Krzem na uskoku

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-03-28 00:00

W należącym do NASA hangarze o dziwacznym kształcie — ośrodku doświadczalnym Ames Research Center — załogi promów kosmicznych po tysiąc razy symulowały starty i lądowania.

Ten monumentalny hangar na płycie Moffett Field Naval Air Station w Mountain View pierwotnie służył... sterowcom. Patrolowały wybrzeże Pacyfiku, ale lotnictwo marynarki dawno wycofało je ze służby. Teraz ogromną halę wykorzystuje Ames Research Center, w którym powstają projekty sond i promów kosmicznych. Po tragedii Columbii przed wejściem do ośrodka wyrosła góra kwiatów — w hołdzie załodze.

Na obszarze Moffett Field umieściła swe obiekty także korporacja bliska sprawom polskim: Lockheed Martin. Sprawności sprzętu LM, produkowanego w Commercial Satelite Center, dowodzi wykonane z wysokości 681 km (przez satelitę Ikonos) zdjęcie Warszawy: mieszczący redakcję „PB” budynek Centrum Milenium widać ze szczegółami.

Dolina... bezkrzemowa

Obecność nad zatoką San Francisco instalacji militarnych i aeroprzestrzennych o strategicznym znaczeniu to jeden z filarów rozwoju Silicon Valley — czyli legendarnej Doliny Krzemowej, jednej z najstarszych i największych na świecie koncentracji zaawansowanych technologii. Teraz prosperuje tam około 700 dużych firm oraz kilka tysięcy drobnych. Roczne obroty Silicon Valley szacuje się na 200 mld dolarów!

Z dwóch członów nazwy, odniesienie do krajobrazu ma jeden: obszar od San Mateo do San Jose (patrz mapka) jest malowniczą doliną o długości niemal 50 km i szerokości 15 km. Przed pół wiekiem był to jedynie żyzny obszar rolniczy z pomarańczowymi gajami i morelowymi sadami, o łagodnym klimacie. Nie uświadczy się natomiast na tej ziemi skałek zawierających krzemionkę, czyli dwutlenek krzemu — najbardziej rozpowszechniony związek pierwiastka o symbolu Si.

W stanie krystalicznym to podstawowy surowiec do produkcji półprzewodników. Nic dziwnego, że gdy w 1971 roku dziennikarz Don Hoefler opublikował w „Electronic News” artykuł pt. „Silicon Valley” — nazwa ta od razu się przyjęła, gdyż idealnie połączyła zawartość merytoryczną z hasłem komercyjnym.

Twórczy uniwersytet

Ośrodek, wokół którego Silicon Valley wyrosła, to słynny Stanford University w Palo Alto, założony w 1885 r. przez magnata kolejowego i senatora Lelanda Stanforda. Na początku XX wieku uczelnia stała się osią lokalnej industrializacji.

Profesor mechaniki Frederick E. Terman frasował się, że najzdolniejsi absolwenci uniwersytetu emigrują w poszukiwaniu pracy na wschodnie wybrzeże USA. W 1938 roku udało mu się namówić wychowanków, Williama Hewletta i Davida Packarda, do założenia na miejscu firmy elektronicznej. Pożyczył im nawet na rozruch 538 dolarów. Kolejność nazwisk w nazwie firmy obaj udziałowcy rozstrzygnęli rzutem monety. Za ich pierwszy udany projekt uchodzi komercjalizacja oscyloskopu, potem trafiły się zamówienia wojenne — i jakoś poszło. Główną siedzibą współczesnego globalnego potentata informatycznego niezmiennie pozostaje Stanford Research Park (na zdjęciu poniżej).

Silicon Valley zapoczątkowała nową ideologię biznesu i uwspółcześniła amerykański mit awansu pucybuta, gdyż sukcesy jej ludzi i firm umiejętnie rozpowszechniono. Najbardziej znany pozostaje przykład twórców komputera osobistego, Steve’a Jobsa i Steve’a Wozniaka, którzy — ponoć w garażu — skonstruowali pierwszy aparat Apple Due, od razu oceniony przychylnie przez bankowców. Po kilku latach firma okrzepła pod nazwą Macintosh i przebojowo weszła na rynek mikrokomputerów. Wątek garażowy jest doskonałym przykładem PR-owskiego chwytu.

W Silicon Valley znajdują się główne siedziby firm: Hewlett-Packard, Apple, Sun Microsystem, Seagate, Oracle, Quantum, Silicon Graphics, Cisco Systems, National Semiconductor, Advanced Micro Devices, Tandem, Novell, Bay Networks, Amdahl, 3Com, LSI Logic, Sybase, Fairchild Camera & Instrument. Oddziały mają m.in.: IBM, Intel, Xerox, Digital.

Wzdłuż „stojedynki”

Kręgosłupem komunikacyjnym Silicon Valley jest autostrada US 101, dalej na południe prowadząca prosto do Hollywood. To połączenie ma wymowę symboliczną, albowiem w swoich dziedzinach oba ośrodki zachowały pozycje dominujące na rynku i amerykańskim, i światowym. Widać, że koncentracja ludzi i kapitałów przynosi ogromne korzyści zarówno światu filmu, jak i środowisku zaawansowanych technologii.

W godzinach szczytu jazda „stojedynką” nie należy do przyjemności, dlatego warto wybrać wariant bliższy pasmu wzgórz, oddzielających dolinę od Pacyfiku — znacznie luźniejszą autostradę nr 280. Obie wiąże gęsta sieć dróg dojazdowych. Po zjechaniu którąś z nich trafia się do typowego w Silicon Valley osiedla domków jednorodzinnych. Wielu mieszkańców trzyma samochody na podjazdach, dlatego też garaże da się wykorzystywać na działalność uboczną — mit Jobsa i Wozniaka pozostaje żywy...

Jak w całych Stanach, podstawowym środkiem komunikacji w dolinie jest oczywiście samochód, ale pieszy wyjątkowo nie czuje się tam intruzem. Może skorzystać z rozwiniętej sieci lokalnej komunikacji autobusowej i nawet kolejowej, w tym linii zakładowych. Na przystanku przed głównym wejściem do wspomnianego wcześniej satelitarnego obiektu Lockheeda Martina można wsiąść do autobusów o znajomych warszawskich numerach — 122, 520 czy 521.

Nerwowe sejsmografy

Lekkie konstrukcje — zarówno budynków mieszkalnych, jak i obiektów komputerowego przemysłu — są odporne na wstrząsy sejsmiczne. Pobliskie San Francisco w XX wieku dwukrotnie zostało dotknięte trzęsieniem ziemi. Do wielkiej tragedii doszło 18 kwietnia 1906 r., ale ludzie zginęli także 17 października 1989 r., gdy załamała się część autostrady na odcinku Bay Bridge. Wszystko przez aktywność tektonicznego uskoku San Andreas, czyli gigantycznego pęknięcia mas skalnych, połączonego z ich wzajemnym przemieszczaniem.

Silicon Valley położona jest w miejscu bardziej bezpiecznym, ale — jak pamiętamy z filmu „Zabójczy widok” z cyklu przygód Jamesa Bonda — psychopatyczny terrorysta usiłował uaktywnić na tym odcinku uskok i zatopić komputerowe serce Ameryki. Dzielny agent 007 dolinę uratował, ale niebezpieczeństwo wciąż jej zagraża. Za 50 mln lat Kalifornia oddzieli się od Ameryki Północnej wzdłuż San Andreas i cała Silicon Valley przestanie istnieć.

A niech to uskok pochłonie...