Czytasz dzięki

Jak zbudować firmę na kremie

opublikowano: 25-09-2020, 19:59

Bandi Cosmetics, którym kieruje Joanna Draniak-Kicińska, w PRL-u zaczynało od kremów mieszanych w pralce. Teraz zabiera się za ekspansję w USA.

– Kiedy dzieci w piaskownicy robiły babki, ja kręciłam kremy z piasku – tak prapoczątki swojej biznesowej kariery opisuje Joanna Draniak-Kicińska, prezes i właścicielka Bandi Cosmetics.

Jej firma produkuje kremy, peelingi, ekoceutyki – duży wybór kosmetyków, które dostarczane są do profesjonalnych salonów i dużych sieci drogeryjnych. Menedżerka objęła w niej stery, gdy miała 24 lata. Odtąd Bandi Cosmetics kilkunastokrotnie zwiększyło przychody, jednocześnie przynosząc regularne zyski.
– Teraz zaczynam od nowa, bo w Polsce rośniemy stabilnie i pora na nowe wyzwanie: próbuję rozwinąć  działalność w USA – mówi Joanna Draniak-Kicińska.
Jak to wszystko się zaczęło?

Chemiczne zacięcie

Początki firmy sięgają 1986 r. Wtedy Bogda Draniak, chemiczka pracująca w Instytucie Chemii Przemysłowej, uznała, że państwowy etat to dla niej za mało.
– Mamie nie wystarczała ciepła posadka. Jej siostra mieszkała w Australii, pracowała tam w salonie kosmetycznym i przysyłała stamtąd różne rzeczy. To zainspirowało mamę i tak – w czasie schyłkowego PRL-u – w domu ruszyła produkcja kremów – opowiada Joanna Draniak-Kicińska.
Schyłkowy PRL kojarzy się z wieloma rzeczami, ale na pewno nie z szeroką dostępnością dobrych jakościowo kosmetyków.
– Olbrzymim problemem był dostęp do jakichkolwiek surowców. Mama zaczynała od pracy w kuchni, mieszania składników w pralce. Zawsze była przede wszystkim chemiczką, interesował ją proces technologiczny, samo tworzenie kosmetyków. Nasz dom w podwarszawskich Michałowicach został wtedy częściowo przystosowany do wytwarzania kosmetyków, dopiero potem, gdy działalność już się rozwinęła, obok niego postawiono budynek produkcyjny – mówi Joanna Draniak-Kicińska.

Rodzinny biznes

Kosmetyczne wychowanie. Joanna Draniak-Kicińska od najmłodszych lat codziennie stykała się z biznesem kosmetycznym, który rozwijali jej rodzice. Przejęła nad nim kontrolę w młodym wieku i kilkunastokrotnie zwiększyła przychody firmy.

Obecna szefowa Bandi Cosmetics była najmłodsza z czwórki dzieci i przez długi czas o przejmowaniu rodzinnego biznesu w ogóle nie myślała.
– Oczywiście od najmłodszych lat miałam coś wspólnego z firmą, bo trudno, żeby było inaczej – rodzice zajmowali się nią 24 godziny na dobę, wokół niej toczyły się rodzinne dyskusje. Widziałam, ile to pracy, wiedziałam, z jaką odpowiedzialnością, choć również satysfakcją, wiąże się kierowanie własnym biznesem – ale wtedy zdecydowanie nie chciałam się tym zajmować. Marzyłam, by zostać lekarką – mówi Joanna Draniak-Kicińska.
Z myślą o studiach medycznych przyszła menedżerka wybrała liceum.
– Poszłam do klasy sprofilowanej pod kandydatów na Uniwersytet Medyczny – i rzeczywiście prawie wszyscy koledzy i koleżanki tam poszli, tylko nie ja. Dlaczego? Z czasem zaczęłam doceniać dużą niezależność, różnorodność zadań, ogromną swobodę w prowadzeniu kariery zawodowej, jaką daje własny biznes – przyznaje szefowa Bandi Cosmetics.
Zamiast uczelni medycznej wybrała Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego. Kierunek: technologia żywności.
– Teraz jest już trochę inaczej, bo na uczelniach nie brakuje kierunków kosmetologicznych, ale wtedy technologia żywności była dla mnie zdecydowanie najlepszym wyborem. Uczyłam się zarówno fizjologii człowieka, jak i budowy maszyn i towaroznawstwa. To wszystko się przydało – podkreśla Joanna Draniak-Kicińska.

Pokoleniowa zmiana

Biznesowa odpowiedzialność. Trzy lata temu Bandi Cosmetics zaangażowało się w działalność fundacji Po Drugie, kierowanej przez Agnieszkę Sikorę. Firma wsparła kampanię społeczną Czytamy dla Mamy, której celem była pomoc nastoletnim i usamodzielniającym się matkom.

Już w czasie studiów praca dla rodzinnej firmy zajmowała jej dużo czasu.
– Mama wdrażała mnie operacyjnie w działanie firmy, bo otoczenie stawało się coraz bardziej skomplikowane. Rodzice żyli z dostarczania kosmetyków prywatnym drogeriom, którym rynek zaczęły odbierać duże sieci. Polska weszła do Unii Europejskiej, w życie wchodziło mnóstwo nowych przepisów, firma musiała się więc mocno zmienić – opowiada Joanna Draniak-Kicińska.
Zmiany nigdy nie są łatwe – tym bardziej gdy ich wprowadzenie trzeba wynegocjować z własną matką.
– Ja miałam swoje pomysły, a mama swoje, więc dochodziło do tarć. W końcu mama uznała, że skoro nie możemy się dogadać, ona zrobi krok w tył i pora na mnie. Byłam wtedy bardzo młoda, miałam inne spojrzenie, inaczej podejmowałam decyzje i miałam inne podejście do ryzyka – twierdzi Joanna Draniak-Kicińska.
Był rok 2006. Firma – wtedy jeszcze działalność gospodarcza Bogdy Draniak, bo spółkę dopiero rejestrowano – zatrudniała ośmiu pracowników i przynosiła około 2 mln zł przychodów rocznie.
– Przejęłam stery i zmieniłam wszystko, co mogłam. Mama chciała stawiać większy zakład produkcyjny i próbować walczyć o klientów w segmencie detalicznym, a ja uważałam, że na to jest zdecydowanie za wcześnie i najpierw trzeba zbudować solidną bazę. Jak? Postawiłam na niszę: profesjonalnych odbiorców w salonach kosmetycznych, do których łatwiej było dotrzeć, zbudować dobre relacje – i którzy znają się na produktach, potrafią więc docenić jakość tego, co robimy – wspomina menedżerka.

Zdobywanie rynku

Rynek profesjonalny to tylko kilka procent wartości całej branży kosmetycznej, ale klientów zaczęło przybywać. Nie zaszkodziło nawet to, że niedługo po oddaniu przez matkę kontroli nad spółką córce, zaczął się kryzys gospodarczy.
– Kryzys tak naprawdę trochę mam pomógł. Właściciele zagranicznych marek stali się wtedy bardzo ostrożni, a salony kosmetyczne szukały oszczędności i chętniej kupowały produkty od nas, doceniając świetną jakość za akceptowalną cenę. Zwiększyliśmy wtedy udziały rynkowe – mówi Joanna Draniak-Kicińska.
Firma rosła, rosło też zatrudnienie.
– Szczęście nam sprzyjało, a kupcy sami się zgłaszali po nasze produkty. Przełomem było nawiązanie współpracy z Jeronimo Martins, które wchodziło na rynek z drogeriami Hebe. Decyzja o rozpoczęciu współpracy nie była wtedy ani łatwa, ani oczywista, ale z perspektywy czasu okazała się nadzwyczaj trafiona. Rozpoczęliśmy dostawy do Hebe, kiedy mieli dopiero kilkanaście drogerii. Rośliśmy wraz z nimi i wtedy zdecydowaliśmy się na uruchomienie nowej fabryki – wspomina szefowa Bandi Cosmetics.

Stabilny rozwój

Łatwo nie było. Na początku fabryka miała stanąć od podstaw na działce należącej do firmy. Procedury były już w toku, gdy klasyfikację gruntu zmieniono z budownictwa przemysłowego na mieszkaniowe.
– W końcu znaleźliśmy gotowy obiekt w Czosnowie koło Warszawy, przystosowaliśmy go do naszych potrzeb i ruszyliśmy. Od tego czasu co roku rośniemy organicznie w całkiem szybkim tempie – twierdzi Joanna Draniak-Kicińska.
W ubiegłym roku spółka miała 24,4 mln zł przychodów, o ponad jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Wypracowała przy tym prawie 2,9 mln zł czystego zysku. Rzut oka na sprawozdania finansowe w KRS pokazuje, że zyski wykazuje regularnie od lat – i dywidend nie wypłaca.
– Zysk zawsze zostaje w firmie i idzie na jej rozwój. Potrzeby są spore, musimy mieć np. solidne zaplecze magazynowe, bo tego wymaga wytwarzanie kosmetyków wysokiej jakości – produkcja jest bardzo zróżnicowana i wykorzystujemy ponad 400 surowców plus opakowania i dodatkowe komponenty – wymienia szefowa Bandi Cosmetics.
Wkrótce produkty firmy pojawią się w Rossmannie, czyli największej sieci drogerii w Polsce.
– W październiku wprowadzimy do Rossmanna pierwszą linię kosmetyków pod stworzoną w tym celu marką dr Skin Clinic. Powinniśmy utrzymać ponad dwudziestoprocentowe tempo wzrostu przychodów, mimo że w tym roku prowadzenie biznesu jest utrudnione z powodu pandemii – ocenia Joanna Draniak-Kicińska.

Międzynarodowa ekspansja

Spółka zaczęła się też rozglądać za klientami za granicą.
– Występowaliśmy o dofinansowanie udziału w targach kosmetycznych i jeździliśmy po całym świecie. W ten sposób znajdowaliśmy odbiorców na targach w Dubaju, Bolonii czy Hongkongu. Największy rynek na świecie to jednak USA, a żeby tam zbudować jakąkolwiek pozycję biznesową, trzeba działać inaczej – uważa Joanna Draniak-Kicińska.
Dlatego kilka lat temu zapadła decyzja – Bandi Cosmetics stworzy spółkę zależną w USA, zbuduje tam małe zaplecze produkcyjne, a szefowa zajmie się rozwojem na miejscu.
– W Polsce pracuje dla nas prawie 80 osób – udało się nam stworzyć świetny, kompetentny zespół, który dojrzał do tego, by nie stać im za plecami i nie kontrolować każdego ruchu. Ja z dziećmi i mężem, który odpowiada za logistyczną stronę biznesu i ma olbrzymi wkład w jego rozwój, przeniosłam się do USA i zaczynam tu od zera – znów, jak na początku w Polsce, buduję kontakty i przekonuję profesjonalnych odbiorców, że warto kupować nasze kosmetyki – mówi Joanna Draniak-Kicińska.
Menedżerce do wieku emerytalnego jeszcze bardzo daleko, ale dzieci – dwie córki w wieku 7 i 11 lat – kiedyś mogą przejąć od niej biznes.
– Niedaleko pada jabłko od jabłoni, więc córki już na swój sposób uczestniczą w życiu firmy i uczą się biznesu, obcując z nim tak, jak ja kiedyś – przy rodzinnym stole. Kto wie, może kiedyś mnie zastąpią – śmieje się Joanna Draniak-Kicińska.

Kobieca siła

Laureatka. W 2017 r. Joanna Draniak-Kicińska zajęła trzecie miejsce w organizowanym przez „PB” plebiscycie Kobieta Biznesu, który towarzyszy rankingowi 100 Kobiet Biznesu. Menedżerka podkreśla, że takie inicjatywy są potrzebne, bo wiele kobiet wciąż się ogranicza i nie decyduje na prowadzenie własnego biznesu.

W 2017 r. szefowa Bandi Cosmetics zajęła trzecie miejsce w organizowanym przez „Puls Biznesu” plebiscycie Kobieta Biznesu, który towarzyszy rankingowi 100 Kobiet Biznesu.
– Tego rodzaju inicjatywy są potrzebne. Wiele kobiet – być może to kwestia wychowania – wciąż żyje w przekonaniu, że prowadzenie biznesu nie jest dla nich i ciągle same się ograniczają. Oczywiście własny biznes to nie jest sielanka – to mnóstwo pracy, dużo stresu, jednak daje też olbrzymią satysfakcję – twierdzi Joanna Draniak-Kicińska.
Menedżerka podkreśla, że sama nigdy nie spotkała się z dyskryminacją ze względu na płeć czy ze szklanym sufitem.
– Sama też nie dzielę pracowników na kobiety i mężczyzn, liczą się wiedza, umiejętności, pracowitość. Na początku musiałam jednak udowadniać, że młody wiek nie oznacza braku kompetencji i że wiem, co robię. Myślę, że historia mojej firmy pokazuje, że dość często miałam rację – kończy Joanna Draniak-Kicińska.

Fot. Marek Wiśniewski

Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
×
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane