Hipoteki wydoroślały

opublikowano: 19-02-2015, 00:00

Nie tylko frank wyhamował sprzedaż kredytów. Na rynek hipoteczny w coraz większym stopniu wpływa też demografia.

Jeśli ktoś spodziewał się eksplozji sprzedaży na rynku kredytów mieszkaniowych pod koniec 2014 r., musiał się mocno rozczarować. Czwarty kwartał był jednym z najsłabszych w ubiegłym roku. Październik był nieco gorszy od września (3,185 mld zł vs 3,235 mld zł), potem przyszedł wyjątkowo depresyjny listopad (2,77 mld zł), nieco tylko lepszy od lutego (2,751 mld zł), który był najgorszym miesiącem w 2014 r. Grudzień ze sprzedażą 3,24 mld zł poprawił nieco obraz sytuacji, ale spodziewanego karnawału na koniec nie zapewnił. Oczekiwania, że rynek pójdzie w górę, były uzasadnione, bo od stycznia 2015 r. kredytobiorca musi zgromadzić w ramach wkładu własnego 10 proc. wartości nieruchomości (LTV), a nie — jak do niedawna — 5 proc. Bankowcy spodziewali się, że klienci będą się spieszyć, by zaciągnąć kredyt przed wejściem w życie nowych regulacji.

— Sądziliśmy, że rynek będzie lepszy. Grudniowe wyniki były zgodne z naszymi oczekiwaniami, jednak listopad rozczarował — mówi Agnieszka Krawczyk, dyrektor biura produktów bankowości hipotecznej PKO BP.

O słabości listopada najlepiej świadczy sprzedaż właśnie tego banku. W kwietniu 2014 r. PKO BP potrafił wpompować w rynek 1,3 mld zł kredytów mieszkaniowych, w listopadzie sprzedał ich za niespełna 690 mln zł. Hossy nie było też u konkurentów. Obroty w Pekao wyniosły 488 mln zł, w ING Banku Śląskim — 404 mln zł, a w BZ WBK — 242 mln zł. Stawkę największych dostawców hipotek zamykają DB Polska (219 mln zł) i mBank (143 mln zł). Grudzień był już lepszy — w dużej mierze za sprawą PKO BP, który udzielił kredytów za 870 mln zł. Wicelider też odnotował wzrost do 568 mln zł. Rekordowy poziom obrotów osiągnął ING BSK — 455 mln zł. W górę poszła sprzedaż w BZ WBK (do 283 mln zł), DB Polska (236 mln zł) i w mBanku (152 mln zł).

Osłabienie koniunktury

Nie ma jeszcze wyników sprzedaży kredytów mieszkaniowych w styczniu, ale jak sugerują szacunkowe dane, przełomu na rynku raczej nie było.

— Początek roku zawsze jest słabszy w hipotekach. Klienci finalizują transakcje zazwyczaj dopiero wiosną. Można jednak zauważyć pewne osłabienie koniunktury, niezależnie do sezonowych czynników. W jakimś stopniu ma to związek z sytuacją na rynku walutowym. Dyskusja o kredytach, nie tylko frankowych, mogła skłonić niektórych klientów do przemyślenia decyzji zakupowych — mówi Agnieszka Krawczyk.

Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao, stawia tezę, że rynek po prostu dojrzał i ludzie znacznie bardziej świadomie niż w poprzednich latach zaciągają wieloletnie zobowiązania. Dlatego zmiana reguł gry na rynku hipotecznym nie wywołuje najazdu na placówki bankowe.

— Niepewność wokół franka każe dokładniej zastanowić się nad kredytem. Ceny nieruchomości się ustabilizowały, gdzieniegdzie rosną w jednocyfrowym tempie, zatem nie ma pośpiechu jak w czasie boomu, żeby kupować, bo będzie drożej. Wreszcie, czynnik niedoceniany w analizie rynku kredytów hipotecznych: zmiana profilu demograficznego — mówi Marcin Mrowiec.

Przez ostatnie lata na rynek wchodziła fala wyżu z lat 70. i 80. Teraz powoli zaczyna się flauta związana ze spadkiem liczby urodzin w latach 90. Jako pierwsze z problemem zetknęły się wyższe uczelnie, które muszą walczyć o studentów. Wkrótce będą musieli się z nim zmierzyć deweloperzy.

— Już nie będzie takich gwałtownych skoków popytu jak do niedawna. Rynek się ustabilizuje — mówi Marcin Mrowiec.

Cień niepewności

Skutki niżu demograficznego w pełni objawią się dopiero za jakiś czas. W krótszym horyzoncie jednak też nie brak ograniczeń dla akcji kredytowej. Marcin Mrowiec zwraca uwagę, że wydatki konsumpcyjne nie idą w parze z rosnącym funduszem płac i popyt wyraźnie kuleje, choć mógłby być większy.

— Niepewność związana z czynnikami geopolitycznymi — wojną na Wschodzie, problemami strefy euro — powstrzymuje decyzje na wielu płaszczyznach, w tym tak poważnych, jak zaciągnięcie zobowiązania na wiele lat — mówi Marcin Mrowiec.

Mimo tych ograniczeń, jego zdaniem, rynek kredytów hipotecznych urośnie w tym roku o 6-7 proc. w stosunku do 2014 r.

— Wsparciem będą rekordowo niskie stopy procentowe, a więc także koszty kredytu, oraz rosnące płace i zatrudnienie, powiększające pulę chętnych, których stać na powiększenie metrażu i poprawę warunków mieszkaniowych — mówi ekonomista. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu