Menedżerski stołek między premierem a prezydentem

Bartłomiej Mayer
opublikowano: 05-02-2018, 22:00

Daniel Beneš, prezes państwowego ČEZ-u, wysłał do premiera Andreja Babiša jasny sygnał: „nie ruszaj mnie!”. Zrobił to na oczach wszystkich Czechów

Energetyczny koncern ČEZ — jedna z największych firm za naszą południową granicą — jest w 69,78 proc. kontrolowana przez czeski rząd. Jej akcje są notowane równolegle na giełdach w Pradze i w Warszawie. Dotychczas, inaczej niż w przypadku polskich państwowych koncernów, zmiana ekipy rządzącej nie przekładała się na roszady personalne na jego czele. Przez ponad siedem lat — od kwietnia 2004 do września 2011 — prezesem koncernu był Martin Roman, a przez kolejne sześć — od września 2011 — Daniel Beneš, który zresztą także wcześniej zasiadał w zarządzie spółki. Pierwszy kierował ČEZ-em za rządów sześciu premierów, drugi — na razie czterech.

Daniel Beneš, prezes ČEZ-u (trzeci od prawej), w praskim Top Hotelu podczas wieczoru wyborczego wśród przyjaciół i zwolenników prezydenta Miloša Zemana (na pierwszym planie).
Zobacz więcej

W BEZPIECZNYM OTOCZENIU PREZYDENTA:

Daniel Beneš, prezes ČEZ-u (trzeci od prawej), w praskim Top Hotelu podczas wieczoru wyborczego wśród przyjaciół i zwolenników prezydenta Miloša Zemana (na pierwszym planie). ČESKÁ TELEVIZE

Tajemnica poliszynela. Sytuacja skomplikowała się po wejściu do polityki Andreja Babiša, multimiliardera i jednego z najbogatszych ludzi w Czechach. To obecnie człowiek nr 1 w czeskiej polityce: lider największego ugrupowania parlamentarnego (ANO ma 78 miejsc w 200-osobowej izbie niższej) i premier rządu (w dymisji), który lada chwila ma ponownie otrzymać misję tworzenia gabinetu. Jest tajemnicą poliszynela, że stosunki na linii szef rządu — szef ČEZ-u od dawna dalekie są od ideału.

Andrej Babiš, jeszcze jako wicepremier i minister finansów (w Czechach temu resortowi podlegają spółki skarbu państwa) w poprzednim, koalicyjnym rządzie, próbował zdobyć większą kontrolę nad ČEZ-em, dokonać zamian w nadzorze i sygnalizował możliwość zmiany prezesa. Już wtedy mówiło się, że główną przeszkodą na drodze do realizacji tych planów jest prezydent Miloš Zeman. W czeskich mediach wciąż słychać, że gdyby tylko Andrej Babiš stał się silniejszy, natychmiast wysadziłby prezesa koncernu ze stołka.

Czeskie Palermo. „Według mnie jedną państwową firmą nie mogą zarządzać wszystkie partie polityczne i nie może ona być dla polityków śmietanką do spijania” — stwierdził niedawno na łamach magazynu „Týden” czeski premier. Powtórzył też swoje wcześniejsze słowa dotyczące korupcji w ČEZ-e — koncern miałby być według niego „czeskim Palermo” — i ponownie skrytykował związki energetycznej grupy z partią Czeską Partią Socjaldemokratyczną (ČSSD). Daniel Beneš doskonale zdaje sobie sprawę z ambicji i zamierzeń Andreja Babiša oraz zagrożenia, jakim może być dla niego premier, ale wcale nie myśli się poddawać. Przeciwnie — robi wszystko, żeby posadę zachować. Jego ostatnie posunięcie to istny majstersztyk.

W piątek i sobotę 26 i 27 stycznia w Czechach odbyła się II tura wyborów prezydenckich. Reelekcję zapewnił sobie w niej dotychczasowy prezydent Miloš Zeman. Gdy przeliczono już zdecydowaną większość głosów i stało się jasne, jaki będzie ostateczny wynik wyborów, zwycięski kandydat pojawił się w swoim sztabie w gronie najbliższych współpracowników i zwolenników. Podczas transmitowanej przez telewizje konferencji prasowej Miloša Zemana wśród kilkunastu towarzyszących mu osób był również… Daniel Beneš.

Dla części komentatorów była to niespodzianka, ale inni zaraz przypomnieli, że prezes ČEZ-u i głowa czeskiego państwa to starzy znajomi. Poznali się wiele lat temu za pośrednictwem ojca Daniela Beneša, działacza socjaldemokratycznej partii ČSSD, na której czele przez wiele lat stał obecny prezydent. „Kiedy Miloš Zeman, jeszcze jako szef socjaldemokratów, odwiedzał północne Morawy, czasami nocował u Benešów” — wspomina cytowany przez dziennik „Hospodářské noviny” przedsiębiorca z bliskiego otoczenia obecnego prezesa energetycznej spółki.

Daniel Beneš był zresztą przez wiele lat członkiem ČSSD. Do ugrupowania wstąpił jako 18-latek, ponieważ — jak wyjaśniał kiedyś tygodnikowi „Ekonom” — i jego ojciec, i dziadek byli socjaldemokratami. Do partii należał aż do 2004 r., gdy trafił do zarządu energetycznego koncernu.

Prywatna działalność. „Jestem po imieniu z Milošem Zemanem od początku lat 90., od czasu, gdy on zaczynał karierę polityczną, a ja nie miałem jeszcze nic wspólnego z ČEZ-em. Dlatego w wyborczy wieczór przyszedłemdo sztabu go wesprzeć. Niczego więcej doszukiwać się w tym nie należy” — napisał Daniel Beneš w esemesie do redakcji serwisu internetowego czeskiego radia iROZHLAS.cz.

Na pytanie, czy obecnością w sztabie Miloša Zemana nie chciał umocnić swojej pozycji w ČEZ-ie, nie odpowiedział. Ladislav Kříž, rzecznik prasowy koncernu, którego słowa cytuje agencja ČTK, zapewnia, że obecności prezesa podczas wieczoru wyborczego w sztabie prezydenta Miloša Zemana nie należy uważać za jakiekolwiek zaangażowanie polityczne. Była to bowiem tylko „prywatna działalność” Daniela Beneša. W czeskich mediach nie brakuje jednak opinii, że prawdziwą intencją menedżera było wysłanie sygnału do oponentów, a dokładniej jednego z nich — Andreja Babiša.

Zdaniem Michala Šnobra, ekonomisty i drobnego akcjonariusza ČEZ-u, Daniel Beneš mógł chcieć pokazać w ten sposób, że dotychczasowe związki między koncernem a „niektórymi partiami politycznymi” pozostaną nadal niezachwiane. Na jak długo to posunięcie pozwoli mu zachować stołek? © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Menedżerski stołek między premierem a prezydentem