Mateusz Kusznierewicz widzi Zoome.me 2.0

Mistrz olimpijski wiele sobie obiecywał, wypływając na startupowe wody. Fotoramka nie opłynęła globu z T-Mobile, ale aplikacja do obsługi eventów nabiera wiatru w żagle

W projekt zainwestowaliśmy kilkaset tysięcy złotych. Uruchomienie produkcji to już koszt rzędu kilku milionów dolarów. Wziął je na siebie GoClever. Na początek planujemy wprowadzić na rynek kilka tysięcy urządzeń — mówił niecałe trzy lata temu Mateusz Kusznierewicz, prezentując Zoom.me, pierwszy start-up, w który zainwestował.

Mobilna fotoramka trafiła do sprzedaży w całej Polsce, a także w sieci T-Mobile. Spekulowano, że jeśli sprzedaż zaskoczy, trafi do globalnej sieci sprzedaży telekomunikacyjnego potentata. Dziś już nikt z udziałowców Zoom.me nie ogłasza wielkich planów. Mateusz Kusznierewicz (formalnie — jego żona) nie jest też już większościowym udziałowcem spółki.

— Większość udziałów w Zoom.me kupił niedawno wspólnik z GoClever. Zostawiliśmy sobie część i właśnie rozmawialiśmy w gronie udziałowców o nowej formule produktu tej marki. Pojawi się on jednak najwcześniej w przyszłym roku — mówi Mateusz Kusznierewicz.

Dotychczas za pośrednictwem Zoom.me wysłano 4 mln zdjęć, liczba sprzedanych ramek idzie w tysiące, ale od kilku kwartałów — po wycofaniu się T-Mobile z forsowania produktu — GoClever sprzedaje magazynowe resztki, cena ramki to niecałe 170 zł. W szczytowym momencie liczba dziennie przesyłanych zdjęć szła w tysiące.

— Wciąż setki zdjęć dziennie są przesyłane za pomocą Zoom.me. Ludzie mają taką potrzebę, dlatego nie chcemy uśmiercać marki i idei. Być może popełniliśmy falstart, urządzenia z tego typu funkcjami podobno dopiero teraz wchodzą w fazę wzrostu i popularności. Zebraliśmy doświadczenie — wiemy, jak ludzie używają tego typu urządzeń, czego oczekują, jak można rozwinąć ich możliwości. Dlatego chcemy ruszyć z Zoom.me po nowemu — mówi Mateusz Kusznierewicz, zapewniając, że jest gotowy zainwestować w spółkę kolejną porcję gotówki.

W stagnację wpędziły ją nie tylko zwyczaje konsumentów, ale też losy udziałowców. Roman Panek z GoClever ma za sobą trudny okres — jego spółka popadła w tarapaty finansowe i znalazła się na skraju bankructwa. Patryk Strzelewicz, kolejny partner Zoom.me, jest współtwórcą kostki bluetooth Dice+, która mimo szumnych zapowiedzi również nie osiągnęła rentowności i nie znalazła uznania wśród szerokiej publiki. Mistrz olimpijski z Atlanty, pytany o bieżące zajęcia, wymienia nie tylko liczne kontrakty reklamowe i biznesowe, ale także funkcję wiceprezesa ds. sportu Polskiego Związku Żeglarskiego. To, że znów mocniej zaangażował się w sport (wspomina m.in. o rejsie dookoła świata), nie oznacza jednak, że startupowe ambicje ograniczył do postawienia na nogi Zoom.me. Jest udziałowcem krakowskiego Eventory, aplikacji przeznaczonej do obsługi eventów. Do biznesu, który nieźle rokuje, zdobywając kolejne kontrakty, zaprosił go Andrzej Targosz.

— Wkrótce w Eventory pojawią się nowe funkcjonalności, będzie można m.in. kupić bilety na konferencje i eventy z poziomu naszej aplikacji. Polska jest ważnym rynkiem. To od początku biznes o zasięgu globalnym — podkreśla Mateusz Kusznierewicz.

— Zaczynamy nową fazę wdrażania pomysłu — cyfryzujemy wydarzenia oraz włączamy narzędzia analityczne i komunikacyjne dla organizatorów i uczestników imprez — wyjaśnia Andrzej Targosz.

 

RAMKA ZAWISŁA:

Zoom.me, pierwsze podejście Mateusza Kusznierewicza do start-upów, nie może uchodzić za sukces. Mistrz olimpijski zapewnia jednak, że historia fotoramki nie jest skończona, lecz jedynie zawieszona. [FOT. WM]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Mateusz Kusznierewicz widzi Zoome.me 2.0