Kuglowanie ma tradycje

26-01-2012, 00:00

FINANSE PUBLICZNE

Minister Jacek Rostowski (czytaj także na str. 4-5) zasłużenie zdobywa laury w rankingach ministrów finansów, albowiem sztukę kreatywnej księgowości w skali państwa opanował mistrzowsko.

Ale przecież nie jest żadnym wyjątkiem. Gdyby przedmiotem obrad unijnego Ecofinu stał się ewangeliczny problem „Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem” — nikt z szefów resortów finansów nie śmiałby się po taki kamień pochylić. Absolutnie bezpiecznie we własnym, hermetycznym gronie mogą czuć się także uczestnicy startującego właśnie 42. Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Ponad dwie dekady dziejów III Rzeczypospolitej uczą, że problem dopięcia się finansów państwa uderza w każdą rządzącą ekipę. Metody jego rozwiązywania bywają bardzo różne, przypomnę kilka przykładów. Po triumfalnych dla lewicy wyborach w roku 1993 ówczesny wicepremier i minister finansów Marek Borowski przeforsował tuż przed Bożym Narodzeniem podwyższenie od nowego roku stawek PIT w każdym przedziale: z 20 na 21 proc, z 30 na 33 oraz z 40 na 45.

Z kolei po wyborach w roku 2001 wicepremier i minister finansów Marek Belka dla zasypania dziury budżetowej ujawnionej na odchodnym przez Jarosława Bauca przeprowadził bez zmiany ustawy, rozporządzeniem rządu, radykalną blokadę wydatków. Ale to były posunięcia niepopularne, awaryjne, proste.

Na zdecydowanie wyższej księgowej półce lokuje się rok 1999, gdy wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz traktował ustawową wysokość deficytu jako absolutne tabu i w związku z tym wymyśli tzw. pożyczkę budżetu państwa dla państwowego funduszu celowego. Chodziło o uratowanie wypłat emerytur i rent z niewypłacalnego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Cała klasa polityczna miała wówczas świadomość gigantycznego państwowego kłamstwa, ale nie widziała innego wyjścia. Pożyczka dla FUS oczywiście nigdy nie doczekała się choćby planu jej spłacenia…

Do upadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej temat kreatywnej księgowości w obszarze finansów publicznych nie istniał. Była ona porażająco wręcz prosta i przejrzysta. W corocznych ustawach budżetowych znajdował się stały punkt: „Niedobór budżetu na koniec roku wynosi…” i tutaj wpisywano kwotę, rosnącą z roku na rok zarówno nominalnie, jak i realnie.

Tuż pod tym wierszem kopiowano z roku na rok następny: „Źródłem pokrycia niedoboru budżetu będzie kredyt zaciągnięty przez Ministra Finansów w Narodowym Banku Polskim”. Rzecz jasna nawet teoretycznie nikt nie zaprzątał sobie głowy terminem czy zasadami zwrotu owego kredytu.

Zapisywany w ustawie z taką szczerością dodruk pustego pieniądza nie mógł pozostać bez kary.

Zaowocował w 1989 r. hiperinflacyjną eksplozją, towarzyszącą upadkowi ustroju. Ale gdy współczesne kuglowanie finansami publicznymi na całym świecie odcedzi się z wody samooszukiwania się, to czyż tak wiele się zmieniło? Przecież tak rozpalająca finansowe rynki gra np. o stopy procentowe państwowych obligacji to jeden gigantyczny miraż. Istota traktowania publicznych finansów w epoce PRL sprowadzała się do tego samego, a o ileż bardziej czytelna była księgowość…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kuglowanie ma tradycje