Inwestuj tam, gdzie własność jest święta

Najlepsze rynki zaoferowały inwestorom w ciągu ostatnich 111 lat zyski idące w setki tysięcy proc. Najsłabsze pozwoliły pomnożyć kapitał najwyżej kilkunastokrotnie. To nie przypadek

Choć światowa gospodarka jest dzisiaj zglobalizowana tak jak jeszcze nigdy wcześniej, a korporacje prowadzą swoją działalność ponad granicami państw, to kwestia, w jakim kraju ulokujemy nasze oszczędności, wcale nie traci na znaczeniu. Gdzie inwestowanie jest najbezpieczniejsze, a gdzie najbardziej ryzykowne? Przyjrzeliśmy się, jak na te pytania odpowiada historia rynków kapitałowych.

Zobacz także

Okazuje się, że jedne z nich dawały świetnie zarobić inwestorom, podczas gdy inne przez większą część czasu zawodziły swoimi wynikami. Płynące z analizy wnioski mogą zaskoczyć niejednego inwestora. Sięgnęliśmy po obliczone przez bank Credit Suisse stopy zwrotu, jakie od 1900 r. osiągnęło 19 giełd o najdłuższej tradycji. W perspektywie tak długiej jak całe stulecie największe zarobki dawały inwestycje w krajach anglosaskich. Najgorszym pomysłem — nie tylko ostatnich miesięcy, ale też 111 ostatnich lat — było zaś finansowanie przedsiębiorstw z południa Europy. Z 19 krajów, w których giełdy papierów wartościowych istnieją nieprzerwanie przynajmniej od 1900 r., realne stopy zwrotu przekraczające 6 proc. rocznie zanotowały jedynie cztery. Wśród nich były jednak aż trzy byłe kolonie brytyjskie. Ta sztuka udała się USA, Australii oraz RPA.

Anglosasi górą

Wśród pięciu najsłabszych rynków akcji znalazły się aż trzy giełdy z południa Europy. Zaledwie 2 proc. powyżej inflacji zyskiwały rocznie akcje notowane w Mediolanie. Papiery francuskie przynosiły jedynie 3,1 proc., a hiszpańskie — 3,6 proc. Anglosasi równie dobrze wypadają także na tle takich potęg gospodarczych jak Niemcy i Japonia. Giełdy z tych krajów przyniosły inwestorom najwyżej przeciętne zyski. Akcje niemieckie w ostatnim stuleciu zyskiwały w tempie dwa razy wolniejszym niż akcje amerykańskie. Papiery japońskie drożały natomiast rocznie o 3,8 proc. powyżej inflacji, czyli jedynie nieco bardziej od papierów spółek hiszpańskich.

Czym wytłumaczyć tak duże rozbieżności? Ich źródła po części upatrywać można w różnicach kulturowych. Dla stawiających na indywidualny sukces Amerykanów własność to rzecz święta. Jedynym celem istnienia przedsiębiorstwa jest więc osiąganie jak największego zysku. Tymczasem dla Niemców i Japończyków najważniejsza jest współpraca. Choć taki model rozwoju gospodarczego świetnie sprawdził się w obu przypadkach, to jednak z punktu widzenia akcjonariuszy korzystniejszy jest wzór amerykański. Dla firm japońskich i niemieckich osiąganie jak najwyższych zysków nie jest celem samym w sobie. Dla przykładu, wobec nadciągającej recesji będą mniej skłonne do zwolnień pracowników, nawet jeśli z punktu widzenia akcjonariuszy byłaby to najlepsza decyzja. Inną zaletą rynków anglosaskich jest też stabilne i egzekwowane prawo. W tym kontekście warto przypomnieć o nałożonym w Polsce w ekspresowym tempie podatku od kopalin, który w pierwotnej wersji miał w pewnych przypadkach opodatkowywać zyski KGHM krańcową stawką przekraczającą 100 proc.

Przegrane wojny

Największymi stratami inwestorzy z Japonii i Niemiec przypłacili jednak przegraną przez oba kraje wojnę. Akcje japońskie, które jeszcze w latach 1900- -1939 zanotowały drugi wynik na świecie, straciły potem realnie aż 96 proc. wartości. Papiery niemieckie przeceniono o 88 proc. Świetna koniunktura zwykle towarzyszy natomiast wojennym przygotowaniom oraz późniejszej odbudowie kraju. Odbudowie Niemiec i Japonii towarzyszył niespotykany na skalę światową cud gospodarczy. W latach 1949-59 akcje niemieckie realnie podrożały aż 42-krotnie.

Papiery z Kraju Kwitnącej Wiśni zyskały 1565 proc. powyżej inflacji. Historia podpowiada, że powyżej przeciętnej zarabiać można na rynkach krajów bogatych w surowce. Choć odkrycie złota w Nowym Świecie niegdyś doprowadziło do gospodarczego upadku Hiszpanię, to jednak bogactwa mineralne znacznie częściej okazują się dobrodziejstwem. Giełdy z takich krajów, jak Australia, Kanada, Norwegia czy RPA nie tylko dały więc wyższe stopy zwrotu niż większość innych parkietów, ale też zwykle okazywały się bezpieczniejsze. Przynosiły zyski także w czasach, gdy światowa gospodarka popadała w kłopoty.

Ze wzrostem różnie bywa

Zaskakiwać może natomiast, że czynnikiem, który nie zawsze miał decydujące znaczenie, okazał się wzrost gospodarczy. Trwającemu 20 lat zastojowi na giełdzie w Tokio towarzyszyła stagnacja japońskiej gospodarki. Odwrotnym przykładem jest jednak Irlandia, która w zeszłym stuleciu awansowała na pozycję jednego z najbogatszych krajów na świecie. Mimo to akcje irlandzkie przyniosły w tym czasie jedne z niższych stóp zwrotu na tle innych rynków. W tyle zostały między innymi za akcjami brytyjskimi. I nawet mimo to, że Wielka Brytania straciła w tym czasie status mocarstwa, poniosła duże straty w dwóch wojnach światowych, a funt przestał być walutą światowych rezerw.

Najwięcej w ciągu ostatnich 111 lat zarobić dały akcje australijskie (7,4 proc. rocznie). Tylko minimalnie mniej, bo 7,3 proc. zyskał rynek akcji w RPA. Po 6,3 proc. realnie zyskiwały akcje szwedzkie i amerykańskie. 5,9 proc. zysku rocznie przyniosła przez ostatnie 111 lat inwestycja w akcje kanadyjskie. Różnice między poszczególnymi krajami mogą więc z pozoru wydawać się niewielkie. Jednak w tak długim okresie nawet niewielkie różnice urastają do kolosalnych rozmiarów. Inwestycja 1 USD w akcje australijskie przyniosłaby po 111 latach zysk w wysokości 2861 USD o niezmienionej sile nabywczej. Zaledwie o 1,5 punktu gorszy wynik akcji kanadyjskich oznaczał natomiast ponadpięciokrotnie niższe zyski.

Londyn stolicą świata

Choć tradycje giełdy londyńskiej sięgają 1698 r., jeszcze do końca osiemnastego wieku pozycję głównego światowego centrum finansowego piastował Amsterdam. Bieg historii odwróciła zapoczątkowana w Anglii rewolucja przemysłowa. Funt stał się walutą rezerwową świata, a do 1900 r. rynkowa wartość spółek notowanych w Londynie sięgnęła 30 proc. łącznej kapitalizacji wszystkich giełd na świecie. Mimo spadku znaczenia ostatnie stulecie okazało się łaskawe dla akcji notowanych w Londynie. Corocznie zyskiwały one realnie średnio 5,3 proc., co jest wynikiem nieco powyżej średniej.

3,8% Tyle realnie rocznie można było zarobić na GPW od 1995 r.

Wschodzące gwiazdy wśród parkietów

Ostatnie dwie dekady można śmiało nazwać epoką rynków wschodzących. Gospodarki tej grupy krajów radziły sobie znacznie lepiej od gospodarek krajów dojrzałych. Po upadku komunizmu wolnorynkowe reformy przeprowadziły kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Duży krok w stronę demokracji zrobiła także Ameryka Południowa. Tamtejsze rządy zabrały się też do walki z inflacją, największym gospodarczym problemem regionu. W latach 90. boom zawitał również w Azji Południowo-Wschodniej.

Dzięki reformom na rynki wschodzące coraz szerszym strumieniem zaczęły płynąć zagraniczne inwestycje. Do roli gospodarczych potęg urosły Chiny, Indie i Brazylia. To prawda, szybki wzrost gospodarczy nie obył się bez kryzysów. W 1997 r. kryzys przetoczył się przez Azję Południowo-Wschodnią, a rok później zagościł w Rosji. W 2001 r. niewypłacalność ogłosiła Argentyna. Gospodarczy sukces odzwierciedla zachowanie giełd. Od powstania giełdy warszawskiej indeks WIG rósł corocznie, po korekcie o inflację, średnio o 7 proc. Jeszcze większe zyski można było osiągnąć w Chinach. Od utworzenia w 1990 r. indeksu Shanghai Composite wskaźnik zyskiwał co roku średnio 9,4 proc. powyżej inflacji. Kluczowy był jednak moment rozpoczęcia inwestycji. Kto nie załapał się na wielką hossę lat 1993-94, zadowolić się musiał znacznie skromniejszymi zyskami. Inwestycja rozpoczęta na początku 1995 r. przyniosłaby w przypadku Polski 3,8 proc. realnego zysku, a w przypadku Chin zarobek sięgnąłby 4,8 proc. rocznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestuj tam, gdzie własność jest święta