Ostatnie dwie sesje na Wall Street wpompowały potężną dawkę adrenaliny w żyły amerykańskich inwestorów. Ruchy indeksów przypominają trasę górskiej kolejki, gdzie po nagłym zjeździe wagonik za chwilę szybko wspina się na szczyt. Gracze giełdowi są jednak w znacznie mniej komfortowej sytuacji niż pasażerowie rollercoastera. Tym drugim nie grozi praktycznie nic. Inwestorom podejmującym ryzyko gry na tak wzburzonym rynku grozi wypadnięcie poza burtę.
Zmiany wartości indeksu Dow Jones po kilkaset punktów zdarzają się rzadko. Tym bardziej następujące dzień po dniu, i to w przeciwnych kierunkach. We wtorek wskazówka barometru koniunktury na Wall Street opadła o 281 pkt, by następnego dnia podnieść się o 250 pkt. Tak gwałtowne ruchy oznaczają, że inwestorzy poddają się nastrojowi tłumu. Porzucenie chłodnej kalkulacji uniemożliwia skuteczną grę. Oby jutro inwestorów nie spotkał zimny prysznic.
Artur Szymański