Inflacyjne szaleństwo może dobiec końca

opublikowano: 31-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

W wielu państwach ceny surowców i towarów hamują. Nie ma jednak co liczyć na rychłe obniżki stóp procentowych.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • które surowce kluczowe dla inflacji zaczęły tanieć
  • co było powodem ich przeceny
  • jakie czynniki dodatkowo wspierają stabilizację cen
  • czemu banki centralne nie obniżają stóp procentowych
  • jak będą dalej walczyć z inflacją

Globalny wzrost gospodarczy mocno spowalnia i dobija popyt, dzięki czemu ropa, miedź czy pszenica przestały drożeć. Osłabi to presję kosztową na spółkach zajmujących się wytwarzaniem dóbr oraz przetwórstwem spożywczym. Ich sytuację dodatkowo poprawi odblokowanie łańcuchów dostaw i obniżka cen frachtu.

Po okresie jednego z najbardziej dynamicznych wzrostów cen w historii w wielu państwach sytuacja się normuje. Mimo że w Polsce oraz innych państwach europejskich ceny niektórych surowców utrzymują się zatrważająco wysoko, a inflacja nadal rośnie, konsens rynkowy przygotowany przez agencję Bloomberg przewiduje spadek globalnej inflacji konsumenckiej. Zdaniem specjalistów JPMorgan & Chase w drugim półroczu wyniesie ona 5,1 proc. - o połowę mniej niż między styczniem a czerwcem.

Nie ma co jednak liczyć na obniżkę stóp procentowych - na razie inwestorzy mogą co najwyżej oczekiwać zakończenia cyklu podwyżek. Przedstawiciele banków centralnych utrzymują cel inflacyjny na stosunkowo niskim poziomie – w Stanach Zjednoczonych to 2 proc., a w Polsce 2,5 proc.

Odkupienie win

Powodem, dla którego większość bankierów utrzymuje mocno jastrzębią politykę pieniężną, jest fakt, że nie przewidzieli oni popandemicznego szoku cenowego i spóźnili się z podwyżkami stóp. Oczekuje się więc, że pozostaną przy podwyżkach nawet po osiągnięciu szczytu inflacyjnego, zarówno w USA, jak i Europie. Rezerwa Federalna, Europejski Bank Centralny, Bank Anglii oraz Narodowy Bank Polski prawdopodobnie we wrześniu wykonają kolejny ruch w górę.

W piątek podczas wystąpienia na konferencji w Jackson Hole Jerome Powell, szef Fedu, powiedział, że wrześniowa podwyżka o 75 punktów bazowych jest prawdopodobna. Stwierdził, że ostatnie dane inflacyjne bardzo odbiegają od akceptowalnych. Chwilę po nim wystąpiła Isabel Schnabel, przedstawicielka EBC, która stwierdziła, że „europejski bank musi przeciwdziałać inflacji ze zdecydowaną siłą”.

Jest kilka państw, takich jak Czechy, Brazylia czy Nowa Zelandia, które zaczęły zacieśniać politykę pieniężną stosunkowo wcześnie i nie przewidują już kolejnych podwyżek. Do tego grona nie zalicza się jednak Polska - według słów Adama Glapińskiego, prezesa NBP, Polaków czekają jeszcze jeden lub dwa ruchy w górę, wielkości 25 punktów bazowych.

Jest nadzieja

Pomijając szczególną sytuację na Starym Kontynencie, gdzie w wyniku zaburzeń podaży gaz podrożał siedmiokrotnie, globalne ceny surowców zaczynają powoli schodzić ze szczytu. Kontrakty futures na ropę spadły od początku czerwca o 20 proc., a indeks cen żywności ONZ obniżył się o 9 proc. w ciągu ostatniego miesiąca. Tanieją również giełdowe metale, drewno i półprzewodniki.

W głównej mierze za przecenę odpowiada słabnący popyt, który do niedawna był głównym motorem inflacji. Konsumenci odchodzą od nietypowych zwyczajów zakupowych ukształtowanych w trakcie pandemii, kiedy mniej wydawano na takie usługi jak hotele czy siłownie, a więcej na elektronikę użytku domowego i rowery stacjonarne. Ograniczają zbędne wydatki, szykując się na recesję, szczególnie w Europie. Tego rodzaju dyskontowanie przyszłych wydarzeń już teraz pozytywnie wpływa na ceny.

Z perspektywy makroekonomicznej dowodem na hamowanie popytu może być import największych państw, który - według ekonomistów Morgana Stanleya - kurczy się w ujęciu realnym. Ponadto eksport Chin, tzw. magazynu światowego, również słabnie. Według specjalistów gospodarki nareszcie ostygły, a rządzący zdają sobie sprawę z nadchodzących trudnych czasów.

Dodatkowym pozytywnym czynnikiem jest odblokowanie łańcuchów dostaw, które po pandemii oraz blokadzie Kanału Sueskiego przez długi czas nie były w pełni sprawne. Indeks nowojorskiego Fedu, odzwierciedlający napięcie łańcuchów dostaw, jest najniżej od początku 2021 r. Ponadto spadają ceny frachtu i średni przewidywany czas dostawy. Każdy z tych malejących kosztów ma wpływ na cenę produktu końcowego.

W końcu nasyceni
W końcu nasyceni
W raportach kwartalnych spółki takie jak Walmart, Target czy polskie LPP informowały o przeładowaniu magazynów. Wyprzedaż zalegającego towaru to kolejny czynnik, który sprzyja obniżaniu się inflacji konsumenckiej.
Fot. Walmart Corporate/Wikimedia Commons/CC BY-2.0

Ręka na pulsie

Nawet jeśli ceny dóbr spadną, drożeć mogą usługi, na które popyt będzie zwiększony. Mowa w szczególności o niedostępnych w trakcie pandemii, głównie związanych z turystyką i wydarzeniami kulturalnymi, jak festiwale muzyczne czy filmowe.

Nie należy też zapominać o największym koszcie większości przedsiębiorstw, czyli o wynagrodzeniach. Zarówno za oceanem jak i w Europie rynek pracy pozostaje w świetnej kondycji, co w wielu przypadkach zmusza pracodawców do podwyżek. Ich koszt zwykle przerzucany jest na klientów w celu utrzymania zysków na dotychczasowym poziomie.

Od początku roku ponad 80 banków centralnych podniosło stopy i w końcu widać efekty, jednak nie oznacza to, że wkrótce można się spodziewać luzowania polityki. Po zeszłorocznych błędach bankierzy będą bardziej ostrożni i nie zakończą obecnego cyklu podwyżek, dopóki nie będą pewni, że inflacja zaczęła spadać na dobre.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane