Inwestorzy nie sprzedają na wyścigi. Pesymistom udało się jednak urwać WIG20 kilkadziesiąt punktów. Na parkiecie nie milkną echa toksycznych opcji walutowych, przez które wiele spółek straci miliony złotych.
Przed sesją inwestorzy mieli nadzieję, że piątkowe spadki to tylko krótki przystanek przed dalszym rajdem. Optymiści się przeliczyli. Na dzień dobry WIG20 zanurkował o 1 proc. Próby powrotu do zielonej strefy kończyły się niepowodzeniem. Przez dłuższą część sesji indeks blue chipów balansował na granicy 1,7 tys. pkt. Dopiero na finiszu, kiedy indeksy na Wall Street mocno nurkowały, spadki na GPW przyspieszyły. Ostatecznie WIG20 stracił 2,1 proc. i utrzymał się powyżej wsparcia 1,7 tys. pkt. Ku uciesze optymistów siły sprzedających nie potwierdziły niskie obroty.
Wśród blue chipów najsłabszy okazał się Polnord. Przeceny nie powstrzymał prezes dewelopera, który zaprzeczył spekulacjom, że spółka ucierpi przez feralne opcje walutowe. W ubiegłym tygodniu kurs Polnordu wzrósł 16 proc. Sprzedający mieli też przewagę w przypadku Lotosu. Powód? Kolejni analitycy mocno ścięli jego wycenę. Spadkom nie oparł się również m.in. KGHM, który oddał 3,2 proc. na fali taniejącej w Londynie miedzi.
Na szerokim rynku podaż rzuciła na kolana spółki, które przeinwestowały w opcje walutowe. Kurs Rafako nurkował o 32 proc., a Ropczyc o blisko 27 proc. Spadkom nie oparł się również Bank Millennium, który wzywa firmy do wykupienia opcji. To już kolejny dzień przeceny jego akcji. Inwestorzy boją się, że kłopoty eksporterów odbiją się również na kondycji banku.
Jakub Ozdowski