Lockdown to zła metoda walki z pandemią

opublikowano: 12-03-2021, 13:11
aktualizacja: 12-03-2021, 20:00

O faktach i mitach związanych z koronawirusem opowiada Paweł Basiukiewicz, kardiolog, specjalista chorób wewnętrznych.

„PB”: Od roku zmagamy się z pandemią koronawirusa, co po tym roku wiemy? Jak groźna jest ta choroba? Czy rację mają ci, którzy mówili, że to zwykła grypa, czy może ci, którzy twierdzą, że to śmiertelne zagrożenie dla wszystkich?

Paweł Basiukiewicz: Spór nie został rozstrzygnięty, bo jest to raczej spór ideologiczny, a nie merytoryczny. Wirus SARS-CoV-2, średnio w populacji zbadanej, czyli we wszystkich miejscach, skąd były pobrane próbki i wykonano badania seroprewalencji, wywołuje chorobę, która skutkuje śmiertelnością u 0,23 proc. osób zakażonych. Są oczywiście miejsca, gdzie śmiertelność jest niższa, i takie, gdzie jest wyższa. Śmiertelność wzrasta u osób starszych, powyżej 70. roku życia — wśród tej populacji odsetek wynosi kilka procent. Zasadniczo większość infekcji tak właśnie działa, że osoby starsze, które tak czy inaczej mają wyższe ryzyko zgonu, dotknięte przez dodatkowy czynnik chorobotwórczy, ciężej chorują. Czy to jest grypa? Grypa jest wywołana przez wirus grypy, przez wirus SARS-CoV-2 wywołana jest choroba, którą nazwaliśmy COVID-19. Klinicznie ta choroba jakoś bardzo nie różni się od innej infekcji przeziębieniowej, która może wywołać śródmiąższowe zapalenie płuc, także o ciężkim przebiegu.

Co wiemy po roku? Jak się zarażamy? Na początku, w marcu zeszłego roku, była obawa, że każde wyjście na dwór jest dla nas śmiertelnym zagrożeniem...

Tak, rok temu rozpętano panikę. Straszono nas, że dotknięcie miejsca, które wcześniej dotknęła osoba zakażona, może być śmiertelne. Doprowadzono ludzi do stanu absurdalnego strachu. Wiemy, że choroba przenosi się drogą kropelkową i drogą aerozolową, tak jak każda inna choroba przeziębieniowa czy grypopodobna, którą wywołują wirusy zakażające drogi oddechowe. Czyli zakażamy się przez drobne kropelki, które wydmuchujemy, wykasłujemy lub przez jeszcze mniejsze kropelki, czyli aerozol. Takie drobinki, które mogą godzinami utrzymywać się w powietrzu. W ten sposób wirus, który ma bodajże 100 nanometrów średnicy, infekuje nas i wywołuje objawy zakażenia. U jednych cięższe, u innych lżejsze.

Musimy więc być w bezpośrednim kontakcie z zakażoną osobą przez jakiś czas. Jak można się zarazić?

Można się zarazić inhalując zakażony aerozol lub wówczas, kiedy ten aerozol lub drobne kropelki opadną na śluzówkę, np. oka, ale to jest dużo mniej prawdopodobne. Zakażamy się tak jak każdą inną chorobą przenoszoną drogą kropelkową lub aerozolową — inhalując to, co osobie zakażonej wydostało się z dróg oddechowych.

Jedne osoby przechodzą zakażenie bezobjawowo, inne średnio ciężko, inne bardzo ciężko, a niektóre umierają. Co wiadomo na ten temat?

Wszystkich czynników nie znamy, ale podstawowe są już bardzo dobrze poznane. Na pewno zależy to od wieku. Im ktoś starszy, tym ciężej przechodzi chorobę. Także osoby obciążone dodatkowymi chorobami, takimi jak nadciśnienie tętnicze. Ciężkiemu przebiegowi często towarzyszy cukrzyca, bardzo pogarsza jej przebieg otyłość, palenie papierosów, nikotynizm nałogowy, uszkodzenie płuc, wyjściowe uszkodzenie serca. To są czynniki, które pogarszają rokowanie. W skrócie — im ktoś jest bardziej chory i stary, tym ciężej choruje. U ludzi młodych przebieg może być bezobjawowy lub skąpoobjawowy. Czasem kogoś przez dwie godziny poboli głowa i to są wszystkie objawy.

Czasem także młodzi ludzie przechodzą chorobę bardzo ciężko…

Zdarza się, dlatego powiedziałem, że nie znamy wszystkich czynników. Młode osoby, bez żadnych obciążeń, też ciężko chorują. Zdarzają się także zgony osób trzydziestoletnich, bez obciążeń…

Z tego wniosek, który naszych czytelników bardzo zainteresuje: jak można się chronić przed tą chorobą?

Trzeba dbać o zdrowie. Im ktoś zdrowszy, tym mniejsze ryzyko ciężkiego przebiegu. Przed wszystkim się nie zabezpieczymy, musimy zachowywać się racjonalnie. Im ktoś zdrowszy, im lepiej dba o kondycję, tym ryzyko zachorowania jest mniejsze, a jeśli zachoruje, to lepiej, żeby został w domu i nie zakażał innych.

Jedną z metod walki z koronawirusem są lockdowny, choć nie zawsze tak nazywane. To dobra metoda walki z pandemią?

To absolutnie zła metoda walki z pandemią. To jest absolutnie zła metoda walki z czymkolwiek. Są dwa rodzaje NPI (tzw. niefarmaceutyczne środki ochrony) fizyczne: mycie rąk, wietrzenie pomieszczeń, promieniowanie UV i maseczki, oraz środowiskowe, czyli socjaldystansujące. Środki z pierwszej grupy są racjonalne, natomiast socjaldystansujące, takie jak zakaz podróży, zakaz przekraczania granic, zamykanie biznesów, zamykanie szkół, zakaz zgromadzeń, w końcu lockdown, ponadto izolacja osób podejrzanych o zakażenie czy kwarantanna osób z kontaktu, niszczą tkankę społeczną. Nie ma żadnych dowodów, że one gdziekolwiek w czymkolwiek pomogły. Dobrym przykładem jest porównanie efektu epidemicznego po zastosowaniu różnego stopnia restrykcji w amerykańskich stanach: Kalifornia versus Floryda. Zresztą profesor John Ioannidis [grecko-amerykański lekarz, naukowiec, profesor Uniwersytetu Stanforda, który wniósł wkład do medycyny opartej na dowodach, epidemiologii i badaniach klinicznych — red.] porównywał efekty stosowania mniej intensywnych środków niefarmaceutycznych z bardziej intensywnymi — nie było żadnych różnic w przebiegu epidemii. Tyle mogę powiedzieć na ten temat. Najbardziej drastyczne NPI, czyli środki socjaldystansujące, to decyzja rządu, a rząd może wprowadzić dowolny zakaz.

Liczba zgonów w ubiegłym roku w Polsce była najwyższa od II wojny światowej. Zwolennicy lockdownów mówią, że jeśli przy takich obostrzeniach była tak wysoka, to jaka byłaby bez nich?

No właśnie — założono, że lockdown działa korzystnie. Ale lockdown tak nie działa. O ile jeszcze np. w marcu czy kwietniu nie wywołał w Polsce zwiększonej liczby zgonów — aczkolwiek nie wiadomo, czy nie wpłynął z opóźnieniem na to, co się stało np. w listopadzie — o tyle tzw. lockdown służby zdrowia, czyli podobne środki wprowadzone bezpośrednio w szpitalach, przychodniach, ta nadmierna izolacja, nadmierne, czasem zupełnie nieadekwatne procedury aseptyczne, dezynfekcyjne, rozdzielanie systemu covid od non-covid, zakaz odwiedzin w szpitalach, te wszystkie procedury, którymi byli obciążeni lekarze — sposób, w jaki mamy zajmować się chorym, że mamy ograniczać diagnostykę, ograniczać czas kontaktu z pacjentem, badać go w przyłbicy, kombinezonie, podwójnych rękawiczkach — ten cały anturaż sprawia, że leczenie i życie stało się nieznośne. Uważam, że stąd wzięła się ta nadmiarowa liczba zgonów. Po prostu — system się zatkał przez nieadekwatne procedury i w konsekwencji umierały osoby, które mogłyby przeżyć.

Jest taka kategoria: zgony możliwe do uniknięcia. Mieści ona przede wszystkim choroby układu krążenia i choroby nowotworowe. Na te choroby umiera najwięcej osób i tym chorobom można zapobiec. W okresie lockdownu zapewne z tej przyczyny nastąpił znaczny wzrost zgonów.

Na koniec pytanie o szczepionkę. Wszyscy liczą, że rozwiąże trwający już od roku problem paraliżujący świat. Szczepionka nas uratuje?

To nie jest tak, że ten wirus dziesiątkuje populację, przeorze ją i będziemy musieli się odradzać. Bardzo dobrze natomiast, że pojawiła się szczepionka, która — miejmy nadzieję — będzie skuteczna długookresowo, ale jak z każdego dobrodziejstwa medycyny, powinniśmy z niej korzystać racjonalnie. Racjonalnie to znaczy tak, żeby zyskiwały osoby o najwyższym ryzyku ciężkiego przebiegu, czyli osoby starsze i osoby ciężko chore. Nie powinniśmy kwalifikować do szczepień grup niskiego ryzyka. Możemy dyskutować, czy np. szczepić młodych, zdrowych lekarzy, ale dlaczego szczepimy młodych, zdrowych nauczycieli? Nie rozumiem. Albo służby mundurowe. Zaszczepmy najpierw populację 60-70+, a dopiero potem możemy się zastanawiać, co robić dalej.

Rozmawiał Grzegorz Nawacki

-----------

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz tutaj.

W tym tygodniu: „Rachunek za lockdown”

goście:

Ignacy Morawski — główny ekonomista „PB”,

Przemysław Furlepa — wiceprezes Banku BNP Paribas,

Dorota Fiett — dyrektor Bednarskiej Szkoły Realnej,

Jan Karasek — partner w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce,

Paweł Basiukiewicz — kardiolog, lekarz chorób wewnętrznych

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane