Krach wymaga, by działać z rozsądkiem

Załamanie cen ropy może oznaczać wiele problemów w globalnej gospodarce, jednak inwestorzy z warszawskiej giełdy powinni powstrzymać się przed pochopnymi reakcjami

Szczyt OPEC+, na którym formalnością miało być przedłużenie obowiązywania ograniczeń wydobycia ropy, zakończył się szokującym dla rynków rozpadem sojuszu producentów surowca. Po 9,4-procentowym spadku cen w piątek nowy tydzień ropa brent rozpoczęła od przeceny o kolejne 22 proc.

BEZ TRZYMANKI:
BEZ TRZYMANKI:
Indeksy rynków akcji zareagowały spadkiem o 5-8 proc. na zaskakującą decyzję Saudyjczyków, która skutkowała tąpnięciem cen ropy naftowej.
Fot. Bloomberg

Skutkiem był wstrząs na rynkach globalnych — w tym polskich — aktywów. Indeksy najważniejszych rynków akcji traciły po 5-8 proc., a rentowności 10-letnich obligacji USA, które jeszcze na początku roku zbliżały się do 2 proc., chwilowo zeszły poniżej 0,4 proc. Drożały uważane za bezpieczne przystanie złoto, japoński jen i szwajcarski frank.

Arabia Saudyjska rozpoczęła wojnę cenową, po tym jak Rosja nie zgodziła się na udział w dalszych cięciach wydobycia ropy, co wywołało najbardziej gwałtowne od pierwszej wojny w Zatoce Perskiej załamanie jej notowań. W poniedziałek ceny brent zbliżały się nawet do nienotowanych od załamania sprzed 4 lat 31 USD za baryłkę.

Recesja na horyzoncie

Zdaniem Joachima Felsa, głównego doradcy ekonomicznego Pimco, pojawiło się znaczące ryzyko wejścia gospodarek USA i strefy euro w recesję jeszcze w tym półroczu. Epidemia koronawirusa niekorzystnie wpływa na popyt konsumpcyjny i skłania inwestorów do lokowania kapitału w bezpiecznych aktywach, zauważa specjalista w nocie do klientów.

Pogłębienie dekoniunktury grozi m.in. chińskiemu przemysłowi oraz globalnej branży turystycznej. Kondycja amerykańskich przedsiębiorstw może się pogorszyć, a skutkiem może być negatywne dla gospodarki zza oceanu wyraźne pogorszenie warunków finansowania. Opierając się na założeniu, że szczytowe nasilenie epidemia koronawirusa osiągnie w ciągu dwóch miesięcy, specjalista Pimco przewiduje, że recesja będzie krótka.

Choć Fed dokona co najmniej jeszcze jednej 50-punktowej obniżki stóp, a w dalszej perspektywie możliwy jest nawet powrót zerowych stóp procentowych, to inwestorzy wciąż powinni trzymać się bezpiecznych aktywów, radzi Joachim Fels. Do daleko posuniętej ostrożności wobec zbliżającego się pogorszenia koniunktury wzywają m.in. Scott Minerd z Guggenheim Partners, Michael Feroli z JPMorgana oraz Chris Rupkey z MUFG Union Banku.

„Niebo wali nam się na głowę. Lepiej uciekać z rynków, póki jeszcze jest to możliwe. Strach na razie ogranicza się do rynków finansowych, jednak mocno ucierpi na tym także realna gospodarka” — zapowiada ostatni ze specjalistów w niedzielnej nocie do klientów.

Nie wpadać w panikę

Przed paniką uchronić nie zdołali się inwestorzy z giełdy w Warszawie — indeksy blue chipów WIG20 i grupujący małe spółki sWIG80 solidarnie pikowały po blisko 8 proc. Specjaliści mBanku, według których na przełomie pierwszego i drugiego kwartału w recesję wejdzie strefa euro, obniżyli tegoroczną prognozę PKB dla Polski.

W 2020 r. wzrost sięgnie zaledwie 1,6 proc., w porównaniu z wcześniej oczekiwanymi 2,8 proc., zapowiadają w nocie eksperci pod kierunkiem Ernesta Pytlarczyka. Jednak zdaniem Andrzeja Nowaka, zarządzającego funduszami w AXA TFI, w najbliższych dniach i tygodniach inwestorzy przede wszystkim powinni powstrzymać się przed podejmowaniem decyzji opartych na emocjach.

— Wyceny spółek z GPW są już bardzo atrakcyjne, jednak nie można wykluczyć, że od twardego dna dzielą nas jeszcze dwa-trzy miesiące bolesnej przeceny. Dlatego poleciłbym przede wszystkim zachowanie spokoju i unikanie posunięć o charakterze spekulacyjnym — przekonuje Andrzej Nowak.

Według specjalisty w notowaniach akcji odzwierciedlenie znalazło już wejście globalnej gospodarki w najbliższych kwartałach w recesję. Problem pojawiłby się jednak, gdyby inwestorzy przeszli do dyskontowania scenariusza przedłużającej się recesji z następującym po niej bardzo powolnym ożywieniem.

Optymizmem napadać może fakt, że na GPW niewiele jest spółek, na które załamanie ma bezpośredni negatywny wpływ. Branża inżynieryjna i maszynowa ma niewielką ekspozycję na odbiorców zajmujących się wydobyciem ropy, a w sektorze paliwowym dominuje działalność rafineryjna. Teoretycznie spółki o takim profilu jak Lotos czy PKN Orlen mogłyby wręcz zyskiwać na niższych cenach ropy, gdyby nie to, że za sprawą epidemii koronawirusa osłabić może się popyt.

Tymczasem, nawet jeśli ceny ropy spadną poniżej 30 USD za baryłkę, to nie powinny się tam długo utrzymać, ocenia zarządzający AXA TFI.

— Nie lekceważę negatywnych skutków paniki, bo może ona mieć przełożenie na realną gospodarkę. Głębsze od oczekiwań globalne spowolnienie mogą silnie odczuć chociażby krajowe banki. Jednak kiedy rynek opanowują niepewność i strach, to w dłuższym horyzoncie często jest to dobra okazja do zakupów — zauważa Andrzej Nowak.

Globalne napięcia

Znaczna część konsekwencji globalnych ostatnich wydarzeń może jednak okazać się trwała. Po tym jak wyjście epidemii koronawirusa poza Chiny zmusiło Fed do interwencyjnego łagodzenia polityki, kolejny potencjalny szok dla inflacji dodatkowo komplikuje właściwe reagowanie ze strony władz monetarnych.

Jeśli niskie ceny ropy utrzymają się, z problemami budżetowymi będą musiały się liczyć nie tylko Iran i Wenezuela, ale także chociażby Rosja. Jednocześnie zwiększa się potencjał do zawirowań politycznych, a zniknięcie ekonomicznej zachęty do rezygnacji z ropy może spowolnić proces przechodzenia na energię ze źródeł odnawialnych.

— To, co się dzieje, może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje dla globalnej gospodarki niż wojna handlowa, bo ropa dotyka tak wielu jej obszarów — komentuje w rozmowie z agencją Bloomberg Rohitesh Dhawan, odpowiedzialny za analizy surowcowe i klimatyczne w ośrodku Eurasia Group.

Choć notowania rubla tąpnęły w poniedziałek o 8 proc., to jako kraj najbardziej narażony na poniesienie najcięższych konsekwencji obecnego kryzysu komentatorzy wskazywali raczej Arabię Saudyjską. Notowania Saudi Aramco poszły w dół o kilkanaście procent, a długi okres niskich cen ropy może dla krajów Bliskiego Wschodu oznaczać niemałe kłopoty. W grę wchodzą dewaluacje środków płatniczych, głębokie oszczędności budżetowe, kryzysy bankowe, a w ostatecznym rozrachunku upadki reżimów, takich jak ten w Rijadzie.

Tymczasem potencjalnym beneficjentem niskich cen ropy mogą być Chiny i inne gospodarki będące importerem tego surowca (w tym Polska). Jednak to przełożenie może okazać się bardzo rozciągnięte w czasie, a do tego czasu zawirowania będą dotykać rynków wszystkich aktywów cyklicznych. W ciemnych barwach rysuje się przyszłość amerykańskich łupkowych producentów ropy. Jeszcze przed załamaniem cen ropy inwestorzy oczekiwali, że amerykańskie banki zaostrzą warunki finansowania branży.

Obecnie, jeśli tylko nie dojdzie do zdecydowanego odbicia cen surowca, coraz bardziej prawdopodobne wydają się liczne bankructwa. Na napięcia na rynku międzybankowym Fed błyskawicznie zareagował wzmożonymi operacjami repo, jednak przykład sprzed czterech lat pokazuje, że mogą one nie wystarczyć do opanowania sytuacji. W 2016 r. spadek cen ropy do 26 USD za baryłkę walnie przyczynił się do recesji w amerykańskim przemyśle. Branża łupkowa gwałtownie ograniczyła inwestycje, a konsekwencjami była słaba koniunktura na giełdzie w Nowym Jorku i porażka demokratów w wyborach prezydenckich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane