Jak pojadę - jeśli w końcu pokieruję?

Agnieszka Ostojska-Badziak
19-01-2004, 00:00

Co usłyszeli ludzie z Rady Nadzorczej TVP, prowadząc „przesłuchania” rywali do fotela prezesa telewizji publicznej? Byliśmy ciekawi. Tym bardziej że ten moloch — o czym pisze w komentarzu prof. Wiesław Godzic — niebawem musi się zmienić. Kandydatom zadaliśmy trzy pytania. Proste, lecz fundamentalne.

1 Jak ocenia Pan swoje biznesowe, merytoryczne i moralne przygotowanie do objęcia funkcji prezesa TVP?

Piotr Gaweł: W 1993 r. ówczesny przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Marek Markiewicz zaproponował mi to stanowisko. Odmówiłem. Uznałem, że brakowało mi doświadczenia i wiedzy. Bądź co bądź TVP to olbrzymia firma, zatrudniająca rzesze ludzi. By właściwie spełniała swe funkcje, trzeba nią sprawnie zarządzać — a to wymaga przygotowania i lat praktyki. Przez 10 lat nadrobiłem braki. Zalety moralne? Uważam, że mam, ale Panu Bogu — nie mnie — o tym sądzić.

Ryszard Pacławski: Jestem praktykiem. Mam właściwe doświadczenie i wykształcenie. Doprowadziłem do utworzenia sieci medialnej (TVP 3 — przyp. aut.), którą 90 proc. Polaków uznaje za najważniejsze źródło informacji o swoim regionie. Mam również doświadczenie w restrukturyzacji dużych organizacji, w pracy z ludźmi o różnych poglądach politycznych. Co do moralnych predyspozycji: wychowałem się w harcerstwie. Potem dekadę ZHP zarządzałem. Nauczyło mnie to odpowiedzialności — nie tylko za siebie, ale również za innych, utrwaliło wrażliwość i umiejętność słuchania cudzych opinii.

Andrzej Budzyński: Kierowałem wielkimi zespołami ludzi — w kraju i za granicą. Mam doświadczenie w mediach publicznych — właściwie tylko w nich. Pod względem moralnym... Niezręcznie mi zachwalać siebie samego. Ale... Jestem uczciwy, odpowiedzialny i pracowity. Pracuję też w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Zgromadziłem duże zbiory pamiętników ludzi z różnych grup społecznych. Ostatnio wydałem książkę — pamiętniki bezrobotnego. Wiem, jak wygląda życie większości społeczeństwa — a to nie pozostaje bez wpływu na wizję roli publicznej telewizji.

2 Co jest najważniejsze w rozwoju telewizji publicznej...

Piotr Gaweł: Walka z konkurencją. Po akcesji do UE może nastąpić napływ kapitału. Dofinansowanie z zewnątrz Polsatu albo TVN-u odbije się drastycznie na telewizji publicznej. Należy odzyskać widza. Dla TVP1 np. największą konkurencją pozostają programy informacyjne TVN. Widz Jedynki chce wiedzy — programów tematycznych. Mocną stroną TVP2 są opery mydlane (oglądalność 7-8 mln). Te lokomotywy nie są wykorzystane w promocji i wpływach. W zachodnich telewizjach dochód z kaset z odcinkami, gadżetów — to 10-20 proc. przychodów. Odpowiedzialni za produkcję popularnych seriali powinni naprawdę nimi zarządzać... A struktura zatrudnienia? Tylko 14,5 proc. to dziennikarze: grupa tworząca wartość firmy! Proporcje muszą się zmienić.

Ryszard Pacławski: Priorytetem nie jest na pewno wyścig ze stacjami komerycjnymi — to nie leży w misji telewizji publicznej. Owszem, nasze programy mogą być konkurencyjne — pod względem jakości, treści, realizacji itp., ale nie może dojść do „walki wręcz”. Czyli na przykład: automatycznego reagowania na nowy program komercyjnej stacji podobnym produktem. Nie obejdzie się bez restrukturyzacji. By osiągać lepsze wyniki finansowe, należy usprawnić firmę. I to zaraz po sprecyzowaniu misji. Prawdopodobnie dojdzie do redukcji zatrudnienia, ale w jakim stopniu, tego jeszcze nie wiem. Bo takie cięcia wymagają analiz.

Andrzej Budzyński: Stawiam na nowe technologie! Stacja bez nowego sprzętu cofa się! A zatem: cyfryzacja, zmiana systemu nadawania itp. No i restrukturyzacja systemu pracy. Nie mówię o natychmiastowych cięciach zatrudnienia. Za moich czasów w telewizji pracowało 6700 osób, dziś 4800 — a i tak to moloch. Średnia wieku pracowników TVP przekroczyła 40 lat, a przeciętne wykształcenie to średnie. Przyjdzie to zmienić. Tak jak wydajność. Część stanowisk się dubluje, brak efektywnej kontroli pracy. Pod dyskusję poddałbym też sprawy programowe. Widownia TVP, tak jak radiowej Trójki, zestarzała się, a stacja nie wychowuje młodego pokolenia odbiorców. Na razie telewizja publiczna utrwala wizerunek stacji informacyjno-politycznej. Najwyższa pora na zmiany.

3 Jak wyobraża sobie Pan realizację niezależności telewizji publicznej?

Piotr Gaweł: Ustawa o radiofonii dokładnie precyzuje, co i jak. Informacje przekazywane przez telewizję publiczną mają być obiektywne, odpolitycznione. By to zapewnić, podzieliłbym strukturę TAI na trzy części — programy informacyjne podlegałyby bezpośrednio pod anteny. Obecna struktura — zarządzana odgórnie — kusi, by czuć się jak władza, a nie jak instytucja służby publicznej. Poza tym chciałbym wypracować normy i procedury postępowania, gwarantujące obiektywizm przekazu. By każdy problem — obowiązkowo! — ukazywano z kilku punktów widzenia. Ważne są badania jakościowe: co o obiektywizmie programów informacyjnych TVP sądzą widzowie. Rzetelny audyt ich opinii uwzględniłbym przy tworzeniu programów.

Ryszard Pacławski: Niezależność polityczną TVP chciałbym uzyskać dzięki wprowadzeniu kodeksu 4 zasad: służba publiczna, dobro wspólne, czyste ręce i uczciwość konkurencyjna. Pierwsza to uznanie kulturotwórczej i opiniotwórczej roli TVP i odpowiedzialności, która się z tym wiąże. Zasada dobra wspólnego odnosi się do potrzeby zaspokajania wymagań widzów. Reguła czystych rąk to normy i procedury, pozwalające tworzyć przejrzyste sytuacje. Czwarta zasada odnosi się do równości szans pracowników w rozwoju — by o pozycji danej osoby decydowały jej pomysły i kompetencje, podnoszenie kwalifikacji itp. Zacząłbym zaś od publicznej debaty z udziałem widzów o misji TVP. Później przyjęlibyśmy właściwą do jej realizacji strategię.

Andrzej Budzyński: Telewizja publiczna ma być pro publico bono: działać na rzecz obywateli, przybliżać im, co się dzieje w polityce, społeczeństwie, kulturze, nauce — i to rozmaicie, w sposób dostosowany do możliwości percepcji grup widzów. Nie wszyscy przecież mają wyższe wykształcenie... Debaty, dyskusje, programy publicystyczne mają być bezstronne. Do tego trzeba rzecz jasna obiektywnych dziennikarzy — tych z preferencjami politycznymi odsunąłbym od moderowania dyskusji publicznej; przydaliby się za to w przygotowaniu programu. Kadra telewizji publicznej wymaga odświeżenia. Trzeba dać szansę młodym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska-Badziak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Jak pojadę - jeśli w końcu pokieruję?