Kanclerz Niemiec Angela Merkel i premier Donald Tusk po wtorkowym spotkaniu zgodnie zapewniali o powodach do "ostrożnego optymizmu". To może nieco rozczarowująca deklaracja, bo widać, że do polsko-niemieckiej koalicji klimatycznej nie doszło, ale lokalne ocieplenie widać gołym okiem. Silna niemiecka delegacja (5 ministrów) świadczy o poważnym podejściu do rozmów i stwarza szanse, że podczas decydującej rozgrywki na szczycie oba kraje nie będą się zaskakiwać propozycjami.
Paradoksalnie największą szansą na uzyskanie korzystnych dla Polski rozwiązań
są ambicje prezydenta Francji Nicolasa Sarkozego. Ten głodny sukcesów polityk
będzie chciał odfajkować temat pakietu klimatycznego przed końcem francuskiej
prezydencji. Polskie weto pokrzyżowałoby te plany. Rozbieżności między Berlinem
a Paryżem (nie fundamentalne, ale coraz liczniejsze, by wspomnieć tylko o
pomysłach na walkę z kryzysem) w połączeniu z wczorajszym spotkaniem też
wzmacniają polską pozycję negocjacyjną. Polityka małych kroków rządu Tuska
zaczyna stwarzać szansę na powodzenie w tej rozgrywce. Na jutrzejszym szczycie
trzeba będzie tylko postawić kropkę nad i. To trudne, ale nie niemożliwe.