Łatanie budżetu emisjami

opublikowano: 23-10-2012, 00:00

Jak wykorzystamy miliardy złotych, które Polska uzyska z handlu prawami do emisji CO 2

Według wstępnych szacunków Ministerstwa Środowiska w latach 2013-20 Polska zarobi na handlu emisjami nieco ponad 27 mld zł. Bardzo możliwe, że ta kwota będzie jeszcze większa. Nic dziwnego, że zaczęto już dzielić skórę na niedźwiedziu. Co dokładnie stanie się z tymi pieniędzmi, jeszcze nie wiadomo, ale pomysły mają już resorty finansów i gospodarki, tyle że każdy jest inny.

Skarbonka z emisji

Kwota 27 mld zł jest tylko jednym z szacunków możliwej wysokości wpływów do budżetu z handlu emisjami. Problem w tym, że do końca nie wiadomo, ile rzeczywiście Polska na tym zarobi. Wszystko zależy od liczby pozwoleń, jaką uzyskamy w trzecim okresie rozliczeniowym Europejskiego Systemu Handlu Emisjami, ceny za jedno uprawnienie (prawo do emisji 1 tony CO 2) i kursu euro. Ministerstwo Środowiska informuje, że szacunkowo w latach 2013-20 uzyskamy łącznie trochę ponad 906 milionów pozwoleń na emisję CO 2. Jednak nie wszyscy są tak optymistyczni.

— Ciągle nie ma oficjalnych danych na temat liczby uprawnień do emisji, jakie zostaną sprzedane przez Polskę na aukcjach w trzecim okresie rozliczeniowym, czyli w latach 2013-20. Według wstępnych szacunków Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami z 2010 r. miało to być prawie 900 mln uprawnień. My przewidujemy, że bardziej realna liczba to 700 mln jednostek. Biorąc pod uwagę nasze dzisiejsze prognozy, całkowity przychód z aukcji do 2020 r. może wynieść około 8,4 mld euro — twierdzi Maciej Wiśniewski, prezes Domu Maklerskiego Consus.

Dodaje, że rynek handlu uprawnieniami jest upolityczniony i każda interwencja KE ograniczająca podaż może diametralnie wpłynąć na wycenę tony emisji CO 2. Również Marcin Korolec, minister środowiska, podkreśla,że nie wiadomo dokładnie, ile pieniędzy uzyskamy z handlu emisjami.

— Czynników, które wpływają na cenę uprawnień, jest tak wiele, że trudno przewidzieć przyszłe wpływy. Warto też pamiętać, że na początku nie będą to duże kwoty. Dopiero w ciągu 3-4 lat znacznie wzrosną — mówi Marcin Korolec. Niepewność podsyca też Komisja Europejska (KE), która chce mieć wpływ na harmonogram aukcji emisji i czasowo ograniczyć liczbę uprawnień na rynku. Miałoby to zwiększyć cenę pozwoleń, która dziś wynosi 6-8 EUR za tonę CO 2.

— Problem w tym, że prędzej czy później pozwolenia musiałyby wrócić na rynek. Oznacza to, że chociaż cena pozwoleń wzrosłaby w krótkim czasie, to później znowu diametralnie by spadła — tłumaczy Marcin Korolec. Jak uważa Jarosław Wajer, partner w dziale doradztwa biznesowego grupy energetycznej Ernst & Young, spadek ceny uprawnień był wynikiem tego, że kraje Unii Europejskiej wyemitowały mniej CO 2, niż zakładano przydzielając limity. Spowodowało to mniejszy popyt na uprawnienia do emisji. Propozycja KE będzie poruszana na radzie ds. środowiska, która odbędzie się 25 października w Luksemburgu.

Zainwestować w ekologię

Pieniądze z handlu emisjami to łakomy kąsek. Pytanie, na co je przeznaczyć. Zainteresował się nimi minister finansów Jacek Rostowski, który chce dzięki nim ograniczyć deficyt budżetowy. Ministerstwo Gospodarki chce z kolei je wykorzystać na przedsięwzięcia proekologiczne.

— Nie da się nie zauważyć rozbieżnych interesów Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Finansów. Pierwszemu zależy na jak najniższych cenach uprawnień, ponieważ mniej obciążałyby one przemysł, a także na przeznaczeniu jak największej puli przychodów z aukcji na inwestycje. Z punktu widzenia Ministerstwa Finansów im wyższa cena uprawnień i większa ich pula przeznaczona do sprzedaży na aukcji, tym większe sumy trafią do budżetu — mówi Maciej Wiśniewski.

Ostatecznie sprawę przeznaczenia wpływów z handlu emisjami rozstrzygnie ustawa o handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, którą przygotowuje Ministerstwo Środowiska. Jak mówi Marcin Korolec, o tym, co zrobić z tymi pieniędzmi, miałaby decydować co roku specjalna grupa robocza. Jednocześnie regulacje unijne wskazują, że co najmniej połowa pieniędzy z aukcji powinna zostać przeznaczona na inwestycje klimatyczne. Z jednej strony nie jest to obligatoryjne, z drugiej — KE może dokładnie się przyglądać temu, na co zostaną wydane te pieniądze.

— Na razie mówimy tylko o sugestii ze strony KE co do przeznaczenia środków z aukcji, ale nie wiadomo, czy niebawem nie będzie chciała wprowadzić jakichś regulacji w tym zakresie, dlatego trzeba być ostrożnym — tłumaczy Jarosław Wajer. Jednak i tu pojawiają się pomysły, jak obejść ograniczenia.

— Takie zalecenie można łatwo ominąć. Jeśli podobne kwoty zostały już wydane na ten sam cel, wtedy kraje organizujące aukcje mogą dowolnie rozdysponować przychody. Polska może na przykład potraktować środki wydane z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jako pieniądze już przekazane na ochronę powietrza, a wpływów ze sprzedaży uprawnień nie może włożyć do budżetu państwa. Taki scenariusz niestety nie wpłynąłby korzystnie na rozwój inwestycji w technologie niskoemisyjne w Polsce, co w dłuższym horyzoncie czasowym może osłabić konkurencyjność naszej gospodarki na tle innych państw Unii — twierdzi Maciej Wiśniewski. Według Jarosława Wajera scenariusz może być jeszcze inny.

— W 2013 r. Polska ma otrzymać około 150 mln uprawnień do emisji CO 2, z czego ponad 70 mln zostanie przekazanych polskim przedsiębiorstwom nieodpłatnie w ramach derogacji. Przedsiębiorstwa mają w zamian wykonać inwestycje w ramach Krajowego Planu Inwestycji. Oznacza to, że około 50 proc. uprawnień zostało de facto przeznaczone na inwestycje podnoszące efektywność i proekologiczne — tłumaczy Jarosław Wajer.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu