Leszek Czarnecki o GetBacku: To się nie mogło udać

opublikowano: 26-05-2018, 11:30
aktualizacja: 26-05-2018, 11:34

Od pewnego momentu z normalnego biznesu GetBack nie był w stanie spłacać obligacji. To się po prostu nie mogło złożyć – mówi Leszek Czarnecki, którego banki były dystrybutorem papierów windykatora. – Jeśli był misseling, to z góry za to przepraszam – dodaje biznesmen.

Chcesz być na bieżąco z informacjami na temat Getbacku? Zapisz się na nasz darmowy newsletter>

Leszek Czarnecki był gościem Konferencji WallStreet, organizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych.

 Jak przyznał pół żartem, pół serio na wstępie, gdyby wiedział, że upadnie GetBack, to pewnie nie przyjąłby zaproszenia. Bo spotkanie z inwestorami skupiło się na gorącym temacie, a menedżer od razu zastrzegł, że z katastrofą GetBacku nie miał nic wspólnego.

Droga nad przepaścią

Leszek Czarnecki sprzedał GetBack na przełomie 2015 i 2016 r. Wówczas firma miała 470 mln zł całkowitego zadłużenia, portfel wierzytelności wart był 14 mld zł, a EBITDA roczna wynosiła 300 mln zł. 250 mln zł zadłużenia to było zadłużenie zewnętrzne, a reszta – wewnątrzgrupowe.

- Kiedy GetBack był w mojej grupie, to model biznesowy był zupełnie inny. Bardzo się bałem spółki, która kupuje portfele na swoją książkę. Spółka znajdowała wówczas inwestorów zagranicznych do kupowania wierzytelności w Polsce, wkładając od siebie 10-15 proc. GetBack był bardziej firmą serwisową, niż inwestycyjną. Kiedy ją sprzedaliśmy, zadłużenie gwałtownie zaczęło rosnąć. Obecnie wynosi 2,8 mld zł, to 6 razy więcej niż trzy lata temu, a EBITDA była na porównywalnym poziomie. Portfel wierzytelności jest tymczasem dwa razy większy. Po zmianie właścicielskiej postanowiono zrobić klasyczny błąd finansowania długich aktywów krótkimi pasywami – mówi właściciel m.in. Getin Noble Banku.

- Nie rozumiem, jak firma mogła budować taki model i w dodatku nie informować rynku, że ostatnie emisje obligacji mogą być spłacone tylko jeśli nowe emisje dojdą do skutku, bo z normalnego biznesu nie jest w stanie ich wykupić. To się po prostu nie mogło złożyć.

W pewnym momencie – jak sądzę – zarząd GetBacku zauważył, że jest dziura i postanowił, że ogłosi emisję. Informowano, że pieniądze potrzebne są na rozwój i refinansowanie długi, tymczasem były potrzebne na spłatę bieżących obligacji – mówi Leszek Czarnecki.

Wiedza a praktyka

Obligacje GetBacku w kolejnych emisjach sprzedawały m.in. Idea Bank i Lion’s Bank, należące do Leszka Czarneckiego. Na jaką skalę – biznesmen nie zdradził („Nie wiem, czy nie musiałbym tego publikować komunikatem ESPI” – powiedział), ale podkreślił, że banki nie były „dominującym dystrybutorem na rynku”.

Przyznał też, że zaczynają już spływać reklamacje od tych, którzy kupili obligacje GetBacku.

- Jeżeli był misseling, to z góry za to przepraszam. Z drugiej strony sami mamy status poszkodowanego. Getin Bank ma 70 mln zł kredytu, Idea Bank ma obligacje za 20 mln zł, moja prywatna fundacja ma obligacje za kilka milionów – dodaje Czarnecki.

Czytaj także: Lekcja z Getbacku:5 sygnałów, że możesz stać się ofiarą misselingu

Lider radzi

Co – jako lider alfa (taki tytuł ma najnowsza książka Leszka Czarneckiego) – radziłby nowym menedżerom GetBacku?

- Trzeba jak najszybciej zawrzeć układ, bo postępuje ogromna demoralizacja firmy. Co prawda nie miałem nigdy firmy, która upadła i nie restrukturyzowałem długu, ale w kryzysie zawsze spada dyscyplina, motywacja, a najlepsi ludzie odchodzą. Trzeba też liczyć się z tym, że chęć dłużników do spłat nie rośnie. Czas jest ważny, bo jeśli układ będzie długo procedowany, to za kilka miesięcy może już nie być z kim się układać – mówi Leszek Czarnecki.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Zobacz: Propozycje układowe GetBacku

Jego zdaniem, układ musi gwarantować sprawne i dobre funkcjonowanie w firmy, co nie jest taką prostą sprawą – dodaje.

- Musi zostać nakreślona mapa drogowa, co ta firma będzie dalej robiła. Im szczegółowiej, tym lepiej i powinno to być wiadome na etapie zawierania układu, żeby rynek wiedział, czego może się spodziewać. Obecne oferty układowe zawierają pewien plan, ale jest on moim zdaniem mało ambitny w wielu punktach – mówi biznesmen.

Leszek Czarnecki ocenił też postawę głównego akcjonariusza GetBacku.

- Abris zapłacił za spółkę 870 mln zł, z czego 370 mln zł odzyskał poprzez sprzedaż akcji w IPO. W księgach inwestycjach widnieje za 500 mln zł, akcji w posiadaniu DNLD Holdings jest 60 mln, więc jeśli podzielić przez siebie obie liczby, to dziwnym trafem wychodzi zaproponowana cena konswersji [cena konwersji wynosi 8,63 zł – red.]. Czyli innymi słowy Abris mówi: „Nie oddamy wam 3 mld zł, oddamy wam mniej i później, ale z tej inwestycji wyjdziemy bez strat. Taka jest nasza propozycja”. GetBack ogłosił, że ma 1,2 mld zł, a ujemny kapitał własny można szacować na -400 do -500 mln zł kapitału, więc wartość na akcję to -4 do -5 zł. Trudno komentować takie propozycje – mówi biznesmen.

Staną na nogi

Zdaniem Leszka Czarneckiego, po ścięciu kosztów i przy założeniu odzyskiwania wierzytelności na poziomie 20-25 proc. niższym niż do niedawna, firma mogłaby spłacić wierzycieli nie w ciągu 7 lat, ale w 4-5 lat. Ponadto cena konwersji części zadłużenia na akcje powinna być jego zdaniem równa nominałowi, czyli 5 groszom.

- Dłużnicy przejmą wówczas w praktyce 100 proc. firmy. Jeśli GetBack zetnie koszty, to będzie w stanie generować co najmniej 100 mln zł powtarzalnego zysku netto, a firma będzie wyceniana na 10-krotność zysku. Myślę że zarządowi trzeba wpisać warunek poszukiwania inwestora strategicznego, nakazać sprzedaż aktywów niecore’owych. Niezłym pomysłem byłby też ogromny pakiet menedżerski, rzędu nawet 15-20 proc. kapitału, który byłby zrealizowany pod warunkiem spłaty całego zadłużenia. Jeżeli układ będzie szybko zawarty, z dobrym zarządem i dobrą nadzorczą, to jest duża szansa, by wierzycieli odzyskali co najmniej 100 proc. swojej należności głównej – uważa Leszek Czarnecki, choć zaznacza, że komentuje to jako obserwator, a nie osoba znająca spółkę od wewnątrz.

- Nie mam informacji ze spółki i nie kontaktowałem się z Abrisem od czasu transakcji sprzedaży w 2016 r. – dodaje Leszek Czarnecki.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane