Konstytucją nie, a zatem ustawą

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-03-30 20:00

Mimo buńczucznych zapowiedzi, że lada dzień – wniesienie przez klub PiS projektu konstytucyjnej nowelizacji odpływa w mglistą przyszłość. W każdym razie na pewno nic nie zostanie sprecyzowane z okazji wypadających w sobotę srebrnych godów Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r.

Przyczyną niemocy władców oczywiście jest sejmowa arytmetyka, na razie nie ma mowy o zebraniu poparcia co najmniej 307 posłów. Na podstawie doświadczeń opozycja absolutnie nie ufa rządowej kreatywnej księgowości, dlatego bardzo sceptycznie odniosła się do głównego postulatu PiS, aby wydatki militarne zostały wyjęte z rygorów zapisanych w art. 216. Zabrania on przekraczania przez państwowy dług publiczny trzech piątych rocznego produktu krajowego brutto. Ale ten wątek stanowi jakieś pole do dyskusji, natomiast całkowitym absurdem prawnym jest inny pomysł – unieważnienia, teoretycznie z myślą o uderzeniu w rosyjskich oligarchów, fundamentalnej zasady art. 46: „Przepadek rzeczy może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu”. Tutaj żądanej przez PiS ponadpartyjnej zgody nie ma i na pewno nie będzie.

Wobec braku szans konstytucyjnych, rząd zastępczo wniósł projekt zwyczajnej ustawy. Tytuł brzmi „o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego”. Ogólnikowy i pojemny tytuł z definicji pachnie brzydko, albowiem do takiej ustawy daje się wrzucać dosłownie wszystko z każdej dziedziny. PiS wielokrotnie potwierdziło uprawianie takiego procederu przy forsowanych błyskawicznie ustawach teoretycznie antycovidowych. Najnowszemu projektowi Rada Ministrów formalnie nie nadała statusu pilności – co oznacza, że Senat będzie miał na rozpatrzenie standardowo 30 dni. Gospodarzem ustawy jest minister Mariusz Kamiński, trzymający w ręku nie tylko MSWiA, lecz także służby. Jej lejtmotywem jest stworzenie oficjalnie publikowanej czarnej listy podmiotów bezpośrednio lub pośrednio wspierających agresję Rosji na Ukrainę. Zwracam uwagę na zapisy o pośrednictwie, kryterium zakwalifikowania na listę może być tylko prawdopodobieństwo wykorzystywania pieniędzy, funduszy i zasobów. Diabeł tkwi w szczegółach, w każdym razie debata nad projektem zapowiada się interesująco.

Tropieniem choćby tylko domniemanego wspierania z Polski reżimu Władimira Putina zajmie się minister Mariusz Kamiński. Zdjęcie pochodzi z ubiegłorocznej debaty Sejmu nad stanem wyjątkowym, na planszy dziecko imigrantów nielegalnie przekraczających granicę polsko-białoruską.
Mateusz Wlodarczyk / Forum

Po wtorkowym meczu Polski ze Szwecją jestem ciekawy, czy ustawa obejmie np. interesy PZPN. Sportowo wygraliśmy, chociaż w atmosferze wielkiego narodowego triumfu wyrzucamy z siebie dosyć brutalną prawdę – w normalnych okolicznościach Polska najprawdopodobniej zakończyłaby drogę na mundial do Kataru już 24 marca półfinałowym barażem z Rosją na moskiewskim stadionie, bo nawet sami piłkarze nie wierzyli w powodzenie. Los oraz FIFA zrządziły jednak inaczej, otwierając ścieżkę do awansu. Za sam udział w finałowym turnieju w Katarze i meczach grupowych na konto PZPN wpłynie od FIFA około 10,5 mln USD, czyli ponad 44 mln złotych. Oczywiście to kwota brutto, z niej pokryte zostaną m.in. koszty całej wyprawy do Kataru. Dlatego naprawdę nadszedł czas na zerwanie przez PZPN trzy kwartały przed terminem (upływa w końcu roku) umowy sponsorskiej z Leroy Merlin. Francuski koncern absolutnie nie wycofa się z Rosji, jedynie zawiesza czasowo stawianie nowych marketów. Po awansie Polski na pewno znajdzie się wielu chętnych, którzy wstawiliby na ściance PZPN logo w miejsce po Leroy Merlin i zrekompensowaliby ewentualne kary umowne. Jeśli PZPN, postępując nadal po kunktatorsku, nie zdecyduje się na męski krok, to może wkroczy wspomniana wyżej ustawa…