Kij tylko odłożony na trzy miesiące

opublikowano: 15-04-2021, 20:00

Odkrycie towarzyskie ostatnich lat – tak Jarosław Kaczyński określa Julię Przyłębską – 15 kwietnia wykonało ich wspólne ustalenia.

Prezes osobiście przewodziła składowi Trybunału Konstytucyjnego (TK), który w sprawie kadencji Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich (RPO), wykonał zamówienie prezesa. Dla wzmocnienia wrażenia wyrok zsynchronizowano co do dnia z przeforsowaniem w Sejmie posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego na nowego rzecznika, a także już po pięciu godzinach opublikowano w Dzienniku Ustaw.

Opublikowanie w Dzienniku Ustaw zamówionego przez PiS wyroku w sprawie o sygnaturze K 20/20 Julia Przyłębska załatwiła w pięć godzin.
trybunal.gov.pl

Drugi raz w ostatnim czasie TK unieważnił przepis ustawy uchwalonej na długo przed wejściem w życie w 1997 r. Konstytucji RP. Tym pierwszym był naruszony po 27 latach kompromis aborcyjny z 1993 r., co spowodowało jesienią 2020 r. potężną eksplozję społeczną. Teraz zaś orzeczono, że skoro konstytucyjna kadencja RPO trwa pięć lat, to uchwalony jeszcze w 1987 r. przepis ustawowy o przedłużeniu jego mandatu w razie niewybrania następcy jest niekonstytucyjny. Wyrok odroczył jednak usunięcie krnąbrnego wobec władców rzecznika o trzy miesiące. To czas dla Sejmu i Senatu na znalezienie akceptowalnego dla obu stron następcy Adama Bodnara. Szanse na kompromis są jednak bliskie zera, zatem PiS już kombinuje szybkie uchwalenie ustawowej protezy i zastąpienie RPO komisarzem z pominięciem Senatu.

W systemie prawnym III RP istnieje ogromna dziura dotycząca całej grupy stanowisk na szczytach państwa. Generalnie uregulowane zostały w Konstytucji RP oraz w ustawach procedury po czyjejś nagłej śmierci, takich nieszczęść już trochę było: Lech Kaczyński (prezydent RP), Walerian Pańko (prezes NIK), Sławomir Skrzypek (prezes NBP), Janusz Kochanowski (RPO). Nikt natomiast nie wiedział w ubiegłym roku, jak rozwiązać problem grożący całkiem realnie, że z końcem kadencji 6 sierpnia 2020 r. nie będzie prezydenta RP wybranego na kolejną. To najważniejszy fragment wspomnianej dziury, należy do niej również nieuregulowanie sytuacji, gdy z powodu bezhołowia lub lenistwa organu zobowiązanego konstytucyjnie jakiś urzędnik nie może odejść po kadencji, bo… nie ma go kto zastąpić. Przepisy o automatycznym przedłużeniu, identyczne jak ten zakwestionowany wyrokiem wobec RPO, obejmują w ustawach również prezesów Narodowego Banku Polskiego oraz Najwyższej Izby Kontroli. Centralny bank w XXI wieku nie musiał z nich korzystać, ale NIK i owszem – w 2019 r. prezes Krzysztof Kwiatkowski odszedł dopiero po nadprogramowym miesiącu.

Gdyby posłowie PiS byli uczciwi, to złożyliby do TK wniosek o całościową ocenę przepisów kadencyjnych we wszystkich ustawach. To temat na naprawdę pogłębioną debatę i rozstrzygnięcie w oderwaniu od sporów politycznych – co robić po przymusowym przedłużeniu kadencji bez winy samego zainteresowanego, ba, czasem… wbrew niemu. Notabene problem dotyczy także grupy stanowisk niewymienionych w Konstytucji RP. Już niedługo wystąpi np. przy wybieraniu na kolejną kadencję prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który musi uzyskać poparcie zarówno Sejmu, jak też Senatu. Niestety, sensowny wniosek został zawężony w celu usunięcia konkretnego rzecznika. Konstytucyjny duch podpowiada, że zdecydowanie wyżej umocowany jest funkcjonariusz państwa terminowo „przechodzony”, ale niegdyś prawidłowo wybrany, od obsadzonego na jego stanowisku partyjnego komisarza. PiS stawia jednak ultimatum – albo Senat pęknie i zatwierdzi jako nowego RPO posła Bartłomieja Wróblewskiego, albo wspomniany w tytule kij uderzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane