5 mld zł — tak bogato przystrojony jest tort usług księgowych w Polsce. Problem w tym, że do jego konsumpcji co roku zabiera się 42 tysiące podmiotów świadczących takie usługi. Krakowski inFakt, specjalizujący się w księgowości online, zakasuje rękawy i deklaruje, że do 2017 r. spółka dobije do poziomu ponad 200 mln zł rocznego przychodu i tym samym skoncentruje wokół siebie 4 proc. tego lukratywnego rynku.
— To nie jest tak, że zabieramy komuś klientów. Po prostu budujemynowy rynek, podążamy za zmieniającymi się nawykami i potrzebami polskich przedsiębiorców. Jak niegdyś mBank w bankowości internetowej — mówi Wiktor Sarota, współzałożyciel i prezes inFaktu.
Spółka właśnie zakończyła drugą rundę finansowania, w której pozyskała 3,2 mln zł. Udziały objął m.in. fundusz RTAventures i Point Nine Capital, który do rozdysponowania na inwestycje ma 40 mln EUR i który brał udział w pierwszej rundzie finansowania inFaktu.
— Spółka bardzo dynamicznie się rozwija. Projekt już dawno przestał być start-upem — ocenia Paweł Chudziński, współzałożyciel i wspólnik zarządzający Point Nine Capital.
— Widzimy olbrzymi potencjał stojący przed europejskimi firmami świadczącymi usługi na podstawie modelu software as a service. — dodaje Piotr Kulesza, wspólnik zarządzający RTAventures.
Kapitał od inwestorów ma pomóc inFaktowi w dociśnięciu gazu na polu marketingu i rozwoju produktów. Spółka ma kilka milionów złotych przychodów jednak jest przekonana, że w segmencie usług dla małych firm oferuje rozwiązania nie gorsze niż Comarch czy Asseco. — Ledwie po 5 latach działalności, jesteśmy najlepsi w kraju w segmencie fakturowania online. Zaufało nam ponad 280 tysięcy firm — uważa Wiktor Sarota i nie wyklucza, że spółka zaoferuje akcje na NewConnect lub GPW.