Karnawał w odcieniu pomarańczy

Monika Nowak-Talevi
opublikowano: 13-02-2013, 14:02

Ivrea, piemonckie miasteczko w północnych Włoszech, świętuje zakończenie karnawału w nietypowy sposób. Oprócz tradycyjnej parady, od niedzieli do ostatków rozgrywa się tu trzydniowa emocjonująca bitwa na pomarańcze.

Bój przy użyciu setek ton cytrusów toczy się na centralnych placach. Jej bohaterami są piesi  wojownicy (aranceri a piedi)  - symbol zbuntowanego przeciwko tyranowi ludu oraz aranceri sui carri da getto. Ci drudzy odgrywając rolę gwardii znienawidzonego władcy i atakują prosto z wozów ciągniętych przez konie. Walka to eksplozja barw, pokaz tradycyjnych strojów, ale przede wszystkim gorących emocji udzielających się również widzom, a  atmosfera to mieszanka agresji i dobrej zabawy przy akompaniamencie świeżo wyciskanego soku z pomarańczy.

Myślą przewodnią karnawału jest inscenizacja prawdziwej rewolty, jaka miała miejsce w czasach średniowiecza, połączona z elementami legendy. Jak wieść gminna niesie piękna córka młynarza (la Mugnaia) o imieniu Violetta  siłą została uprowadzona przez wojska władcy, który rościł sobie prawo pierwszej nocy. Dziewczyna jednak podstępem upiła go i zabiła. Jej pojawienie się w oknie zamku z głową tyrana rozpoczęło rebelię. Dziś natomiast przedstawienie Violetty (której tożsamość jest do samego końca chroniona)  w wigilię bitwy na balkonie ratusza rozpoczyna świętowanie.

La Mugnaia stała się lokalną bohaterką i zajmuje główne miejsce w kolorowym orszaku (il Corteo Strorico), który  równolegle do toczącej się bitwy sunie dostojnie ulicami miasteczka. Piękna młynarka ubrana w tradycyjną białą suknię ślubną jedzie w złotej karecie pozdrawiając wiwatujące tłumy i obrzucając gawiedź cukierkami i gałązkami mimozy. Towarzyszy jej Generał, przedstawiciel władzy napoleońskiej, wspomagany przez generalne dowództwo czuwa nad prawidłowym przebiegiem uroczystości. W paradzie nie brakuje również orkiestry, dzieci ubranych w tradycyjne renesansowe stroje (Abba’), czy przedstawicieli niegdysiejszej władzy miasta.

Obserwując ten niesamowity spektakl aż trudno uwierzyć, że Ivrea to na co dzień spokojna, nieco nawet senna miejscowość, a tylko na czas karnawału całkowicie zmienia swoje oblicze. Po wąskich uliczkach mkną konne zaprzęgi, kamienice i place przywdziewają tradycyjne kolory drużyn, a mieszkańcy i turyści dumnie paradują w charakterystycznej, przypominającej dużą wełnianą skarpetę czapce frygijskiej (berretto frigio). W Europie w czasach rewolucji francuskiej stała się ikoną wolności, a dziś wspaniale chroni nie tylko przed zimnem, ale również przed pomarańczami -  aranceri nie mają prawa rzucać w przechodnia ubranego w czerwone nakrycie głowy.

Historia karnawałowych uroczystości w Ivrei sięga początku XIX w., a dokładnie 1808 roku. W tamtym czasie Piemont znalazł się pod panowaniem Napoleona i stąd w barwnym korowodzie takie osobistości jak Generał, czy jego oficerowie. Od tego momentu zaczyna się również proces wprowadzania nowych postaci – tradycja córki młynarza sięga 1858 roku, a sama walka na pomarańcze w dzisiejszej, zorganizowanej, formie narodziła się w połowie XX w. I choć co roku w bitwie nie brakuje poszkodowanych, a za zaszczyt rzucania cytrusami należy słono zapłacić (sami tylko piesi bojownicy wydają ok. 90-100 € za trzy dni), to jednak przyciąga ona chętnych do wspólnej zabawy - zarówno wśród mieszkańców, jak i turystów.


Więcej o Piemoncie, urokliwych starych miasteczkach, jego sławnych winach i ciekawych wydarzeniach na stronie www.belpiemonte.com.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Nowak-Talevi

Polecane