Środa jest dniem nieprzypadkowym, albowiem to termin cotygodniowego posiedzenia plenarnego Komisji Europejskiej (KE), czyli 27-osobowego kolegium komisarzy. Nasz KPO na razie w ogóle nie znajduje się w agendzie unijnego gabinetu, wczoraj zajął się on m.in. pilnym planem energetycznego uniezależniania wspólnoty od Rosji. Ursula von der Leyen zarysowała wygospodarowanie na ten cel prawie 300 mld EUR, w tym około 72 mld w dotacjach i ponad 225 mld w pożyczkach. Mimo uważnego wsłuchiwania się w przewodniczącą KE nie znalazłem choćby słowa wyjaśnienia, skąd wezmą się tak gigantyczne pieniądze. Podobnie jak przy zwalczaniu skutków COVID-19 – możliwe jest albo żonglowanie budżetem i kreatywna księgowość, albo wprost kreacja pustych miliardów. Notabene KE na odbudowę Ukrainy w krótkim, tegorocznym horyzoncie chciałaby przeznaczyć 9 mld EUR.
Według najnowszej linii propagandowej władców obecnie realnym terminem skorzystania z KPO jest wrzesień. Ale pod warunkiem zaakceptowania go przez KE w czerwcu. Wcześniej mają być uruchamiane programy, konkursy i przetargi, aby żadne euro nie zostało stracone. Do końca roku trzeba zakontraktować 70 proc. przyznanej nam kwoty, co wobec niepewności decyzyjnej nie wydaje się możliwe. Przypominam, że polski KPO zarejestrowany został przez KE dokładnie 3 maja 2021 r., czyli leżakuje już ponad rok. Warto także przypomnieć krążącą wtedy po kraju flotę rządowych billboardów na kółkach z bijącą po oczach kwotą 770 mld zł dla Polski, która była gigantyczną ściemą. Sumowała zwyczajne wieloletnie ramy finansowe 2021-27, dla nas słabsze od siedmiolatki 2014-20, z nadzwyczajnym KPO (obejmującym granty oraz pożyczki), ale przede wszystkim nieuczciwie operowała transferem brutto w naszą stronę, zamiast uczciwie saldem netto. Na dodatek przeliczyła kwotę z euro na złote, co niby było operacją czysto księgową, ale liczbę wizerunkowo pompowało. Ciekawe, gdzie obecnie tamta propagandówka garażuje, czy jej mole nie zjadły.

Rzetelna analiza opublikowana przez Warsaw Enterprise Institute wyliczyła, że roczny poślizg KPO kosztował polskiego konsumenta już 3,8 mld złotych. Opóźnienie w przekazaniu pieniędzy oddziałuje także na wzrost cen poprzez kurs walutowy. Osłabienie złotego tylko w ostatnich tygodniach przełoży się inflację wyższą o około 0,3 pkt proc. w porównaniu z hipotetycznym scenariuszem, gdyby KPO został zaakceptowany w połowie 2021 r.
Na razie wypada trzymać się uzgodnionej przez rząd z KE ścieżki tzw. kamieni milowych. W imperium rzymskim te kamienne walce rozmieszczane były co milę, ówczesną, czyli 1478,5 metra. Trzy obecnie ustawione dla Polski przez Brukselę związane są z likwidacją Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i generalnie zmianami w ustawach sądowych. Na razie trwa pat, w czwartek kolejne podejście wykona sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Trudno na razie prognozować, co PiS uda się sklecić z trzech sprzecznych projektów i przeforsować na posiedzeniu Sejmu 25-26 maja, jakie będą losy poprawek Senatu i czy Andrzej Duda w ogóle pozna swój wyjściowy projekt w finalnej wersji ustawy przedłożonej mu do podpisu. W interesie Polski leży, aby starcie o procedurę dyscyplinarną wobec sędziów nie okazało się dla tak potrzebnego gospodarce KPO kamieniem nie tyle milowym, ile raczej młyńskim – u szyi.
