Do tej zamkniętej elity nikt już nie dołączy, chociaż szejkowie arabscy usiłowali wywyższyć turnieje u siebie hojnością nagród, ale daremnie. Tenisowe odniesienie – oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji – pasuje do sklasyfikowania stale rozrastającego się krajowego rynku konferencyjno-forumowego. W Katowicach trwa XV edycja – w nomenklaturze rocznic to kryształowe gody – wielkoszlemowego Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG). Liczebnie to zdecydowany krajowy lider, w tym roku na trzy dni zarejestrowało się stacjonarnie blisko 11 tys. uczestników (plus wielu online), przy czym w Międzynarodowym Centrum Kongresowym jednocześnie mieści się 6 tys. Według mojej oceny pozostałe eventy wielkoszlemowe to: oczywiście Forum Ekonomiczne w Karpaczu jako nestor branży, warunkowo Kongres 590 – tylko ze względu na rangę nadaną mu odgórnie przez obecnych władców – oraz stale podnoszący merytoryczny poziom Impact w Poznaniu. Wszelkie pozostałe Sopoty, Gdynie, Torunie etc. etc. to turnieje punktowane już niżej.
Tradycją Katowic jest nadawanie debacie inauguracyjnej tytułu, który zarazem jest lejtmotywem całego EKG. W tym roku brzmi on „Nowa europejska gospodarka w nowym świecie”, czyli równie przyszłościowo co pojemnie w doborze tematów, bo da się wstawić dosłownie wszystko. Szczególnie uwzględniana jest kumulacja kryzysów, które objęły wiele dziedzin: klimat i środowisko, paliwa i surowce, bezpieczeństwo żywnościowe, logistykę i dostawy, spowolnienie i recesję. Moderatorem debaty był Jerzy Buzek, który przez lata charakterystycznie zmienił narrację. W premierowskiej kadencji 1997-2001 wręcz tryskał urzędowym optymizmem i nawet przez czarne burzowe chmury widział słońce. Zebrane w latach 2004-23 europejskie doświadczenia zmieniły jednak byłemu premierowi optykę i obecnie w jego opiniach dominuje frasunek.
Spośród uczestników debaty najwięcej powodów do frasunku graniczącego z dramatem miała Julija Swyrydenko. Pierwsza wicepremier i zarazem minister gospodarki Ukrainy uczestniczyła tylko zdalnie, ale było to cenne choćby dlatego, że rzadko słyszymy przekaz z ust innych niż prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Zgodnie z rządowymi kompetencjami wicepremier starała się nieco oderwać od wątku militarnego – który i tak ciężko wisi nad każdą debatą o Ukrainie – i skoncentrować na wątkach gospodarczych. Dziękując szeroko rozumianemu Zachodowi, szczerze przyznała, że pomoc miała i ma ogromne znaczenie nie tylko wojskowe, lecz także mniej nagłaśniane budżetowe – bez tej drugiej nogi państwo by sobie nie poradziło z deficytem, nawet stawiając opór na froncie. Naturalnie wyraziła ogromne nadzieje na szybki wzrost gospodarczy Ukrainy po wojnie, zwłaszcza po jej wstąpieniu do Unii Europejskiej. Rzecz jasna nie śmiała stawiać jakichkolwiek prognoz terminowych w obu wątkach…

Wśród pozostałych panelistów oryginalnie wypowiedział się reprezentant innego państwa spoza UE, które… opuściło wspólnotę. Chris Barton to brytyjski komisarz królewski do spraw handlu w Europie, kierujący zespołem urzędników starających się ułożyć jak najlepsze stosunki między Wielką Brytanią a innymi państwami europejskimi. Najbardziej delikatne i trudne są naturalnie relacje po brexicie z obszarem UE. Brytyjczyk przedstawił niezwykle optymistyczny obraz, według niego rafy po rozwodzie już udało się wygładzić i obecnie Zjednoczone Królestwo oraz UE stanowią obszar bardzo spójny, chociaż prawnie całkowicie odrębny. Trudno uniknąć refleksji, że jako żywo przypominał Jerzego Buzka sprzed ponad dwóch dekad…
