Klienci Dolcana zostali na lodzie

opublikowano: 26-09-2016, 22:00

Ponad 150 rodzin zapłaciło za mieszkania, a nie są ich właścicielami — przez opieszałość syndyka, sądu, NBP i resortu finansów

W lutym w „PB” ujawniliśmy gigantyczne nieprawidłowości w działaniu SK Banku i to, że aż połowa wszystkich kredytów z upadłej instytucji — 1,4 mld zł z 2,8 mld zł — wypłynęła do grupy ponad 50 firm powiązanych ze stołecznym Dolcanem. Bogu ducha winni klienci dewelopera od wielu miesięcy żyją w stresie. Choć wielu z nich wpłaciło 100 proc. ceny mieszkania, wciąż nie są ich właścicielami. I nie wiedzą nawet, kiedy czy i w ogóle się nimi staną. Ich los mogłyby poprawić państwowe instytucje, ale najwyraźniej im się nie spieszy…

HIPOTECZNY BALAST:
HIPOTECZNY BALAST:
W większości inwestycji Dolcanu i związanych z nim firm sprzedano prawie wszystkie mieszkania. Są jednak takie osiedla, jak Konik Polny na warszawskiej Białołęce (na zdjęciu), na których deweloper mógłby budować. Mógłby, gdyby nie jego katastrofalna sytuacja finansowa i gigantyczne zadłużenie. Tylko ta nieruchomość obciążona jest hipotekami na około 340 mln zł.
Marek Wiśniewski

Z ustaleń „PB” wynika, że sprawa dotyczy ponad 150 rodzin, które kupiły mieszkania w takich projektach mieszkaniowych Dolcanu, jak Rudy Rydz Las, Czerwona Jarzębina, Żółte Tulipany, Pasikonik, Konik Polny i Rubicon (wszystkie w Warszawie i okolicach), a także w Osiedlu Jordanowskim w Częstochowie.

— Zgodnie z promesami, wydanymi przez SK Bank, po zapłacie całości ceny za mieszkania powinniśmy dostać pozwolenia na tzw. bezobciążeniowe wydzielenie lokali. Od miesięcy próbujemy je uzyskać, ale bez skutku. Cały czas musimy płacić wyższe oprocentowanie kredytów, banki grożą nam wypowiedzeniem umów, a część z nas płaci wyższe stawki za prąd czy wywóz śmieci. O wyjaśnienia prosimy wszystkich zainteresowanych, każdy deklaruje dobrą wolę, ale kolejne miesiące mijają, a nic się nie dzieje — narzeka anonimowo jeden z poszkodowanych.

Gra o ponad 50 mln zł

Od grudnia 2015 r. wołomiński bank jest w upadłości. Zarządza nim syndyk Andrzej Wrzesiński, który w ogóle nie rozmawia z mediami. Jego stanowisko poznaliśmy z dokumentów w sądzie upadłościowym. Wynika z nich, że choć sytuacja klientów Dolcanu jest niejasna (bo od lat nie było sytuacji, by upadł bank, kredytujący deweloperów), to jednak więcej argumentów prawnych przemawia za tym, by promesy przekształcały się w zobowiązania pieniężne. W praktyce oznaczałoby to, że klienci Dolcanu nie mieliby mieszkań, a jedynie roszczenie do syndyka o zwrot zapłaconych za nie pieniędzy.

Z szacunków „PB” wynika, że łącznie chodziłoby o ponad 50 mln zł. Z tym że klientom Dolcanu nie udałoby się z nich odzyskać ani grosza! Powód? Największym, a jednocześnie uprzywilejowanym wierzycielem SK Banku jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) i to on najwięcej zyskałby na takim rozwiązaniu.

Syndyk SK Banku uważa jednak, że roszczenia o realizację promes powinny być uwzględniane. Zarówno ze względów społecznych (klienci Dolcanu działali w dobrej wierze, a czasem musieli wydawać dodatkowe pieniądze na doposażenie osiedli czy postępowania geodezyjne), jak i ekonomicznych (większość poszkodowanych mieszka już w tych lokalach i nieuwzględnianie promes oznaczałoby konieczność prowadzenia kosztownych egzekucji, eksmisji itp.).

Sąd dobra rada

Andrzej Wrzesiński od kilku miesięcy twierdzi, że decyzje w sprawie wniosków klientów dewelopera powinna podjąć rada wierzycieli, którą tworzą BFG, Narodowy Bank Polski (NBP) i przedstawiciel deponentów, którzy mieli w SK Banku wkłady większe niż 100 tys. EUR. Do dziś jednak syndyk nie wystąpił do rady z konkretnymi wnioskami w tej sprawie, a porządek obrad kolejnego jej posiedzenia, zaplanowanego na 18 października, także nie zawiera punktu dotyczącego promes.

Natomiast aktywność sędziego komisarza, prowadzącego upadłość SK Banku, ograniczyła się do sugestii, by klienci Dolcanu… skorzystali z pomocy prawnej. Notabene, sugestia okazała się skuteczna i jeden z prawników, specjalizujących się w prawie upadłościowym, na wniosek poszkodowanych przygotowuje już opinię prawną, mającą przekonać sąd do realizacji promes. Rozwiązanie problemu mogłyby przyspieszyć działania NBP i Ministerstwa Finansów (MF), ale im też się nie spieszy.

Obu instytucjom SK Bank winien jest po 185 mln zł z tytułu kredytu refinansowego, którego NBP udzielił wołomińskiej instytucji tuż przed jej bankructwem. Zastrzyk finansowy wysokości 370 mln zł okazał się nieskuteczny i NBP, ratując się, przejął jako zabezpieczenie 50 proc. portfela kredytowego SK Banku. A resort finansów, który w imieniu skarbu państwa zagwarantował połowę z 370 mln zł, na drugiej części portfela kredytowego, ustanowił zastaw. Dlatego w sprawie roszczeń klientów Dolcanu to właśnie NBP i MF mają najwięcej do powiedzenia.

Metoda na strusia

Syndyk SK Banku twierdzi, że w przypadku kredytów przejętych przez bank centralny to NBP powinien zajmować się wnioskami o bezobciążeniowe wydzielanie poszczególnych mieszkań. Czy NBP zamierza to robić?

— Nie możemy odpowiedzieć na to pytanie ze względu na tajemnicę bankową. Zapewniamy, że przyjęty przez nas sposób procedowania zgodny jest z wewnętrznymi regulacjami i ma na celu efektywne zakończenie sprawy — tyle usłyszeliśmy w biurze prasowym NBP. Takie tłumaczenie nie satysfakcjonuje zainteresowanych — zwłaszcza że pojawiają się nieoficjalne informacje o próbach sprzedaży przez bank centralny kredytów SK Banku (wraz z problemem roszczeń klientów Dolcanu) bankom komercyjnym. Mało konkretny, mówiąc delikatnie, jest też resort finansów, którego zdanie jest kluczowe dla drugiej połowy portfela kredytów SK Banku.

— Kwestia bezobciążeniowego wyodrębnienia lokali jest analizowana. Z uwagi na jej skomplikowanie oraz brak niektórych informacji, w tym dokładnej liczby roszczeń, obecnie nie jest możliwe przedstawienie stanowiska — informuje biuro prasowe MF. Wszystko wskazuje więc na to, że poszkodowani klienci Dolcanu na szybkie rozwiązanie problemu nie mają co liczyć. © Ⓟ

Źródło problemów

Sytuacja klientów Dolcanu nie byłaby taka zła, gdyby nie chora symbioza, jaka przez lata łączyła dewelopera i SK Bank. Z wołomińskiej instytucji do grupy 54 firm powiązanych z deweloperem wypłynęło ponad 1,4 mld zł. Standardem przy tym było, że nabywcy mieszkań danej inwestycji nie wpłacali pieniędzy na rachunek jej dewelopera, ale innej spółki z „grupy”. SK Bank o tym wiedział i nie korzystał z możliwości ściągania pieniędzy na spłatę kredytów z rachunków poszczególnych firm! Zdaniem syndyka SK Banku spółki z „grupy” Dolcanu dostawały kredyty, które nigdy nie powinny zostać udzielone. Przykład? Spółka Kordon otrzymała 35 mln zł kredytu i miała realizować inwestycję polegającą na budowie zaledwie 16 mieszkań. To oznacza, że by zwrócił się tylko kapitał kredytu, każde z mieszkań musiałoby być sprzedane za prawie 2,2 mln zł. A były sprzedawane po średnio 300 tys. zł. Z ich sprzedaży można było więc zainkasować nie 35 mln zł, a 4,8 mln zł! Zdaniem syndyka „już w momencie udzielenia kredytu było wiadome, że nie zostanie spłacony”. I faktycznie: z 35 mln zł Kordon spłacił… 20 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane