Maleją szanse na uratowanie Hawe

opublikowano: 04-07-2016, 22:00

Sąd przychylił się do wniosku o umorzenie postępowania sanacyjnego w Hawe. Złożył go zarządca, zarząd mocno ten ruch skrytykował.

Postępowanie sanacyjne pojawiło się w polskim systemie prawnym na początku tego roku. Od razu na GPW znaleźli się dwaj chętni do przetestowania go w praktyce — światłowodowe Hawe i drogeryjny Kerdos. Sanacja chroniła ich przed rajdami windykacyjnymi i wnioskami o upadłość. W obu spółkach bardzo szybko pojawiły się nieporozumienia między zarządami zadłużonych spółek a wyznaczonymi przez sąd zarządcami postępowania sanacyjnego. W Hawe doszło do tego, że zarządca Wojciech Makuć na początku czerwca złożył do sądu wniosek o umorzenie postępowania, bo uznał, że nie ma szans na spłatę wierzycieli. Według naszych informacji, na poniedziałkowym posiedzeniu sąd przychylił się do tego wniosku. Teraz spółka ma dwa tygodnie na złożenie zażalenia — i, jak twierdzą źródła, na pewno to zrobi. Jeśli sąd nie uwzględni jej zażalenia, otworzy to drogę do ogłoszenia upadłości Hawe (wnioski w tej sprawie mogą składać wierzyciele), a w konsekwencji — do likwidacji majątku spółki. Odrębne postępowanie sanacyjne nadal toczy się w Hawe Telekom, spółce odpowiadającej za większość działalności światłowodowej i formalnie należącej do giełdowego Mediatela (w którym Hawe ma ponad 99 proc. akcji).

Zobacz więcej

Prawo, wyrok, młotek

ARC

Teoretyczne pieniądze

Zarządca postępowania sanacyjnego w Hawe niemal od pierwszych chwil w spółce — jeszcze w marcu — był zdania, że przedstawiony przez zarząd plan restrukturyzacji jest „zbyt ogólny i oparty na nierealnych założeniach ekonomicznych”. Usiłował skompletować dokumenty finansowe, ale szło mu opornie. Szybko jednak ustalił, że we wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego Hawe nie ujawniło znaczących zobowiązań. Zarząd spółki bronił się, że te wierzytelności były ujęte we wniosku o otwarcie sanacji w spółce zależnej i nikt ich nie zatajał.

— Całkowicie nie zgadzam się z wnioskiem zarządcy o umorzenie postępowania sanacyjnego. Zarządca od początku nie miał pomysłu na restrukturyzację Hawe i nastawiłsię tylko na likwidację, na bycie grabarzem spółki. W Hawe Telekom, które ma dziesięć razy więcej wierzycieli, postępowanie sanacyjne przebiega sprawnie. Tu, niestety, jest chaos — mówił Paweł Paluchowski, prezes Hawe (rozmowę przeprowadziliśmy jeszcze przed postanowieniem sądu o umorzeniu postępowania sanacyjnego).

Przygotowany przez zarząd wstępny plan restrukturyzacyjny Hawe przewidywał, że spółka w ciągu 60 miesięcy spłaci zobowiązania. W złożonym pod koniec stycznia wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego określono je na 57,8 mln zł, ale w kolejnych miesiącach weryfikowano w górę — ostatecznie ustalając kwotę zobowiązań na 207,36 mln zł. Jak zarząd Hawe chciał spłacić te zobowiązania? Wskazał, że źródłami będą „przychody z umów ze spółkami z grupy kapitałowej, wpływy z umów cesji wierzytelności i z umów podnajmu”. Łączne wpływy z tych umów określono na… 0,79 mln zł. Reszta pieniędzy miała pochodzić z emisji akcji z prawem poboru.

„Rozważania dłużnika w tym zakresie, a w szczególności w zakresie środków, jakie być może będą mogły być pozyskane w przyszłości [z emisji — red.], mają charakter czysto teoretyczny” — krytykował zarządca postępowania.

Marzenie o emisji

Już po złożeniu przez zarządcę wniosku o umorzenie postępowania zarząd Hawe — w rozesłanym do mediów oświadczeniu — jako kolejne źródło finansowania wskazał sprzedaż 99,69 proc. akcji w giełdowym Mediatelu, bezpośrednim właścicielu Hawe Telekom. Zarząd Hawe uważał, że to realny plan.

— Hawe może przeprowadzić emisję akcji, jeśli złoży prospekt, opublikuje zaległe sprawozdania i wróci do notowań. Możemy też sprzedać część akcji Mediatela. Prowadziliśmy rozmowy z inwestorem zainteresowanym dokapitalizowaniem spółki, część wierzycieli mogłaby się też zdecydować na konwersję długu na akcje. To wszystko można zrealizować. Tylko że od czterech miesięcy tracimy czas, bo zarządca nie ma pomysłu na ratowanie spółki i nie jest zainteresowany restrukturyzacją — mówił „PB” Paweł Paluchowski. Krytykował zarządcę m.in. za nieprzestrzeganie obowiązków informacyjnych na giełdzie.

— Moim zdaniem, twórcy nowego prawa restrukturyzacyjnego powinni zwrócić uwagę na tego rodzaju praktyki, które stoją w sprzeczności z celami i intencjami ustawodawcy — uważa prezes Hawe.

Sporne porozumienia

Na jaw wyszły też kontrowersyjne umowy sprzedaży wierzytelności pośrednio zależnej spółki — Hawe Telekom. Chodzi o podpisane w grudniu ubiegłego roku i lutym tego roku umowy, na których mocy Hawe sprzedało wierzytelności warte prawie 35 mln zł za 10 proc. wartości nominalnej (i dodatkowe 70 proc., jeśli Hawe Telekom, również prowadzące postępowanie sanacyjne, spłaci długi). Kupującymi były gibraltarska spółka Restata Investment, a także RS Development oraz Centrum Windykacji i Egzekucji Kredytowej. Wszystkie trzy to spółki powiązane z Adamem Kawczyńskim, znanym m.in. z giełdowego CFI Holding, który miał zaangażować się w podnoszenie Hawe z kolan. W połowie maja zarządca złożył pozwy o stwierdzenie bezskuteczności tych umów.

— Wierzytelności sprzedaliśmy spółkom powiązanym z Adamem Kawczyńskim, który zaangażował się w Hawe i wspiera grupę finansowo, aby zapewnić Hawe pieniądze na prowadzenie działalności przez najbliższy rok. Dzięki nim mieliśmy zagwarantowane prawie 300 tys. zł wpływów miesięcznie, czyli wystarczająco na cały okres sanacji, a w przypadku, gdyby Hawe Telekom spłaciło te zobowiązania, większość pieniędzy i tak by do nas wróciła — tłumaczył Paweł Paluchowski. Według niego, umowy były konieczne, by spółka mogła prowadzić działalność i realizować plan restrukturyzacyjny, a w końcu wynegocjować warunki spłaty zadłużenia z wierzycielami, które pozwoliłyby Hawe na dalsze działanie. Zarządca kwestionuje też to, że Hawe w lutym zdecydowało o podniesieniu kapitału w dwóch spółkach zależnych (ORSS i Hawe Budownictwo), w efekcie oddając nad nimi kontrolę osobom trzecim (również spółkom powiązanym z Adamem Kawczyńskim).

— ORSS i Hawe Budownictwo potrzebowały pieniędzy na bieżącą działalność, których Hawe nie mogło im zapewnić, dlatego konieczne było wpuszczenie do nich inwestora. Lepiej mieć ćwiartkę czegoś, co działa, niż całość niczego — mówi Paweł Paluchowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy