Konstytucyjny problem się odwlecze, ale nie uciecze

17-03-2016, 22:00

W agendzie cokwartalnego szczytu Rady Europejskiej (RE) w Brukseli znajduje się sporo punktów, ale oczywiście wszystkie chowają się w cieniu nadchodzącego kolejnego tsunami imigracyjnego. Wraz z wiosną, czyli tuż po szczycie, gigantyczna fala znowu wzbierze i bardzo realne, że przełamie zapory graniczne, gorączkowo stawiane przez kolejne państwa, zwłaszcza na Bałkanach. Trzeba pamiętać, że podjęte w Brukseli wszelkie ewentualne uzgodnienia Unii Europejskiej z Turcją mogą dotyczyć tylko nowych rzesz uchodźców i imigrantów ekonomicznych, ale już nie tego miliona, który się wlał w 2015 r., głównie do Niemiec.

Imigranci, uchodźcy
Zobacz więcej

Imigranci, uchodźcy

Marko Jurinec_PIXSELL_FORUM

Na szczęście dla Polski ludzkie tsunami jest na razie problemem teoretycznym. Po prostu mamy fart wyjątkowo korzystnego położenia geograficznego. Przez wieki było ono przekleństwem, jako że Europa Środkowa stawała się naturalnym teatrem działań wojennych. Ale tym razem z naszego punktu widzenia przedmurzem są przede wszystkim Bałkany, a później mamy jeszcze pas osłonowy w postaci położonych na południe od naszych gór trzech państw Grupy Wyszehradzkiej. No, chyba że zdeterminowane oddziały imigracyjne wybiorą obejście przez Ukrainę — wtedy zapukają na przejściu granicznym w Medyce całkiem realnie. Notabene nasze wewnętrzne spory, czy kraj wytrzyma pięć czy siedem tysięcy imigrantów, są pewną abstrakcją.Z moich ubiegłorocznych bezpośrednich rozmów z uchodźcami na morskim styku Turcji i Grecji wynika, że o jakiejś tam Polsce nie chcą nawet słyszeć, bo u nas słaby socjal — w tej kwestii mają rozeznanie naprawdę doskonałe.

W tych okolicznościach pobyt premier Beaty Szydło na szczycie to idealna okazja do rozmów na tematy pierwszoplanowe dla kraju. A konkretnie — do podjęcia próby podreperowania na unijnym forum fatalnego wizerunku władców Polski po opinii Komisji Weneckiej w sprawie sytuacji Trybunału Konstytucyjnego. W czwartkowej rozmowie szefowej rządu z Donaldem Tuskiem ten wątek wprost nie stawał, ale dla przewodniczącego RE oczywistością jest respektowanie całej opinii przyjętej w Wenecji, której filarem jest opublikowanie w Dzienniku Ustaw wyroku TK z 9 marca. Identyczne zdanie wyraża Jean-Claude Juncker, przewodniczący

Komisji Europejskiej. Trzeciego decydenta, Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (PE), nawet nie trzeba pytać — z lubością będzie patronował parlamentarnej rezolucji, która stanie może już na poświątecznej sesji 11-14 kwietnia.

Po brukselskich kuluarowych rozmowach premier chyba już rozumie, że głos z Wenecji radykalnie zmienił sytuację. Podczas bytności na styczniowej sesji PE w Strasburgu wyszła ze starcia obronną ręką, ponieważ wszystkie strony debaty o praworządności w Polsce doszły do zgodnego wniosku, że zasadne jest poczekanie na ustalenia powszechnie szanowanej Komisji Weneckiej. 11 marca zostały one opublikowane i tym razem w Strasburgu nie da się już zarzucić ponad siedmiuset europosłów rządowym materiałem propagandowym, dającym odpór opozycyjnym insynuacjom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Konstytucyjny problem się odwlecze, ale nie uciecze