Jan Pilch liże rany

  • Anna Pronińska
opublikowano: 04-01-2012, 00:00

Twórcy Artmana czkawką odbija się powrót do odzieżówki. Przerosła go sytuacja gospodarcza i trupy w szafach przejętych spółek. Ale broni nie składa

Ponoć nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jan Pilch nie wziął sobie tego do serca. I może żałować. W 2008 roku, gdy za 117 mln zł sprzedał swój pakiet 26 proc. akcji Artmana (właściciela odzieżowej marki House), uchodził za odzieżowego guru.

Na krótko związał się z rynkiem nieruchomości, by na początku 2011 r. wejść do giełdowego Bytomia. Za 7,4 mln zł kupił (bezpośrednio i przez spółkę zależną FRM) ponad 10 proc. akcji producenta garniturów (następnie dokupił za 2,77 mln zł kolejne 2,21 proc.).

W maju 2011 r. zaangażował się w obuwniczo-odzieżową grupę Gino Rossi — na 9,14 proc. akcji wydał 12 mln zł. Po wejściu Jana Pilcha Bytom przygotował strategię restrukturyzacji. Gdy inwestor kupował Gino, zachwalał spółkę. Na horyzoncie pojawiała się budowa dużej grupy.

Ale powrót do korzeni okazał się brutalny. Pod rządami nowego inwestora Bytom pod koniec 2011 r. odwołał optymistyczne prognozy na lata 2011-14, a Gino znacząco je obniżyło. Inwestorzy przestali wierzyć w magię nazwiska — od czasu pojawienia się w akcjonariacie Jana Pilcha kurs Bytomia spadł o ponad 43 proc., a Gino Rossi o 58 proc. Na inwestycji w Bytom Pilch stracił 4,25 mln zł, w Gino 7,8 mln zł. Mimo to inwestor nie żałuje powrotu do biznesu odzieżowego.

— Nadal uważam, że długoterminowo sektor odzieżowo-obuwniczy jest atrakcyjną inwestycją. Będę aktywnie inwestował w tej branży — mówi Jan Pilch.

Na razie liczy straty

Gdy w styczniu 2011 r. ekipa Jana Pilcha zawierała umowy o objęciu prywatnej emisji akcji Bytomia, kapitalizacja firmy sięgała ponad 55 mln zł, a gdy w maju 2011 r. angażowała się w Gino Rossi, jego wartość rynkowa wyniosła ponad 127 mln zł. Teraz wyceny obu są poniżej 50 mln zł. Jan Pilch podkreśla, że inwestycje zbiegły się z fatalną sytuacją na rynkach kapitałowych i spowolnieniem gospodarczym.

— Te czynniki spowodowały, że restrukturyzacja, której wymagają obie firmy, jest zdecydowanie trudniejsza. To odbiło się na giełdowej wycenie. Rok temu jednak chyba nikt nie przewidywał tego, co wydarzyło się w 2011 r. Obecnie trudno jest więc mówić o szczegółowej strategii moich dalszych działań, gdyż zmienność rynków jest bardzo duża i wymaga stałego dopasowywania się do sytuacji — mówi inwestor.

Według Wiesława Wojasa, biznesmena zaangażowanego kapitałowo m.in. w Gino Rossi, Jan Pilch zna się na biznesie odzieżowym i działa rozważnie.

— To nie jest biznesmen, który dziś kupuje, by jutro sprzedać. Inwestycje traktuje długoterminowo. Teraz nie jest mniej skutecznym biznesmenem, ale Gino Rossi i Bytom to nie są łatwe spółki — uważa Wiesław Wojas. Jego zdaniem, Bytom jest nieźle poukładany, ale wciąż wychodzą sprawy z przeszłości.

Pod górkę

— Zarówno Gino Rossi, jak i Bytom w momencie zmian właścicielskich nie były w łatwej sytuacji. Wymagały zaangażowania czasu i pieniędzy. Bytom jest już w miarę uporządkowaną grupą, natomiast Gino Rossi taki proces dopiero przechodzi. Nie sprzyja jednak sytuacja gospodarcza, zwłaszcza osłabienie złotego wobec euro — mówi Bartosz Arenin z Copernicus Capital TFI.

Jego zdaniem, w Bytomiu to nie złe zarządzanie zaważyło na kondycji spółki.

— Drogie euro wpływa na wyniki zarówno dużych, jak i małych graczy w segmencie detalicznym [czynsze w większości galerii handlowych płacone są w euro, a towary lub materiały sprowadzane są z zagranicy — red.] — uważa analityk. Jakby tego było mało, ciepła zima zaważyła na słabej sprzedaży kolekcji zimowej.

— Dodatkową kwestią jest marketing Bytomia, a przede wszystkim repozycjonowanie marki. Nie jest to proste, wymaga czasu i dużej uwagi — mówi Bartosz Arenin. Wiesław Wojas sugeruje nawet zmianę nazwy.

— Obecna się źle kojarzy — mówi inwestor. Według analityka z Copernicus Capital TFI, Bytom ma małe szanse by wyjść na plus, i z pewnością nie zrealizuje prognozowanych na 2011 r. przychodów (71,7 mln zł).

— To, że zarząd nie publikuje nowych prognoz przy tak zmiennej sytuacji gospodarczej jak w ostatnim kwartale 2011 r., jest rozwiązaniem racjonalnym — uważa Bartosz Arenin.

OKIEM ANALITYKA

Będą bankructwa

ŁUKASZ WACHEŁKO

analityk Deutsche Banku

Ten rok będzie kolejnym trudnym rokiem dla firm odzieżowych. Może nawet trudniejszym niż poprzedni. Przemawiać za tym będą głównie słaby złoty i niepewny popyt. Do tego dochodzi ewidentnie niezimowa pogoda, która nie sprzyja sprzedaży towaru sezonowego. Jednak mocni gracze, na przykład giełdowe firmy LPP, NG2 powinny sobie dobrze poradzić z tymi problemami. Co więcej, mogą pokazać jeszcze lepsze wyniki niż w 2011 r. Słabszym graczom natomiast może się różnie wieść. Nadwątleni przez ostatnie trudne lata mogą mieć poważne problemy i nie zdziwię się, jeśli na koniec roku na rynku będzie ich mniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu