Jak F1 wiezie marki

opublikowano: 27-04-2022, 20:00

O marketingowej i finansowej stronie wyścigów, odmładzaniu i zazielenianiu Formuły1 opowiada Frederic Vasseur, szef zespołu Sauber.

Szef, inżynier, wynalazca:
Szef, inżynier, wynalazca:
Frederic Vasseur, szef zespołu Sauber, na wysokim poziomie związany jest ze sportami motorowymi od 1996 r., gdy utworzył zespół wyścigowy Formuły 3 ASM. W 2016 r. wszedł na poziom F1, najpierw zostając szefem zespołu Renault, a od 2017 r. kieruje Sauberem. Jest inżynierem, w październiku 2012 r. utworzył Spark Racing Technology, której celem jest rozwój hybrydowego i elektrycznego układu przeniesienia napędu
Joao Filipe

„PB”: Dlaczego tak wielu sponsorów garnie się do Formuły 1?

Frederic Vasseur: To kombinacja kilku czynników. Zacznijmy od tego, że to naprawdę ogólnoświatowa platforma — nie ma wielu wydarzeń sportowych, które dają obecność na czterech kontynentach, a od przyszłego sezonu, mam nadzieję, na pięciu. Dzięki temu jesteśmy dostępni praktycznie wszędzie na świecie. Na to nakłada się ogromna i błyskawicznie rosnąca liczba osób interesujących się wyścigami — praktycznie wszystkie bilety, poczynając od podstawowych, a na pakietach Paddock Club skończywszy, są już wyprzedane. Rośnie też liczba oglądających transmisje. Spory w tym udział miał na pewno serial o F1 na Netfliksie. To otworzyło nowy rozdział — przyciągnęło więcej fanów i o nowym profilu: do tej pory naszą publikę stanowili głównie mężczyźni w wieku około 50 lat. Teraz jest znacząco więcej poniżej 30 lat oraz więcej kobiet. Serial na Netfliksie to gamechanger.

Masową publikę ma także piłka nożna...

Zgoda, również np. kolarstwo czy koszykówka. F1 daje jednak coś więcej — aspekt technologiczny. Oprócz masowego dotarcia pokazujemy wysokie technologie, bo są one u nas — w odróżnieniu od innych sportów — w centrum uwagi. W żadnym innym sporcie technologia nie jest tak istotna i nie ma tak wielu innowacji, a to bardzo dobry kontekst dla wielu marek, zbieżny z ich strategią, szczególnie w obecnych czasach.

Spotkaj się i posłuchaj najlepszych ekspertów od marketingu sportowego

Frederic Vasseur, szef zespołu Sauber, będzie jednym z prelegentów ścieżki marketingu sportowego podczas kongresu Impact’22, której „PB” jest współorganizatorem. Przedstawiciele biznesu sportowego, eksperci i znani sportowcy (m.in. Robert Kubica, Anita Włodarczyk czy Maja Włoszczowska) będą dzielić się doświadczeniami w zakresie tworzenia i realizowania projektów marketingu sportowego. Nie zabraknie też dyskusji o przyszłości sportu oraz transmisji TV. Kongres odbędzie się w Poznaniu 11-12 maja, szczegóły znajdziesz tu:

Czy warto dołączyć do tak licznego grona partnerów? Wasz zespół ma pewnie ponad 30...

To prawda. Grono partnerów F1 rośnie bardzo szybko, zarówno całego cyklu, jak też naszego zespołu. Z powodów, o których mówiłem, jesteśmy po prostu coraz bardziej atrakcyjni. Z punktu widzenia zespołu podstawą są silni czołowi partnerzy — w naszym przypadku są nimi Alfa Romeo i Orlen, ale inni partnerzy też potrafią znaleźć i wykorzystać wartość płynącą ze współpracy z nami. Także oni są widoczni dla kibiców.

Czy F1 i szerzej – motosport są dobre dla każdej marki czy trzeba być jakoś związanym z motoryzacją?

Myślę, że dla każdej. Jeśli spojrzymy na marki, które promują się w F1, to są wśród nich marki B2C, które wybierają F1 ze względu na zasięg, bo potrzebują dużej ekspozycji, ale też B2B, które potrzebują dotarcia do najważniejszych postaci, top menedżerów z największych globalnych firm, bo tacy są skupieni wokół F1. To naprawdę sport, który umożliwia realizację wielu celów.

Jak być efektywnym w marketingu sportowym — samo logo na bolidzie czy stroju sukcesu nie gwarantuje.

Ma pan rację, nie chodzi o samą markę na bolidzie. To dopiero początek, ale droga do sukcesu to stworzenie spójnego projektu, platformy do wspólnych działań. W naszym przypadku bardzo ważne było wypracowanie takiego projektu przez obu głównych sponsorów: Alfa Romeo i Orlen. Taka współpraca daje najlepsze efekty.

Pewnie nie słyszał pan o marce Orlen, zanim nie zaczęła być w F1. Zaskoczyła pana obecność polskiej firmy?

Jestem pewien, że dla Orlenu wejście w F1 ma ogromny sens. To pewnie najlepiej rozpoznawalna marka w Polsce, ale potrzebuje też globalnej rozpoznawalności, a F1 jest doskonałą, najlepszą, platformą do tego. Poza tym marka chce być postrzegana jako innowacyjna i zrównoważona środowiskowo, a do tego F1 też doskonale pasuje. Naprawdę uważam, że Orlen pasuje do F1, a F1 do Orlenu.

Skoro mowa o ekologii — to są ostatnie lata, gdy obserwujemy wyścigi jakie znamy. Potem będą się ścigać bolidy z silnikami elektrycznymi?

Myślę, że popełniliśmy duży błąd, nie w ostatnich dwóch sezonach, ale wcześniej, bo zaniedbaliśmy ten temat komunikacyjnie. Fakty są takie, że mamy zdecydowanie najlepsze silniki na świecie, najbardziej wydajne w zakresie emisji CO2 i osiągnięć. Producenci silników wydali miliardy na technologiczne innowacje, mamy system odzyskiwania energii, co czyni nas najbardziej zaawansowanymi hybrydami na świecie. Pracujemy na syntetycznym paliwem. Na pewno nie powinniśmy się wstydzić tego, co robimy w F1, bo emitujemy mniej CO2 niż formuła E. Po prostu musimy to lepiej komunikować. Tym bardziej że od dwóch lat w każdej rozmowie ze sponsorami jesteśmy pytani o wpływ na środowisko i pokutuje przekonanie, że jest dramatyczny. Tymczasem jak się dobrze pozna fakty, to się okazuje, że jest zupełnie inaczej. Dzięki fortunie, którą zainwestowaliśmy w ten obszar, mamy się czym chwalić.

Czy wartość, jaką uzyskuje sponsor, jest pochodną wyniku sportowego czy niekoniecznie?

W pewien sposób jest, bo liczba i wartość ekspozycji marki jest uzależniona od miejsca bolidu w stawce. W tym sezonie na przykład dzięki lepszym wynikom mamy dwa razy większą ekspozycję w mediach niż w zeszłym.

Ile w wyniku jest technologii, a ile umiejętności kierowcy?

To kombinacja. Spójrzmy na Mercedesa w tym sezonie — bolid ma problemy i Hamilton nie jest w stanie wygrywać mimo że jest bardzo dobrym kierowcą. Kierowca jednak jest zawsze w stanie zrobić różnicę. Na koniec dnia tylko dobra kombinacja da zwycięstwo — nawet najlepszy kierowca nie wygra słabym bolidem, ale jeśli nie będzie bardzo dobry, to niewiele mu da, że będzie jeździł najlepszym.

Od tego sezonu zostały ograniczone budżety zespołów. To dobre rozwiązanie?

Bardzo dobre. Największe zespoły mają dzięki temu duże zyski, bo ścięły koszty o 50 proc., a przychody pozostały, a może są nawet większe. Dla mniejszych zespołów to szansa — łatwiej im nawiązać rywalizację, bo nie ma już przepaści. W tym sezonie może nie mamy takich samych budżetów, ale już w przyszły będą bardzo zbliżone, więc rywalizacja będzie bardziej wyrównana. Dzięki temu będzie ciekawsza dla widzów.

Jako polski dziennikarz na koniec muszę o to zapytać: jest szansa, że jeszcze zobaczymy Roberta Kubicę ścigającego się w F1?

Nie wiem, co pan chciałby usłyszeć…

Prawdę...

W F1 jeździ 20 najlepszych kierowców na świecie. Robert z pewnością doskonale rozumie bolidy, technologię, jest dla nas ogromnym wsparciem w tym zakresie. Jego wiedza jest bezcenna, ale pamiętajmy, że ma już prawie 40 lat i jest po ciężkim wypadku, więc mogłoby być mu ciężko wytrzymać trud całego sezonu. Ale posiadanie go w zespole ze względu na wiedzę i doświadczenie jest dla nas bezcenne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane