Dymisja Leszka Millera i rozłam w SLD może oznaczać ostry skręt w lewo. Realizacja planu oszczędności stanie pod znakiem zapytania.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski po dzisiejszych konsultacjach z partiami politycznymi ma ogłosić nazwisko kandydata, który powinien stanąć na czele nowego gabinetu. Wybór nowego premiera wyznaczy też kierunek polityki gospodarczej: albo podtrzymania dotychczasowego kursu i realizacji programu Hausnera, albo zwiększenia wydatków socjalnych w chwili, gdy budżet na 2004 r. ledwo się dopina. Dość powiedzieć, że na ten rok deficyt ma wynieść 45,3 mld zł.
Komu, komu i ile
Wypowiedzi szefów obu partii lewicowych sugerują, że dojdzie do licytacji obietnic socjalnych. Krzysztof Janik, szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej, już zapowiedział, że postara się o „socjaldemokratyczne wykorzystanie owoców wzrostu gospodarczego”. Co się za tym kryje? Podwyżka minimalnych rent, emerytur, a także zasiłków dla matek samotnie wychowujących dzieci. Liderzy nowej Socjaldemokracji Polskiej obiecują współpracę ze związkami zawodowymi, a nadrzędnym celem ma być „ochrona praw pracowniczych, zwłaszcza prawo do godziwego wynagrodzenia i bezpiecznych warunków pracy oraz przeciwdziałanie wszelkim formom wyzysku”. Mały problem, jeśli skończy się na pustych deklaracjach, zmierzających do odebrania głosów Samoobronie oraz zdobycia foteli w Parlamencie Europejskim (13 czerwca). Gorzej, jeśli zostaną wprowadzone w życie...
Przychył w lewo
Nic dziwnego, że analitycy są zaniepokojeni.
— Jeśli kandydatem na premiera zostanie zwolennik polityki socjalnej, wówczas będziemy mieli do czynienia z niebezpiecznym powiększaniem niepewności w gospodarce — mówi Mirosław Gronicki, główny ekonomista Banku Millennium.
— Do zachwiania mogłoby dojść, gdyby nowy premier zdecydował się na nowelizację budżetu — dodaje Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, zaś Andrzej Capiga, wiceszef ING BSK Leasing, wierzy w rozsądek polityków.
— Jest obawa, że wzrosną wydatki socjalne i nastąpi przechył w lewo. Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. W przeciwnym wypadku grozi nam kryzys gospodarczy — podkreśla Andrzej Capiga.
Parlamentarny duopol
Część przedsiębiorców zachowuje jednak zimną krew.
— Myślę, że na scenie politycznej będą się liczyć — jak w Wielkiej Brytanii — dwie partie. To Platforma Obywatelska oraz Socjaldemokracja Polska. Uważam, że to drugie ugrupowanie będzie przypominało brytyjską Partię Pracy. Marek Borowski będzie gwarantem jej socjalliberalnego charakteru — twierdzi Marcin Gorzyński, prezes firmy deweloperskiej Aquila Park.
Optymistą jest też Jerzy Podsiadło, wiceprezes Polskich Hut Stali.
— Wierzę, że rząd będzie realizował plan Hausnera. Reforma finansów publicznych jest konieczna — dodaje.
Nic się nie zmieni
Nie brakuje też zupełnie zniechęconych przedsiębiorców.
— Politycy nie biorą pod uwagę ani opinii przedsiębiorców, ani pracowników. Sami podejmują decyzje, które przynoszą katastrofalne skutki. Rząd przygotowuje, a parlament uchwala ustawy pełne błędów i niejasności, ustawy, których nie można zastosować, bo nie ma aktów wykonawczych. Tak postępował poprzedni rząd, tak działa obecny i tak będzie z następnym. Dopóki politycy nie przestaną myśleć, że mają monopol na kreowanie najlepszych pomysłów na gospodarkę i nie zaczną słuchać tego, co do powiedzenia mają ich wyborcy, dopóty nie nastąpią konieczne zmiany — komentuje Tadeusz Dorda, prezes i właściciel Polmosu Siedlce.