JP Morgan już wie

TOMASZ HOŃDO Quercus TFI
11-10-2017, 22:00

Bank zwraca uwagę na kilka ciekawych kwestii.

Sprawę awansu Polski do rynków rozwiniętych według klasyfikacji FTSE Russell pod lupę wziął bank JP Morgan, który znany jest ze sztabu analityków regularnie monitorujących kilkadziesiąt krajów. Bank zwraca uwagę na kilka ciekawych kwestii.

Po pierwsze, eksperci banku wyliczyli, że wraz z przejściem Polski z indeksu rynków wschodzących (FTSE Emerging All Cap Index) do indeksu rynków rozwiniętych (FTSE Developed All Cap Ex-US) zaplanowanym we wrześniu 2018 r., z naszej giełdy powinno odpłynąć 340 mln USD w ujęciu netto. Dlaczego? Waga Polski w indeksie krajów wschodzących to obecnie 1,6 proc., zaś w indeksie rozwiniętych może wynieść zaledwie 0,38 proc. według szacunków JP Morgana. Eksperci szacują, że największy fundusz — Vanguard FTSE Emerging Markets ETF — będzie musiał pozbyć się polskich akcji o wartości około 1 mld USD. Tylko częściowo zrekompensują to zakupy przed odpowiednie fundusze rynków rozwiniętych.

Dlaczego tak się stanie?

Wynika to w dużym stopniu ze struktury funduszy w ramach amerykańskiej grupy Vanguard, która jest prawdziwympotentatem w branży inwestowania indeksowego (pasywnego). Vanguard dzieli rynki rozwinięte z punktu widzenia amerykańskiego inwestora na: Stany Zjednoczone i rynki pozostałe. Z natury więcej aktywów jest w funduszach inwestujących w Stanach Zjednoczonych, a tam polskich akcji przecież nie będzie wcale. Efekt jest taki, że największy fundusz ETF rynków rozwiniętych typu ex-US ma aktywa rzędu 61 mld USD, czyli nawet nieco mniejsze niż fundusz rynków wschodzących. Podobny poziom aktywów w połączeniu z dużo niższą wagą Polski po awansie oznaczać musi nieuchronnie podaż akcji.

JP Morgan zwraca uwagę na jeszcze jeden niuans. Wraz z promocją, niektóre polskie spółki, które na razie są uznawane za duże (Large Cap) w indeksie rynków rozwiniętych, za rok staną się nagle małe (Small Cap) w indeksie krajów rozwiniętych. JP Morgan akcentuje też kwestię ewentualnego awansu Polski w konkurencyjnej (i ważniejszej) klasyfikacji firmy MSCI.

Zdaniem ekspertów, promocja naszego kraju z MSCI Emerging Markets do MSCI World oznaczałaby de facto degradację naszych spółek w sztabach analitycznych. Eksperci banku podają przykład Grecji i Izraela, które awansowały na początku XX w. (co ciekawe, Grecja w ostatnich latach znów trafiła do „emergingów”). Banki z tych krajów były przed awansem „pokrywane” przez najlepszych i najbardziej doświadczonych zagranicznych analityków przypisanych do rynków wschodzących. Po przeniesieniu do rynków rozwiniętych te same spółki otrzymali początkujący analitycy, gdyż stały się one po prostu małe w tym gronie. Zmalała jakość analiz, zmniejszyło się zainteresowanie inwestorów.

JP Morgan podaje przykład z własnego podwórka. PKO BP to obecnie piąty największy bank w indeksie MSCI EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Natomiast w razie przeniesienia Polski do rynków rozwiniętych ten sam bank nie załapałby się do grona 25 największych europejskich banków analizowanych przez instytucję.

Na razie JP Morgan nie widzi jeszcze ryzyka degradacji.

Zdaniem ekspertów, reklasyfikacja przez FTSE Russell nie wywoła (na szczęście) rewolucji w zespołach analitycznych. To stałoby się dopiero po zmianach w indeksach MSCI. A do tego jeszcze daleka droga. Bank szacuje, że Polska do koszyka rynków rozwiniętych według MSCI mogłaby trafić najwcześniej za 2,5 roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TOMASZ HOŃDO Quercus TFI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / JP Morgan już wie