Kraje UE uzgodniły sankcje sektorowe wobec Rosji

PAP
opublikowano: 29-07-2014, 16:47

Ambasadorowie państw UE uzgodnili sankcje sektorowe wobec Rosji za wspieranie separatystów na wschodniej Ukrainie. Podkreślono, że sankcje są dotkliwe i oznaczają mocne ostrzeżenie dla Moskwy. Komentatorzy zwracają uwagę na koszty, jakie poniosą obie strony.

Uzgodnione we wtorek sankcje obejmują embargo na broń, ograniczenia przepływu kapitału, technologii i sprzętu podwójnego zastosowania. Ustalenia muszą być jeszcze zatwierdzone przez rządy państw UE i wejdą w życie w ciągu najbliższych dni. Mają obowiązywać przez rok, ale będą poddawane przeglądowi w tym czasie; pierwszy ma nastąpić za trzy miesiące.

Według dyplomatów przyjęte sankcje są w zasadzie zgodne z propozycją Komisji Europejskiej z ubiegłego tygodnia. Oznacza to, że duże rosyjskie banki, które przynajmniej w połowie są własnością państwa, będą mieć zakaz emitowania akcji i obligacji na rynkach finansowych w UE.

Wprowadzone zostanie embargo na broń - ale tylko w odniesieniu do nowych kontraktów, dlatego budząca kontrowersje sprzedaż Rosjanom francuskich okrętów desantowych Mistral będzie mogła dojść do skutku.

UE ograniczy też eksport do Rosji zaawansowanych technologii potrzebnych przy eksploatacji ropy naftowej, np. z trudno dostępnych złóż w Arktyce czy też ropy z łupków.

Sankcje mają też dotyczyć sprzedaży niektórych przedmiotów podwójnego zastosowania (cywilnego i wojskowego) dla rosyjskiego sektora obronnego. Chodzi np. o komputery o wysokiej mocy obliczeniowej czy środki chemiczne.

Szefowie Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej, Herman Van Rompuy i Jose Barroso, oświadczyli, że pakiet nowych sankcji wysyła przywódcom Rosji mocny sygnał, że "destabilizowanie Ukrainy albo jakiegokolwiek innego sąsiedniego państwa w Europie Wschodniej spowoduje poważne koszty dla jej gospodarki".

Kanclerz Niemiec Angela Merkel uznała wtorkową decyzję za konieczną; podkreśliła, że rosyjscy przywódcy muszą teraz zdecydować, czy wkroczą na drogę deeskalacji konfliktu i współpracy.

Europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski zaznaczył, że sankcje będą kosztowały Rosję blisko 100 mld euro w ciągu dwóch lat, a to może doprowadzić ją do recesji. Przyznał, że sankcje mają działanie obosieczne i UE musi się liczyć ze stratami rzędu ponad 40 mld euro w 2014 r. i 50 mld w roku 2015. Podkreślił jednak, że kwoty oznaczają zupełnie inne obciążenie dla obu stron.

Analityk firmy Xelion Piotr Kuczyński ostrzegł w rozmowie z PAP, że dla Polski sankcje wobec Rosji mogą oznaczać ograniczenie eksportu do tego kraju. "Nasz kraj nie eksportuje do Rosji ani broni, ani energetycznych technologii, ani też nie jest źródłem kapitału dla rosyjskich banków. Teoretycznie nas to nie dotyczy. W praktyce jednak Rosja może uderzyć retorsjami w te kraje, w które będzie najłatwiej uderzyć. To znaczy w Ukrainę i Polskę" - tłumaczył.

Także były ambasador w Moskwie Stanisław Ciosek ocenił, że sankcje "na pewno będą dokuczliwe - ale trzeba pamiętać, że dla jednej i drugiej strony. Stracą na nich zarówno Rosja, jak i Europa". "Oczywiście wszystkie inne, łagodniejsze środki, były już wprowadzane i niewiele przyniosły" - przyznał.

Natomiast ekspert ds. energii Instytutu Sobieskiego Tomasz Chmal zwrócił uwagę, że sankcje dotyczące ograniczenia eksportu zaawansowanych technologii i sprzętu potrzebnego do eksploatacji złóż ropy naftowej pozostaną bez większego bezpośredniego wpływu na polską gospodarkę. Jego zdaniem Rosja będzie prawdopodobnie chciała przenieść te koszty na swoich klientów w postaci wyższej ceny ropy.

Według eksperta think tanku CEPS Michaela Emersona zestrzelenie 17 lipca malezyjskiego samolotu nad wschodnią Ukrainą miało "jednoczący wpływ" i do sankcji przyłączyły się kraje do tej pory niechętne, jak Włochy. Jak ocenił, wygląda na to, że UE wybrała metodę "stopniowej intensyfikacji sankcji", co umożliwi łatwiejsze ich wstrzymanie, gdyby prezydent Rosji Władimir Putin wykazywał wolę współpracy.

Z kolei zdaniem Andrzeja Maciejewskiego z Instytutu Sobieskiego sankcje "medialnie ładnie się sprzedają", ale jest to "tak sprytnie skonstruowane, aby z jednej strony było to sprzedane jako sukces – w końcu UE podjęła mądrą decyzję - a tak naprawdę ta decyzja nikogo nie boli". "Wszystkie strony już dawno zabezpieczyły swoje interesy" - wskazał. Ocenił też, że sankcje UE „rykoszetem” odbiją się na Polsce i krajach bałtyckich np. poprzez ograniczenia w eksporcie owoców i warzyw.

"Financial Times" ostrzegał we wtorek, że sankcje mogą zagrozić kruchemu ożywieniu gospodarczemu w UE. BP i Renault jako pierwsze ostrzegały przed wpływem sankcji na ich wyniki finansowe i strategiczne cele biznesowe - napisał dziennik.

fot. Bloomberg
fot. Bloomberg
None
None
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane