Łukaszenka: Białoruś nie podda się gazowemu szantażowi

(Marek Druś)
opublikowano: 29-12-2006, 17:59

Prezydent Białorusi oznajmił, że nie wierzy, by Rosja od Nowego Roku wstrzymała dostawy gazu dla Białorusi.

Prezydent Alaksandr Łukaszenka oświadczył w piątek, że Białoruś nie podda się w obliczu rosyjskiego szantażu gazowego. Uznał, że polityka Moskwy prowadzi do zerwania dwustronnych stosunków.

"Na razie trwa szantaż, a jeśli oni dalej będą go stosować, to my zejdziemy do ziemianek, ale nie ulegniemy szantażowi" - oświadczył Łukaszenka, odpowiadając na pytania dziennikarzy podczas wizyty w Żłobinie (wschodnia Białoruś).

Stanowisko Moskwy w sprawie podwyżki cen gazu dla Białorusi ocenił jako "niekonstruktywne". Oznajmił, że nie wierzy, by Rosja od Nowego Roku wstrzymała dostawy gazu dla Białorusi.

"Wątpię, by Rosja znowu nadepnęła na te same grabie" - powiedział Łukaszenka, przypominając, jak w lutym 2004 roku Moskwa w podobnej sytuacji wstrzymała na kilkanaście godzin dostawy gazu na Białoruś. "Wtedy faktycznie dwukrotnie podnieśli nam cenę na gaz, a my poszliśmy na pewne ustępstwa" - dodał.

Według białoruskiego prezydenta tym razem Białorusi nie chodzi o zakup taniego rosyjskiego gazu, lecz o "równe warunki gospodarowania" w państwie związkowym z Rosją, wynikające z zawartych umów.

"Nie chcemy taniego gazu, lecz aby tu i tam ceny były równe. Niech to będzie 200, 300, a nawet 500 dolarów (za 1000 metrów sześciennych), ale warunki powinny być równe" - podkreślił.

Łukaszenka ocenił, że polityka Rosji wobec Mińska "to burzenie wszystkich stosunków". "Tym sposobem wypychają nas z rosyjskiego rynku. Nie damy rady sprzedawać swoich towarów, bo będziemy mieli wyższe koszty" - zaznaczył.

Prezydent ocenił, że Rosji niepotrzebny jest taki związek z Białorusią, jaki został wymyślony za czasów prezydentury Borysa Jelcyna. "Lecz wprost nam tego nie mogą powiedzieć i szukają problemów na Białorusi. To przybiera obecnie formę rozpasanej propagandy" - oznajmił Łukaszenka.

Jego zdaniem, Moskwa wyobraża sobie związek obu państw jako "wejście Białorusi w skład Rosji". "Ale my nigdy nie mówiliśmy, że wejdziemy w skład jakiegokolwiek państwa" - zaznaczył prezydent.

Według niego do czasu obecnych problemów Rosja i Białoruś były sojusznikami i "faktycznie jednym państwem". "Lecz przyszedł czas, by powiedzieć prawdę: bliższa koszula ciału" - dodał.

Zdaniem Łukaszenki, jego kraj nie dostaje taniego gazu od Rosji, bo przy uwzględnieniu odległości wypada on drożej niż Niemcom. Poza tym "Rosja płaci Polsce za tranzyt 4,5 mld dolarów, a nam 120 mln" - dodał.

"Zapłaćcie nam za tranzyt jak należy to będziemy kupować gaz po niemieckiej cenie" - wezwał Moskwę. Łukaszenka zaznaczył, że Białoruś świadczy Rosji "usługi na nie mniejsze sumy" niż Moskwa żąda od Mińska. Wskazał przy tym na tranzyt oraz obiekty wojskowe.

Za "dezinformację i szantaż" prezydent uznał pojawiające się pogłoski, że Białoruś szykuje się do informacyjnej blokady rosyjskich mediów, nadających na jej terytorium.

(PAP)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Marek Druś)

Polecane