Krychowiak uwierzył w piłkarską apkę

opublikowano: 07-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

„TikTok dla piłkarzy”, który wizerunkowo wsparł Grzegorz Krychowiak, liczy na przychody od klubów i szkółek.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jaki jest biznesplan startupu LinkBall
  • w jakim zakresie w jego działania zaangażował się Grzegorz Krychowiak
  • dlaczego reprezentant Polski inwestuje w startupy i jak zarządza swoim majątkiem

Piłkarze są wielkimi gwiazdami mediów społecznościowych. Pod względem liczby obserwujących na Instagramie globalnym numerem jeden jest Cristiano Ronaldo, którego śledzi 493 mln osób, a numerem trzy Leo Messi (dzieli ich tylko celebrytka Kylie Jenner). Kilkanaście miesięcy temu dwóch polskich przedsiębiorców uznało, że piłkarzom — zwłaszcza młodym, którzy dopiero chcą zrobić karierę — przydałby się serwis społecznościowy wyłącznie dla nich.

— Nasz pomysł to w swojej podstawowej warstwie połączenie TikToka i LinkedIna, skierowane do młodych piłkarzy. Ideą jest jednak stworzenie narzędzia, w którym funkcje społecznościowe to tylko fragment większej całości. Nasza aplikacja ma pomagać klubom i szkółkom piłkarskim w codziennym zarządzaniu. Być narzędziem do kontaktu z zawodnikami, zarządzania kalendarzami treningów, przychodami i wydatkami. Do końca roku wprowadzimy do aplikacji związane z tym funkcje. Wprowadzanie następnych i ich kolejność będzie już wynikiem konsultacji z użytkownikami — tłumaczy Maciej Gajewski, prezes i współtwórca LinkBalla.

Piłkarski pakiet

Start-up założyli doświadczony w branży finansowej Maciej Gajewski i programista Rafał Surowiecki.

— Przygodę z piłką zacząłem w Żbiku Nasielsk, klubie z mojego rodzinnego miasta. Kolejne kontuzje kolana sprawiły jednak, że skupiłem się na nauce. Zamiłowanie do futbolu zostało, miałem kontakty w świecie futbolowym, dlatego powstał pomysł, by tu zrobić biznes. Piłka jest w małym stopniu zdigitalizowana, brakuje nawet podstawowych rozwiązań, a te, które istnieją, są mocno rozproszone. Szkółki i kluby komunikują się z zawodnikami na Facebooku albo różnych aplikacjach do czatów. Wszystko jest prowizoryczne i chaotyczne — mówi szef LinkBalla.

Piłkarska marka:
Piłkarska marka:
LinkBall to biznes finansisty Macieja Gajewskiego (z prawej) i programisty Rafała Surowieckiego (z lewej). Mniejszościowym udziałowcem start-upu zostanie Grzegorz Krychowiak, który swoim wizerunkiem będzie próbował przyciągnąć do aplikacji użytkowników.
Marek Wiśniewski

LinkBall ma w sobie zaszyty komunikator i podstawowe funkcje społecznościowe, ale aplikacja ma generować przychody na czymś innym.

— W aplikacji pojawią się reklamy. Zamierzamy też otworzyć piłkarski marketplace, ale monetyzacyjnym fundamentem będą konta pro dla klubów i akademii. Zbadaliśmy rynek i będziemy odpowiadać na realne potrzeby — od relatywnie prostych, jak internetowy terminarz treningów z powiadomieniami push przypominającymi o nich zawodnikom, po bardziej skomplikowane, jak fakturowanie i rozliczanie płatności za treningi. W przyszłości zamierzamy też wprowadzić funkcje pro dla zawodników, związane ze śledzeniem ich wydajności oraz udostępnianiem programów treningowych i dietetycznych przygotowywanych przez profesjonalistów — mówi Maciej Gajewski.

Marketingowy dopalacz

Przedsiębiorcy zdobyli ostatnio wsparcie Grzegorza Krychowiaka. Reprezentant Polski nie dosypał jednak do spółki własnego kapitału — zgodnie z umową obejmuje 10 proc. udziałów w zamian za wsparcie wizerunkowe i działania marketingowe.

Trzy pytania do Grzegorza Krychowiaka

LinkBall to kolejny start-up, w który się angażujesz. Po co ci w portfelu taki biznes?

Jestem przede wszystkim piłkarzem i moje główne zajęcie to gra w piłkę. Mogę sobie jednak pozwolić na wspieranie biznesów, które są ciekawe, a mam dużo kontaktów i ludzie ciągle przychodzą do mnie z różnymi propozycjami. LinkBall to interesujący projekt. Myślę, że taka aplikacja jest potrzebna, może pomóc dzieciakom i promować sport.

Start-upy to niepewny biznes — trzeba zainwestować w kilka, kilkanaście, by mieć nadzieję na to, że choć jeden wypali. Warto poświęcać na to czas i pieniądze?

Oczekuję, że jeśli jedna na pięć inwestycji start-upowych zakończy się sukcesem, to będzie dobry wynik. Inwestuję w takie firmy i w Polsce, i we Francji. Lubię angażować się w rozwijanie projektów biznesowych od zera. Mam w portfelu takie spółki, jak modowe Balamonte, kosmetyczne Lajuu, budowlany System 3E. Inwestuję też w ekologiczną żywność w BioGolu i giełdowym BioPlanet. Przy inwestowaniu w start-upy najważniejsi są ludzie, którzy za nimi stoją — jeśli mają pasję i pomysł, to mogę ich wspierać, choćby wizerunkiem.

Jak inwestujesz swoje pieniądze?

Oczywiście mam zdywersyfikowany portfel i ludzi, którzy zajmują się aktywnym zarządzaniem moim majątkiem. Start-upy to tylko wycinek: inwestycje mniejsze i bardziej ryzykowne, ale też bardziej interesujące. Wiadomo, że spora część pieniędzy idzie na inwestycje o bezpieczniejszym profilu, takie jak nieruchomości. W nieruchomości pieniądze może jednak wkładać każdy inwestor i nie jest to specjalnie ciekawe, a start-upy dają większą satysfakcję.

Piłkarz ma duże zasięgi w mediach społecznościowych — na Instagramie obserwuje go prawie 680 tys. osób, a na Twitterze 390 tys.

— Samo nazwisko Grzegorza ułatwia wiele spraw i otwiera niejedne drzwi — przyznaje Maciej Gajewski.

Do tej pory start-up finansowany był przez twórców, którzy włożyli w niego około 250 tys. zł i „kilkanaście miesięcy życia”.

— To był typowy bootstrapping. Teraz, dzięki współpracy z Grzegorzem Krychowiakiem, liczymy na znaczny wzrost rozpoznawalności aplikacji, a w połowie przyszłego roku chcemy przeprowadzić rundę finansowania. Pieniądze są potrzebne na rozbudowę zespołu IT, a także sprzedaży, marketingu i obsługi klienta — mówi Maciej Gajewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane