produkcja wyniosła wówczas 11,6 tys. GWh i była rekordowa. Wiatr odpowiadał za około 7 proc. krajowej produkcji energii.

Dobre wiatry

Pobicie rekordu z 2016 r. może być spektakularne, bo do wyników listopada doliczone zostaną wyniki wyjątkowo wietrznego grudnia 2017 r. Jak podawał portal Wysokienapiecie.pl, w czasie świąt Bożego Narodzenia polskie farmy wiatrowe zapisały się w annałach pod kilkoma względami. Po pierwsze — w świąteczną sobotę dostarczyły najwięcej mocy w historii w ciągu dnia, a po drugie — w świąteczny poniedziałek po raz pierwszy pokryły nawet 40 proc. zapotrzebowania Polski. Do wyników podanych przez PSE trzeba też będzie doliczyć dane z wiatraków niepodłączonych do sieci (tych PSE „nie widzi”). Dane te monitoruje Urząd Regulacji Energetyki.

— Dobre wyniki to zasługa dobrego wiatru. W 2017 r. nie przyłączono jednak praktycznie żadnych nowych mocy odnawialnych — studzi nastroje Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Stracony rok

Mimo rekordowej produkcji o „straconym roku” dla całej branży OZE mówi też Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, branżowego think tanku.

— Ubywa mocy zainstalowanej w wiatrakach, bo właścicieli mniejszych farm nie stać na ich serwisowanie, więc przerwy w pracy są dłuższe. Inwestycje spadły, obroty w branży są wręcz minimalne. Branża się zatrzymała, co przekłada się również na brak wykorzystania funduszy unijnych — wylicza Grzegorz Wiśniewski.

Stagnacja wynika z niekorzystnych dla wiatraków zmian legislacyjnych, które od wyborówparlamentarnych w 2015 r. rząd wprowadził lub planuje wprowadzić. To przede wszystkim ustawa odległościowa, nowe przepisy podatkowe, a także nowy wzór opłaty zastępczej, który całkowicie zmienia warunki kontraktów długoterminowych na zakup certyfikatów. Na 2018 r. Janusz Gajowiecki patrzy jednak z optymizmem.

— Czekamy niecierpliwie na projekt nowej ustawy o OZE. Liczymy też, że uda się wydłużyć ważność pozwoleń na budowę oraz ważność umów przyłączeniowych, co byłoby korzystne dla projektów, które od 2015 r. czekają na realizację. Ponadto postulujemy złagodzenie przepisów podatkowych zaostrzonych przez obecny rząd — mówi Janusz Gajowiecki.

Pełne segregatory

Gdyby rząd zdecydował się na zmiany postulowane przez PSEW, to — jak twierdzi Janusz Gajowiecki — już pod koniec 2018 r. mogłaby ruszyć realizacja kilku instalacji wiatrowych.

— I to bez systemu wsparcia. Na aukcje dla wiatru [aukcje są filarem nowego systemu — red.] nikt poważnie nie liczy — podkreśla Janusz Gajowiecki. Podobne prognozy snuje Michał Kaczerowski, prezes firmy doradczej Ambiens. — W 2018 r. może przybyć kilka projektów małych farm wiatrowych, które będą budowane bez żadnego wsparcia, np. w miejscach o świetnej wietrzności. Nie łudźmy się jednak, że zmieni to obraz branży. Będą to sytuacje marginalne, bo większość projektów nadal będzie uwięziona w segregatorach — uważa Michał Kaczerowski.

Gdyby te zapowiedzi się sprawdziły, byłyby to pierwsze w Polsce farmy wiatrowe, które powstały bez żadnego wsparcia. Dotychczas wszystkie farmy wiatrowe, składające się na blisko 6 GW zainstalowanej mocy, budowane były przy publicznym wsparciu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Gorzki rekord w wietrze