Klienci importera nie mają ani aut, ani zwrotu pieniędzy

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2024-02-29 20:00

Jacek Fijołek, prezes firmy JCK, obiecał do 15 lutego 2024 r. dostarczyć klientom zamówione auta lub oddać im wpłacone pieniądze. Nie wywiązał się.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak klientów traktuje importer używanych samochodów firma JCK
  • co jej prezes obiecał wpłacającym pieniądze i czy słowa dotrzymał
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W listopadzie 2023 r. PB opisał sytuację osób, które chciały skorzystać z usług warszawskiej firmy JCK, oferującej sprowadzenie z zagranicy wybranego używanego samochodu po wpłaceniu zaliczki lub całej kwoty za auto. Skusiły się na to setki osób, lecz niestety wiele z nich obeszło się smakiem. Mimo wpłacenia ustalonej kwoty (zazwyczaj było to kilkadziesiąt tysięcy złotych), miesiącami nie mogą się doprosić realizacji zlecenia ani odzyskać pieniędzy. Po naszej publikacji szef JCK obiecał klientom rozwiązanie problemów do 15 lutego tego roku. Słowa jednak nie dotrzymał.

Klienci zostali na lodzie

„Proponujemy auta wyłącznie z dobrą historią, odpowiednim wyposażeniem oraz solidnymi parametrami technicznymi. Polecamy tylko te pojazdy, co do których mamy pewność, że nowy właściciel będzie zadowolony. Zależy nam na budowaniu otwartych i przyjacielskich relacji z Klientami” - tak reklamowane były usługi marki CarForFriend (CFF), pod którą importerską działalność prowadzi firma JCK. Niestety praktyka daleko odbiegała od tej wizji. Nagłośnienie w mediach i na FB nierzetelnego postępowania JCK spowodowało, że na początku grudnia 2023 r. Jacek Fijołek, prezes JCK, zaczął wysyłać do klientów pisma, w których zobowiązał się do spełnienia swoich zobowiązań do połowy lutego 2024 r.

„Informuję, że transakcja zakupu samochodu zostanie zrealizowana niezwłocznie, najpóźniej w terminie do 15 lutego 2024 r. Jeśli do tego czasu nie uda się doprowadzić do wykonania transakcji, środki wpłacone tytułem zaliczki zostaną zwrócone na wskazany rachunek bankowy” - pisał Jacek Fijołek do jednego z klientów. Jednocześnie tłumaczył, że „z powodu nieprzewidzianych trudności spółka została czasowo pozbawiona możliwości operacyjnego działania, została zmuszona do reorganizacji, co mogło wpłynąć na tempo realizacji zleceń”. Dorzucił też bonus, jakim miał być 50 proc. upust cenowy na kolejny zamówiony samochód.

Takie pismo dostał też Maciej Janiszewski, który we wrześniu ubiegłego roku wpłacił JCK 55 tys. zł za auto, którego dotąd nie otrzymał. Zwrotu pieniędzy też nie. Na FB utworzył grupę osób poszkodowanych, które za jej pośrednictwem wspierają się, wymieniają informacjami, przestrzegają innych.

- Niestety nic się nie zmieniło. Nie dostaliśmy ani samochodów ani zwrotu pieniędzy. Prezes Fijołek po raz kolejny nas oszukał i nie dotrzymał terminu, który sam wskazał. Osób pokrzywdzonych przybywa. Co szokujące, Jacek Fijołek o całą sytuację oskarża klientów, że to niby nasze publiczne skargi i publikacje w mediach spowodowały jego problemy. Straszy nas pozwami. Zawiadomiliśmy prokuraturę, że przywłaszczył nasze pieniądze – mówi Maciej Janiszewski.

15 lutego szef JCK napisał wiadomość do niedoszłych klientów. Poinformował, że nie da rady w terminie spełnić obietnicy, że spłacił tylko kilka osób, że nadal przyjmuje zlecenia importu aut. Oskarżył niezadowolonych klientów o hejt, rozpowszechnianie rzekomo nieprawdziwych informacji o problemach jego firmy, co miało uderzyć w jej wizerunek i wiarygodność.

Wina klientów?

Poprosiliśmy prezesa JCK o wyjaśnienia. Nie ma sobie nic do zarzucenia.

- Kampania hejtu w internecie zrobiła swoje. Nie było warunków do pracy, a sprzedaż bardzo nam spadła, co dodatkowo utrudniło pracę. Zatem klienci na własne życzenie, korzystając z pomocy szukających sensacji mediów, sami sobie te opóźnienia przygotowali. Nasza marka została zniszczona przez klientów. To będzie przedmiotem osobnych pozwów prawdopodobnie. Trwają analizy. Nie ma na dziś decyzji co do zamknięcia firmy czy złożenia wniosku o upadłość. Chcemy rozliczyć klientów do końca, niezależnie od ich kampanii hejtu – mówi PB Jacek Fijołek.

Poinformował, że w 2023 r. JCK sprzedała około 300 samochodów. Problemy finansowe firmy miały się zacząć prawie rok temu, gdy wycofał się inwestor.