Liczą się tylko akty w Dzienniku Ustaw

opublikowano: 03-02-2021, 20:00

Podobno w tym tygodniu rząd może zaproponować kolejne kroki ku stopniowemu otwieraniu gospodarki, które ewentualnie mogłyby wejść w życie od poniedziałku 15 lutego.

Przedsiębiorcy z sektorów usług, niszczeni od tylu miesięcy chaotycznie zmienianymi rozporządzeniami, mają tylko jedno niezmienne oczekiwanie – jednym ruchem natychmiast zlikwidować wszelkie zakazy, oczywiście wprowadzając dobrze przemyślane rygory prowadzenia działalności gospodarczej, faktycznie przeciwdziałające transmisji SARS-CoV-2. Zapowiadane są tzw. protokoły sanitarne dla konkretnych branż, ale ich wypracowanie wciąż przerasta zdolności władców, znacznie prostsze okazuje się uderzanie firm kijem zakazów.

Poza samymi decyzjami szkodliwy jest także praktykowany przez rząd PiS tryb ich ogłaszania. Władcy przepowiadają zaostrzenia/łagodzenia na konferencjach, notabene stosując specyficzny klucz personalny. Gospodarzem rozporządzeń Rady Ministrów jest oczywiście premier, ale Mateusz Morawiecki firmuje osobiście tylko zapowiedzi uznawane za optymistyczne, czyli dające mu wizerunkowe punkty. Komunikatom przynoszącym sparaliżowanym biznesom wielki zawód daje twarz minister Adam Niedzielski. Niezależnie jednak od osoby herolda złej/dobrej nowiny, liczy się nie deklaratywne chciejstwo, lecz wyłącznie twarda treść rozporządzeń w elektronicznym Dzienniku Ustaw. Obecna wersja ograniczeń, obowiązująca w okresie 1-14 lutego, ukazała się dopiero w piątek 29 stycznia około godz. 19.30. Vacatio legis dla podmiotów łaskawie przywracanych do życia, czyli m.in. sklepów w wielkich galeriach, objęło zatem tylko weekend. Przedsiębiorcy stanęli jednak na przysłowiowych rzęsach i w kilkadziesiąt godzin byli gotowi. Notabene absolutnie nie można tego powiedzieć o muzeach – rzecz jasna nikt nie wymagał, by ruszyły natychmiast 1 lutego (najczęściej w poniedziałki bywają nieczynne), ale dwa, trzy dni bezwzględnie powinny wystarczyć. Tymczasem niektóre placówki otworzą się dopiero od weekendu, a znane mi rekordowe lenie… 10 lutego. Przyczyna takiej obstrukcji jest oczywista – muzea to najczęściej placówki budżetowe, rządowe lub samorządowe, zatem pensja dyrekcji i pracowników nie zależy od otwarcia/zamknięcia. To mentalność jakże bliska rozumowaniu klasy politycznej, różniąca się biegunowo od postrzegania epidemii COVID-19 przez mikro i małych przedsiębiorców żyjących na własny rachunek.

Inicjatorem spotkania Rady Przedsiębiorczości z prezydentem był kierujący w tym kwartale jej pracami Marek Goliszewski, prezes BCC (pierwszy z prawej). Fot. Jakub Szymczuk / KPRP

Trudno na razie powiedzieć, jakie przełożenie na rozporządzenie Rady Ministrów będzie miało spotkanie prezydenta z Radą Przedsiębiorczości. Andrzej Duda, wsparty ekipą rządową z wicepremierem Jarosławem Gowinem, rozmawiał w środę z szefami dziewięciu głównych organizacji biznesowych, nieobecna dziesiąta (Związek Przedsiębiorców i Pracodawców) demonstracyjnie sama wyklucza się ze wspólnego frontu. Rozmawiano o bardzo wielu sprawach (czytaj “Głowa państwa wysłuchała głosu biznesu” na str. 7), przede wszystkim o odbudowywaniu polskiej gospodarki, ale również o problemach niezwiązanych bezpośrednio z epidemią. Przebieg i atmosfera takich spotkań to pewien standard, odpowiadający widzeniu szklanki do połowy pełnej/pustej. Władcy kraju podkreślili, że sytuacja gospodarcza Polski w obliczu ataku koronawirusa nie jest taka zła, jaka mogłaby być i z jaką boryka się wiele państw Unii Europejskiej. Organizacje biznesowe zebrały i przekazały wiele postulatów od firm członkowskich. Miernik pożyteczności spotkania pod prezydenckim żyrandolem zapisany został w tytule tego tekstu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane