Marketplanet miał zysk po pięciu latach

Kamil Kosiński
24-05-2006, 00:00

Mniej informatyki, więcej doradztwa. Taka zmiana postawiła na nogi jednego z pogrobowców internetowej hossy z przełomu wieków.

Schyłkowy okres hossy internetowej. W lutym na giełdzie debiutuje jeszcze Interia.pl, ale już w marcu koniunktura pogarsza się na tyle, że Arena.pl odkłada podobny krok o kilkanaście tygodni. Gdy w końcu podejmie probę debiutu, zakończy się to klęską. W sierpniu portal zawiesi działalność. W takich okolicznościach, w drugiej połowie kwietnia 2001 r. powstaje Otwarty Rynek Elektroniczny (ORE). Firma ma prowadzić platformę handlu elektronicznego typu business to business o nazwie Marketplanet. W drugim roku działalności przychody ORE mają wynieść 16 mln zł. W rzeczywistości będą prawie czterokrotnie mniejsze.

— Założenia były bardzo optymistyczne, ale z biznesplanu niewiele wyszło — przyznaje Piotr Matysik, prezes Otwartego Rynku Elektronicznego.

W 2003 r. przychody ORE radykalnie wzrosły. Stało się to jednak za sprawą umów na obsługę właściciela spółki, czyli Telekomunikacji Polskiej. O tym, że sytuacja dalece odbiegała od założeń, świadczy choćby to, że mimo zapowiedzi udziałowcami ORE nie stały się ani grupa Prokomu, ani niemiecki SAP.

— W czasach internetowej bańki różne pomysły były na topie. Życie weryfikowało jednak plany. Pokazało, że technologia technologią, ale nade wszystko trzeba mieć pomysł na biznes — komentuje Piotr Matysik.

Zamiast aplikacji

Koncepcja biznesowa zakładała, że przedsięwzięcie będzie czerpało przychody z trzech źródeł: prowizji od oszczędności, jakie uzyskują klienci korzystający z aukcji elektronicznych w stosunku do cen, które uzyskiwali w tradycyjnie negocjowanych transakcjach, prowizji od zamówień, które rzeczywiście złożą drogą elektroniczną, i sprzedaży licencji oprogramowania do organizacji łańcucha dostaw. W powszechnym odczuciu platforma handlowa Marketplanet nie różniła się wiele od Allegro. No, może poza tym, że z Marketplanet korzystały tylko firmy.

Problemem okazało się też promowanie Marketplanet jako narzędzia do ukrócenia wewnątrzfirmowej korupcji przy składaniu zamówień w dużych organizacjach. Rodziło to konflikty między zarządami firm korzystających z Marketplanet a pracownikami odpowiedzialnymi za zakupy w tych firmach.

— Powodowało to permanentne konflikty u naszych klientów. Gdy okazywało się, że dzięki Marketplanet można robić zakupy taniej, szefowie firm mieli pretensje do swoich pracowników, że dotychczas przepłacali i być może mieli z tego prywatne korzyści. Tymczasem oni nie zawsze przepłacali ze złej woli, ale z braku odpowiednich narzędzi do negocjowania warunków transakcji — podkreśla Piotr Matysik.

ORE postanowił więc radykalnie zmienić strategię. Sprzedaż licencji oprogramowania do zarządzania łańcuchem dostaw przestała być elementem działalności spółki. W jej miejsce ORE wprowadził usługi doradztwa w zakresie budowy procesu zakupowego. Hasło firmy głosi „w strategiach zakupowych jesteśmy najlepsi”. Trudno je zweryfikować, ale zmiana podejścia zmieniła sytuację finansową ORE. W 2005 r. spółka po raz pierwszy odnotowała zysk netto. I to mimo spadku przychodów, sztucznie podwyższanych przez kontrakty z Telekomunikacją Polską.

Do 2005 r. ORE obsłużył ponad 300 klientów, którzy zorganizowali 3,9 tys. elektronicznych aukcji, do których stanęło 2,6 tys. dostawców. Szef firmy przedstawia obecne narzędzia informatyczne udostępniane klientom tylko jako zwieńczenie nowego portfolio spółki.

— Duża firma ma skomplikowaną strukturę zakupów. Trzeba ją przekształcić w taki sposób, aby negocjacje cenowe dotyczyły jak największego wolumenu danego towaru, a z drugiej strony — same zamówienia można było składać na relatywnie niskim szczeblu przedsiębiorstwa. Tylko dzięki połączeniu tych dwóch cech można posiąść pełną wiedzę na temat kosztów zakupów, śledzić realizację budżetów i unikać sytuacji, w których pracownicy idą do sklepu za rogiem i kupują jakiś potrzebny im akurat drobiazg, co w skali całej firmy potrafi generować poważne koszty — tłumaczy Piotr Matysik.

Bez IT i z IT

Sukces usług doradczych sprawił, że na ten rok ORE planuje wprowadzenie do oferty czegoś zupełnie nowego. Nawet pośrednio niezwiązanego z informatyką. Będzie to usługa sourcingu. Cóż to takiego?

— Chcemy wspierać klientów w poszukiwaniu dostawców na całym świecie. Chodzi o to, by nasi klienci nie ograniczali się do znanych już sobie dostawców, aby kontaktowali się z nowymi. Wiadomo bowiem, że zwiększona konkurencja wśród dostawców na pewno będzie korzystna dla nabywcy — wyjaśnia Piotr Matysik.

Ale będzie rozwijać także narzędzia informatyczne. Swoim klientom Marketplanet chce też zaoferować obsługę e-faktur.

— Usługa ta da naszym klientom kolejne korzyści w budowaniu relacji z dostawcami — zaznacza Piotr Matysik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / Marketplanet miał zysk po pięciu latach