Jak zmieniła się Polska przez 25 lat

opublikowano: 13-01-2022, 20:00

Jak zmieniły się płace i ceny? Co z naszym zdrowiem? Co napędzało gospodarkę 25 lat temu, a co napędza ją teraz — podsumowujemy zmiany w polskiej gospodarce od czasu powstania „PB”.

Polska to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów awansu gospodarczego. Wzrost gospodarczy ostatnich 25 lat w Polsce można porównać z tym, co działo się w Japonii w latach 60. i 70. XX wieku czy w Korei w latach 80 i 90. Choć wciąż jesteśmy dopiero w połowie drogi do statusu kraju rozwiniętego, to zmiany, jakie nastąpiły w ostatnim ćwierćwieczu, są spektakularne. Postaram się je pokazać przez pryzmat wskaźników bliskich naszej codzienności, niekoniecznie PKB, które jest abstrakcyjne i niewidoczne gołym okiem.

Najważniejszą zrozumiałą kategorią ekonomiczną dla każdego obywatela jest jego wynagrodzenie. Dziś przeciętna płaca w Polsce wynosi około 5500 zł, podczas gdy w 1997 r. wynosiła około 1000 zł. Trzeba jednak pamiętać, że 25 lat temu inne były ceny i inna wartość nabywcza pieniądza. Chleb np. kosztuje dziś około 4 zł (za 0,6 kg), a wtedy kosztował około 1 zł. Dziś za przeciętne wynagrodzenie można kupić około 1400 bochenków chleba, a w 1997 r. około 1000. Są też towary i usługi, które w ostatnich 25 latach staniały. Przelot z Warszawy do Krakowa np. dziś kosztuje niecałe 150 zł, podczas gdy w 1997 r. kosztował niemal 200 zł. Są także towary, które nominalnie zdrożały, lecz uwzględniając zmianę ich jakości — mocno staniały. Tak jest np. z elektroniką i sprzętem RTV/AGD. Dziś przeciętna pralka kosztuje około 1300 zł, czyli o jedną czwartą więcej niż 25 lat temu, ale dziś jest ona bardziej wydajna i energooszczędna, a więc cena w przeliczeniu na korzyści z jej używania jest znacznie niższa.

Licząc łącznie wszystkie zmiany cen, po uwzględnieniu zmian jakości towarów, dziś ceny są o około 110 proc. wyższe niż w 1997 r. Licząc w dzisiejszych cenach, realne przeciętne wynagrodzenie w 1997 r. wynosiło około 2000 zł, 36 proc. obecnej wartości. Innymi słowy, przeciętny pracownik w 1997 r. zarabiał realnie o jedną trzecią mniej, niż zarabia dziś, otrzymując minimalne wynagrodzenie.

Rosnące dochody przekładają się bezpośrednio na zadowolenie z życia. Wprawdzie porzekadło ludowe głosi, że pieniądze szczęścia nie dają, ale liczne badania mikroekonomiczne dowodzą, że poczucie zadowolenia z życia rośnie wraz ze wzrostem dochodu. W 2020 r. ogólne zadowolenie z życia w badaniach CBOS deklarowało 78 proc. Polaków (83 proc. w 2019 r., przed pandemią), podczas gdy w 1997 r. tylko 54 proc. To może być jedna z najbardziej wymiernych korzyści z transformacji.

Z okazji urodzin i różnych świąt ludzie zwykle życzą sobie zdrowia, szczęścia i pieniędzy. O pieniądzach i szczęściu już była mowa, więc spójrzmy na to, jak zmienił się standard życia pod względem zdrowia. Dla mnie jako ekonomisty wskaźniki zdrowotne są bardzo ciekawym źródłem informacji o różnych krajach i społeczeństwach, ponieważ pokazują standard życia przez pryzmat bardzo przejrzystych, zrozumiałych i porównywalnych kategorii. O ile dzisiejszy dochód trudno jest wprost porównać z tym z 1997 r., ponieważ kupujemy inne towary i usługi (nie było wtedy np. telefonów komórkowych czy internetu w powszechnym użyciu), o tyle podstawowa potrzeba zdrowotna absolutnie się nie zmieniła — ludzie chcą żyć długo i bez chorób.

Oczekiwana przeciętna długość życia człowieka urodzonego w Polsce dziś wynosi 78 lat. To oznacza, że tyle by żył, gdyby wskaźniki umieralności w każdej grupie wiekowej były takie jak obecnie (nie jest to przewidywana długość życia). W 1997 r. wskaźnik wynosił 74 lata. W ciągu ćwierćwiecza zarobiliśmy więc cztery lata życia na głowę — uważam, że to niemało. Niestety, pandemia odwróciła nieco ten korzystny trend i zabrała nam przeciętnie rok życia. Możemy jednak zakładać, że jest to zjawisko przejściowe, dlatego nie biorę w tej analizie pod uwagę jego efektów.

Polacy żyją dłużej, ponieważ dzięki rosnącemu dochodowi i ogólnemu postępowi technologicznemu łatwiej unikają śmiertelnych chorób. Obecnie w Polsce na każde 100 tys. mieszkańców rocznie umiera około 250 osób na choroby serca i około 155 osób na nowotwory (wskaźnik wystandaryzowany wiekowo, czyli jest to średnia nieważona dla wszystkich grup wiekowych). W 1997 r. te liczby wynosiły 510 i 180. Wystandaryzowane wiekowo ryzyko śmierci na chorobę serca spadło więc o połowę, a na nowotwór o 14 proc.

Zdrowie jest jednak tą dziedziną, w której mamy mniej sukcesów niż w biznesie. Niestety, Polacy wciąż żyją przeciętnie krócej niż np. Niemcy, a różnica zmniejsza się bardzo wolno. Oczekiwana długość życia w Polsce jest obecnie o trzy lata niższa niż w Niemczech, podczas gdy w 1997 r. była niższa o cztery.

Może zmniejsza się wolno, bo mamy za mało lekarzy? To jest jeden z niewielu wskaźników, który nie poprawił się w Polsce w ostatnich 25 latach. Obecnie mamy 240 lekarzy na 100 tys. mieszkańców, czyli dokładnie tyle samo, ile w 1997 r., tymczasem w Niemczech ich liczba wzrosła z 310 do 430. Nie oznacza to oczywiście, że większa liczba lekarzy jest przepisem na dłuższe przeciętne życie, ale widać tutaj istotną słabość polskiej transformacji — zaniedbanie usług publicznych. Koszt tego zaniedbania będzie rósł w najbliższych latach.

Mimo różnych słabości bilans sukcesów i porażek ostatnich 25 lat jest zdecydowanie dodatni dzięki prężnej gospodarce i rosnącej wydajności pracy. To zaś jest efektem trzech czynników: budowy stabilnego otoczenia prawnego i instytucjonalnego dla rynku (mimo zawirowań w ostatnich latach), stabilizacji pieniądza i otwarcia na świat.

Ten ostatni element jest szczególnie istotny. Dziś Polska eksportuje rocznie towary za 330 mld USD, podczas gdy w 1997 r. za 26 mld USD. Innymi słowy, dziś w ciągu czterech tygodni sprzedajemy za granicę tyle, ile w 1997 r. sprzedawaliśmy przez cały rok. Ponadto wszystko realizujemy przy bardzo podobnej liczbie osób zatrudnionych przy ich produkcji. Postęp jest spektakularny i można go rozłożyć na dwa elementy. Po pierwsze, zmienia się struktura produkcji. Dziś eksportujemy dużo sprzętu RTV/AGD, części motoryzacyjnych, elektroniki, mebli, żywności przetworzonej, podczas gdy w 1997 r. eksportowaliśmy w dużej mierze węgiel i inne surowce, odzież, proste materiały. Po drugie, rośnie wydajność pracy w ramach firm dzięki lepszym technologiom, większym zasobom kapitału oraz znaczącym usprawnieniom w organizacji pracy. Ten ostatni element jest bardzo istotny. Rozwój polega nie tylko na akumulowaniu kapitału, ale przede wszystkim na nauce i akumulowaniu wiedzy.

Rozwój firm jest możliwy m.in. dzięki temu, że mają one zapewnione przewidywalne i stabilne otoczenie. Widać to np. po stopach procentowych, które odzwierciedlają nie tylko możliwy do uzyskania zwrot z kapitału w gospodarce, ale też ryzyko związane z inflacją i stabilnością makroekonomiczną. Dziś stopy procentowe w Polsce wynoszą niecałe 3 proc., podczas gdy w 1997 r. wynosiły niecałe 30 proc. Inflacja wynosi niecałe 10 proc., a w 1997 r. wynosiła niecałe 15 proc. Przy czym dziś mamy perspektywę obniżenia inflacji do 2-3 proc. w ciągu kilku lat, a w 1997 r. była to bardziej perspektywa obniżenia jej do 10 proc.

Dzięki bardziej stabilnemu otoczeniu makroekonomicznemu rozwinął się na szeroką skalę rynek finansowy, który umożliwia finansowanie inwestycji i podnoszenie wydajności. Wartość kredytów udzielonych firmom zwiększyła się w ciągu 25 lat z 60 do 360 mld zł, kapitalizacja spółek na Giełdzie Papierów Wartościowych wzrosła z 40 do 700 mld zł. Nadal jednak pod tym względem jesteśmy krajem relatywnie mało rozwiniętym, bo relacja kredytu korporacyjnego do PKB czy obrotów na giełdzie do PKB jest wyraźnie niższa niż w krajach rozwiniętych.

Możemy sobie życzyć, byśmy w 2047 r. spojrzeli na dzisiejszą Polskę z takim dumnym dystansem, jak dziś patrzymy na tę sprzed 25 lat. Czy to się uda? Czy postęp będzie tak radykalny? Nie będzie to łatwe, bo wiele tzw. nisko wiszących owoców — czyli zmian łatwych do wykonania — już zostało zerwanych. Im kraj jest bardziej rozwinięty, tym trudniej osiągnąć wysokie tempo rozwoju. Jednocześnie wciąż jest wiele obszarów, gdzie postęp może być potężny. Innowacje, usługi publiczne, stabilność prawna — w tych dziedzinach musimy i możemy dokonać skoku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane