Czytasz dzięki

Liczy się tylko płynność

Oczekiwania co do przyszłej polityki Fedu stały się najważniejszym czynnikiem mającym wpływ na zachowanie rynków akcji.

Po tym jak w marcu rozlanie się epidemii COVID-19 na świat doprowadziło do krachu na globalnych rynkach akcji, kolejne trzy miesiące przyniosły spektakularne odbicie na Wall Street i innych głównych rynkach. W zakończonym kwartale indeks DJIA zyskał 18 proc., a skupiający głównie spółki z branży technologicznej Nasdaq Composite — aż 31 proc. To oznaczało najwyższe kwartalne stopy zwrotu od odpowiednio 33 oraz od 21 lat. Przyczyną tak radykalnej poprawy nastrojów wcale nie było obstawianie przez inwestorów dynamicznego wychodzenia gospodarek kryzysu (krzywa nowych zachorowań w USA wciąż się wznosi). Za odbiciem stoją w głównej mierze antykryzysowe działania banków centralnych i rządów, które zwiększyły płynność na rynkach aktywów.

Zalew płynności

Zdaniem wielu specjalistów to źródło wsparcia dla rynkowej koniunktury utrzyma się dłużej. Potencjał ewentualnej korekty jest ograniczony, ocenia Esty Dwek, szef globalnej strategii rynkowej w towarzystwie Natixis Investment Managers. Na rynku wciąż przeważają sceptyczne nastroje, co rzadko zapowiada szczyt koniunktury, a wielu inwestorów nie zdążyłoz zakupami, kiedy indeksy znajdowały się nisko, przekonuje specjalista.

„Wolnej gotówki, która może zasilić rynek, jest dużo. Silna stymulacja i obfita płynność sugerują, że wszelkie korekty będą najprawdopodobniej wykorzystywane do zakupów. Mimo to utrzymujemy ostrożne nastawienie i wciąż przestrzegamy przed zbyt zdecydowanym zwiększaniem ekspozycji portfeli na ryzyko” — pisze Esty Dwek w ubiegłotygodniowym raporcie.

Od początku marca Fed skupił obligacje na kwotę 1,6 bln USD, finansując w ten sposób około połowy związanego z kryzysem programu wydatków fiskalnych. Skalę ekspansji monetarnej w USA najlepiej oddaje fakt, że między lutym i majem miara podaży pieniądza M1 zwiększyła się o rekordowe 26 proc., czyli trzykrotnie mocniej niż w ciągu trzech miesięcy na dnie kryzysu finansowego. Działaniom Fedu towarzyszyło podjęcie bezprecedensowych środków wsparcia gospodarki przez rząd, więc duża część tej pomocy trafiła bezpośrednio do kieszeni amerykańskich konsumentów. Jednocześnie według obliczeń banku Morgan Stanley przedsiębiorstwa sięgnęły po 200 mld USD w ramach linii kredytów odnawialnych, a to tylko część środków, jakie do nich popłynęły, bo wiele firm sięgnęło po kapitał, emitując obligacje.

Rosnące wyceny

Choć z biegiem czasu oczekiwania ożywienia w globalnejgospodarce powinny mieć coraz większy udział we wspieraniu hossy, to ekspansywna polityka pieniężna i fiskalna z pewnością pozostanie ważnym czynnikiem. Oczekiwania niższych stóp procentowych oznaczają wyższe wyceny nie tylko oferujących bezpieczne schronienie na czas kryzysu obligacji, ale też akcji. Im niższych stóp procentowych oczekuje się w przyszłości, tym wyższa wartość bieżąca przyszłych zysków. Nawet jeśli za sprawą epidemii prognozy zysków poszły w dół, to w przypadku dużej części spółek, zwłaszcza tych mniej dotkniętych przez obecny kryzys, korzystny wpływ niższych stóp procentowych może przeważyć nad negatywnym wpływem cięcia oczekiwań co do zysków.

Efektem jest hossa napędzana nie wzrostem wyników finansowych spółek, a wzrostem jedynie wycen (na przykład wzrostem średniego wskaźnika cen do zysku), któremu towarzyszą oczekiwania związanego z kryzysem pogorszenia wyników. W rezultacie w tym samym kierunku poruszają się tak różne aktywa, jak obligacje czy surowce. Choć większość czynników wpływających na ich fundamenty jest bardzo różna, to największy wpływ na notowania ma tylko jeden z nich — oczekiwania co do przyszłej polityki Fedu. Efekt? Korelacja między notowaniami 30 wybranych aktywów z globalnych rynków jest najwyższa od co najmniej 20 lat, oblicza bank JPMorgan.

„Notowania na poszczególnych rynkach są ze sobą powiązane silniej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich dwóch dekad. Dla inwestorów nie liczy się nic innego poza przebiegiem ścieżkami działań Fedu oraz wychodzenia globalnej gospodarki z pandemii” — oceniali w czerwcowym raporcie specjaliści JPMorgana.

Bańka czy początek hossy?

Zdaniem inwestora miliardera Jeremy’ego Granthama napędzana w ten sposób hossa musi okazać się bańką. Finansista, który z bliska oglądał pęknięcie baniek na rynku japońskim w 1989 r., bańki internetowej w 2000 i tej związanej z rynkiem kredytów hipotecznych w 2008 r., podkreśla, że za każdym razem ostrzeżeniem była wyjątkowo wysoka korelacja między rynkami poszczególnych aktywów. Znacznie bardziej optymistyczny scenariusz rysuje jednak Jeremy Siegel, wykładowca University of Pennsylvania.

Jego zdaniem trafiająca obecnie w ręce amerykańskich konsumentów fala gotówki będzie skutkowała boomem konsumpcyjnym w USA, który już w 2021 r. będzie napędzał globalne ożywienie gospodarcze. Taki scenariusz oznaczałby powrót presji inflacyjnej, która w skali globu była stłumiona od kryzysu finansowego z 2008 r. oraz lepszą koniunkturę nie tylko na amerykańskim rynku akcji, ale też na rynkach z pozostałych regionów świata.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane