Dziki Zachód pod Kaliszem

opublikowano: 03-12-2021, 14:30

W dzieciństwie Andrzej Karkowski pochłaniał książki o przygodach szlachetnych Indian i dzielnych zdobywców Dzikiego Zachodu. Z wypiekami czekał na westerny w telewizji. Czarno-biały świat, w którym dobro i zło było łatwe do rozróżnienia, wydawał mu się oczywisty. Jako dorosły spełnił marzenie o krainie z wyobraźni i wybudował z synami kawałek Dzikiego Zachodu – miasteczko Laredo pod Kaliszem.

Szeryf po godzinach:
Szeryf po godzinach:
Andrzej Karkowski, założyciel Westernlandu – miasteczka Laredo Town i wioski indiańskiej Raven Territory – na co dzień jest właścicielem firm sprzątających. Westernland działa sezonowo od maja do września, w weekendy. Wtedy przy obsłudze gości pracuje 10–20 osób.
K.Jarczewski

Karol May, twórca legendy Dzikiego Zachodu i jego bohaterów – Winnetou i Old Shatterhanda, swoje historie pisał w więzieniu, a w pierwszą prawdziwą podróż do Ameryki wybrał się jako sześćdziesięciolatek. Westerny budujące mity szlachetnych Indian i dzielnych rewolwerowców też kreowały świat daleki od rzeczywistości.

– Prawie 20 lat temu razem z synami Maksymilianem i Piotrem postanowiliśmy postawić na ziemi należącej do rodziny pierwszy westernowy budynek – biuro szeryfa. Sięgaliśmy po książki z prawdziwymi opisami i ilustracjami, by romantyczny świat wyobrażeń połączyć z realiami czasów zdobywców Ameryki, bo na podstawie filmów można sobie stworzyć całkowicie fałszywe wyobrażenie o ówczesnym życiu czy wyglądzie kobiet – wspomina Andrzej Karkowski, szeryf westernowego miasteczka.

Szukanie prawdy

Odtworzone realia:
Odtworzone realia:
Twórcy tej krainy sięgali po książki z prawdziwymi opisami i ilustracjami, by romantyczny świat wyobrażeń połączyć z realiami czasów zdobywców Ameryki. Na podstawie filmów można bowiem stworzyć sobie całkowicie fałszywe wyobrażenie o ówczesnym życiu czy wyglądzie kobiet.
Krzysztof Jarczewski

Kobiety w czasach pionierów, ciężko pracujące wraz z rodzinami przy budowie domów i karczowaniu lasów, odbiegały od filmowych piękności w gorsetach i z parasolkami. Były też takie, które się zapisały w historii jako rewolwerowcy, np. Calamity Jane (co należałoby tłumaczyć: Janka Nieszczęście) – ubierała się po męsku, konwojowała dyliżanse i na nie napadała, czy Myra Belle Starr – kradła bydło i konie, napadała na banki i dyliżanse. Prawdziwe życie nie było jednak tak barwne, raczej ciężkie i biedne.

– Saloony, w których wszyscy się bawili, były na pewno bajką. Takie działały tylko w dużych miejscowościach. Ludzie nie mieli pieniędzy, żyli z dnia na dzień. Kowboje zajmujący się wypasem bydła wpadali tam może raz do roku, tracili, faktycznie, wszystkie pieniądze, a to oznaczało np. odłożone dwa dolary – wylicza budowniczy Laredo Town.

Laredo Town i Raven Territory

Indiańska wioska:
Indiańska wioska:
Dla odwiedzających Westernland przygotowano 20 tipi z malowidłami przedstawiającymi sceny z życia Indian. W części tipi można przenocować, w innych znajdują się rekwizyty i oryginalne ozdoby indiańskie, m.in. fotele wodzów, irchowe suknie, łapacze snów, łuki, włócznie, czaszki bizonów i wiele innych eksponatów.
Krzysztof Jarczewski

Dzięki mocnemu postawieniu na prawdę historyczną jego przedsięwzięcie wyróżnia się spośród wielu miasteczek westernowych działających w Polsce dbałością o detal. Elementy wyposażenia pochodzą z aukcji internetowych, są sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych, przywożone przez przyjaciół, a czasem wyszperane przez właścicieli podczas podróży za ocean. To m.in. ponaddwustuletnie ręcznie kute gwoździe. W zbiorach są też trzy oryginalne gwoździe z najstarszej linii kolejowej – Pacific Union.

– Mało kto wie, że gwoździe należały do najcenniejszych przedmiotów na Dzikim Zachodzie. Gdy pionierzy przenosili się dalej, zależało im na odzyskaniu tego materiału. Osiągano to, paląc drewniane domy i wybierając gwoździe z popiołu – opowiada szeryf miasteczka.

Idealistyczny świat:
Idealistyczny świat:
Nie tylko rodziny z dziećmi szukają Dzikiego Zachodu w Polsce. Zbudowało się już dość silne środowisko westernowe, które wynajduje miejsca takie jak Westernland i chętnie po nich wędruje.
Krzysztof Jarczewski

Domy w Laredo Town, zbudowane z dbałością o historyczne szczegóły, umożliwiają noclegi w amerykańskim więzieniu i na stacji Pony Express – poczty konnej działającej na Wielkich Równinach i w Górach Skalistych.

– Pomysł polegał na tym, by konni posłańcy dostarczali lekkie przesyłki drogą wiodącą przez prerie, góry i pustynie Dzikiego Zachodu. Oprócz jeźdźca koń obciążony był też dodatkowymi 20 funtami ładunku: bukłakiem z wodą, Biblią, rożkiem alarmowym, którym dawało się znać obsłudze stacji, że trzeba przygotować następnego konia, bronią. Jeźdźcy musieli ważyć mniej niż 125 funtów (56 kg), zmieniali się co 75–100 mil, jadąc w dzień i w nocy. Zarabiali 25 dolarów tygodniowo, to stawka oznaczająca wówczas majątek – opowiada Andrzej Karkowski.

Bitwa:
Bitwa:
Wśród przygód zainscenizowanych dla gości są też sceny batalistyczne.
Krzysztof Jarczewski

Blisko Pony Express stanęła Chata Trapera, której rezydentem jest senior rodziny Michał wystylizowany na postać z epoki. Na terenie stoją wozy pionierów, jest też kowbojski prysznic – z ukłonem w stronę nowoczesności pod postacią bojlera.

Obok Laredo Town wyrosła też wioska indiańska Raven Territory, wspólne z miasteczkiem łącząca się w Westernland. Można tu zobaczyć pokazy rytuałów indiańskich, a część tipi przygotowana jest dla nocujących.

– Współpracuje z nami grupa Indian pochodzących z Meksyku, Peru, Kolumbii. Występują przed publicznością, grają na instrumentach. To największa wioska indiańska w Europie – mówi szeryf.

Od marzenia do biznesu

Atrakcje:
Atrakcje:
W Westernlandzie można przenieść się wyobraźnią do innego świata i innych czasów: poszukiwaczy złota, traperów, kowbojów, opryszków wyjętych spod prawa.
Krzysztof Jarczewski

Andrzej Karkowski jest właścicielem firm sprzątających. Synowie zajmują się również tłumaczeniami. Westernland działa sezonowo od maja do września, w weekendy. Wtedy przy obsłudze gości, głównie rodzin z dziećmi (choć często odbywają się tu też branżowe zloty, np. motocyklowe), pracuje 10–20 osób.

– Na początku nie mieliśmy w planach budowy komercyjnego obiektu. Robiliśmy to z synami dla własnej przyjemności, mieliśmy świadomość, że przedsięwzięcie tego typu, na tak małą skalę, nie może być opłacalne – wspomina założyciel miasteczka.

Okazało się jednak, że jest bardzo duża grupa gości, którzy chcą takiej rozrywki.

– Dla rodzin przygotowujemy programy na cały dzień – niech mają szansę przeniesienia się wyobraźnią do innego świata i innych czasów: poszukiwaczy złota, traperów, kowbojów, opryszków wyjętych spod prawa. Można spróbować płukania złota metalowym sitem, sprawdzić celność oka na strzelnicy, przejechać się dyliżansem. Dzieci mogą się wybrać ze starą mapą na poszukiwanie zaginionego skarbu Apaczów – wylicza biznesmen.

Stali bywalcy

Kąpiel kowbojów:
Kąpiel kowbojów:
Artur Freigant (z lewej), montażysta w firmie motoryzacyjnej, jest częstym gościem w Laredo Town.
Krzysztof Jarczewski

Nie tylko rodziny z dziećmi szukają Dzikiego Zachodu w Polsce. Zbudowało się już dość silne środowisko westernowe, które wynajduje takie miejsca i chętnie po nich wędruje.

– To kolejni dorośli, którzy nie boją się przyznać do tęsknoty za idealistycznym światem. Fakt, że ten świat daje mnóstwo możliwości zabawy: muzyka country, strzelectwo, taniec liniowy, rekonstrukcje – na to wszystko jest miejsce w Westernlandzie, dlatego mamy stałych bywalców – śmieje się szeryf.

Częstymi gośćmi są Jaśmina Grześkowiak i Marian „Grandfather” Bukalski. Ona przez wiele lat stała za sklepową ladą, teraz pracuje w firmie produkującej dodatki do pasz, on jest emerytowanym ratownikiem medycznym. Jaśmina Grześkowiak szyje dla obojga wiktoriańskie stroje z epoki, dzięki czemu stanowią jedną z bardziej stylowych par tego środowiska. Jeżdżą na festiwale muzyki country, tańczą taniec liniowy.

– Takie oderwanie się od codzienności daje wolność – uważa Jaśmina Grześkowiak.

W drodze:
W drodze:
W miasteczku zgromadzono też eksponaty, które pozwalają zrozumieć gościom styl życia na szlaku.
Krzysztof Jarczewski

Biorą również udział w występach Alberta Neumanna – automatyka zajmującego się naprawą robotów przemysłowych – podczas pokazów z biczem. Trzymają w rękach gałęzie, chustki, w ustach cygaro, które Albert Neumann ścina.

– Ćwiczyłem przez lata sztuki walki, a bicz był jednym z narzędzi treningowych, ćwiczącym nie tylko nadgarstek, lecz całe ciało. Brałem udział w pokazach kaskaderskich na planie filmu „Ogniem i mieczem”, wtedy poznałem szkołę pracy z biczem w wykonaniu Ukraińców – wyjaśnia Albert Neumann.

Kostiumy:
Kostiumy:
W Laredo Town przebrana jest nie tylko obsługa – także wielu gości dba o stylizację z epoki.
Krzysztof Jarczewski

Kolejny stały bywalec, Artur Freigant – na co dzień montażysta w firmie motoryzacyjnej – dał się namówić na kowbojską kąpiel w blaszanej wannie ubrany w czerwone kalesony Long John.

– Cieszę się, że stworzyliśmy miejsce, w którym tacy ludzie czują się jak u siebie w domu. Miasteczko odwiedzają też goście z Ameryki, twierdzą, że jest bardzo realistycznie, że podchodzimy z szacunkiem do legendy pionierów Dzikiego Zachodu. Trzymając się realiów, staramy się jednak w więzieniu zapewnić gościom lepsze warunki niż te sprzed 200 lat – zapewnia z humorem szeryf Andrzej Karkowski.

Gdzie jest szeryf?:
Gdzie jest szeryf?:
Bójka w saloonie! Pierwszy z lewej – Artur Freigant.
K.Jarczewski
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane