Koincydencja całkiem realna

opublikowano: 09-08-2021, 20:00

Premier okrasza publiczne wystąpienia rozmaitymi fachowymi określeniami – często brzmiącymi z cudzoziemska – które w jego mniemaniu przenoszą na wyższą półkę wartość kierowanych do partyjnego elektoratu populistycznych wywodów.

Kiedyś w bezpośredniej odpowiedzi na moje pytanie użył np. jednego ze swoich słownych wytrychów „terminowa koincydencja”, czyli wyrażenia w stylu „akwen wodny”, jako że już sama koincydencja to jednoczesne występowanie zjawisk lub zdarzeń. Tamta szkoda językowa naturalnie była znacznie mniejsza, niż tak hołubiona przez Mateusza Morawieckiego recydywa „półtorej roku”.

Tytułowa koincydencja to najlepsze określenie zbitki powiązanych sierpniowych terminów. 3 sierpnia Komisja Europejska (KE) miała zaakceptować – po trzech miesiącach analizowania – tak pożądany przez rząd Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), ale decyzję zawiesiła do bliżej nieokreślonej przyszłości. Jej rekomendację musi jeszcze zatwierdzić Rada UE w składzie ministrów finansów i gospodarki, która zbierze się najwcześniej 10 września. W związku z tym pierwsza transza pomocowych pieniędzy szybko do Polski nie wpłynie, na razie musimy obejść się smakiem billboardów z bijącą po oczach sztuczną kwotą 770 mld zł.

Kwota na propagandowych billboardach to rządowy fejk, ponieważ obejmuje zsumowany przychód brutto z bardzo różnych unijnych źródeł 2021-27 (mieści się w nim także KPO), całkowicie pomijając niemałą polską składkę.
Wlodzimierz Wasyluk / Forum

Również 3 sierpnia Trybunał Konstytucyjny (TK) miał wykonać polityczne zamówienie Mateusza Morawieckiego i potwierdzić wyższość Konstytucji RP nad ratyfikowanym przez Polaków w trybie referendalnym (chociaż później istotnie znowelizowanym) traktatem o Unii Europejskiej. Julia Przyłębska, będąca „odkryciem towarzyskim ostatnich lat” Jarosława Kaczyńskiego, wykonała jednak kolejny rozkaz swojego szefa o odroczeniu przez TK orzeczenia, nowy termin to 31 sierpnia. Do 16 sierpnia KE czeka na informację rządu, jak władcy zamierzają dostosować do unijnej cywilizacji przeforsowane w 2017 r. przepisy o systemie dyscyplinarnym sędziów. Na całe szczęście PiS boi się kar finansowych dla Polski, zatem w wymaganym terminie rzuci Brukseli jakiś wstępny projekt. Oczywiście Jarosław Kaczyński realnie się nie cofnie, chytry pomysł polega na zlikwidowaniu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (SN) jako odrębnego bytu i przeniesieniu całego jej składu do zwyczajnej Izby Karnej – w tym oczywiście wszystkich awansowanych na sędziów SN prokuratorów od Zbigniewa Ziobry. No i zbliża się jeszcze jedna data – 11 sierpnia PiS zamierza w Sejmie ustawowo rozprawić się z tak znienawidzoną za niezależność TVN, a konkretnie jej kanałem TVN24, który właśnie ukończył dwie dekady.

Powyższy zestaw terminów obejmuje wydarzenia, które teoretycznie nie są merytorycznie ani prawnie powiązane. Przynajmniej taką wersję utrzymuje PiS. Wiceminister Waldemar Buda, zajmujący się KPO w resorcie funduszy, wciąż odtwarza zdartą płytę, że powodem niezaakceptowania naszego planu przez KE jest… przetrzymanie w maju przez Senat (realnie o trzy tygodnie) ustawy o ratyfikowaniu systemu unijnych zasobów własnych. To niedorzeczność, albowiem Polska nie spóźniła się ani godzinę z przekazaniem do Brukseli dokumentów ratyfikacyjnych do 31 maja. Władcy muszą przyjąć do wiadomości, że wszystkie wymienione wyżej czynności i decyzje tworzą jeden organizm. Różne dolegliwości w nawet oddalonych jego organach łączy krwiobieg, system nerwowy etc. Dlatego np. odpowiedzi na podobne pytania o opóźnienia – czemu KE jeszcze nie zaakceptowała uzgodnionego naszego KPO, zaś Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji od miesięcy przetrzymuje bezbłędny wniosek o przedłużenie koncesji dla TVN24 – to dwie strony jednego lustra.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane