W ciągu miesiąca belgijski sąd rozstrzygnie, czy Polska słusznie zaskarżyła niekorzystny wyrok arbitrażu.
Ponad rok temu — 19 sierpnia 2005 r. — trybunał arbitrażowy wydał częściowy werdykt niekorzystny dla Polski. Uznał, że nasz rząd — nie sprzedając Eureko 21 proc. akcji PZU w ofercie publicznej — złamał umowę o popieraniu wzajemnych inwestycji, podpisaną z Królestwem Holandii. Eureko, mniejszościowy akcjonariusz PZU, triumfowało. Zażądało sprzedaży 21-procentowego pakietu akcji po cenie z 1999 r. (czyli około 2,1 mld zł, a nie za 5 mld zł) oraz wypłaty 1,5-2 mld EUR odszkodowania.
Polska strona nie zamierzała się jednak poddać. W listopadzie 2005 r. wyrok trybunału zaskarżył Andrzej Mikosz, poprzedni minister skarbu (w drugim pozwie podważył bezstronność Stephena Schwebla, arbitra wyznaczonego przez Eureko). Według polskiej strony, trybunał arbitrażowy w ogóle nie powinien zajmować się tą sprawą, bo zgodnie z umową prywatyzacyjną spory pomiędzy głównymi akcjonariuszami PZU mają być rozstrzygane przed polskimi sądami.
Wczoraj sąd rejonowy w Brukseli zajmował się pierwszą sprawą (drugą zajmie się 3 listopada). Po kilku godzinach oczekiwania okazało się, że na werdykt nie ma co liczyć. Skład sędziowski wysłuchał stanowisk obu stron. Wyrok na piśmie skarb państwa i Eureko mają otrzymać w ciągu miesiąca.
Werdykt jest uznawany za prestiżowy. W razie zwycięstwa polskiej strony Eureko wraca do sytuacji z 2002 r., gdy skarżyło Polskę w trybunale (będzie mogło dochodzić praw przed polskim sądem). Nasza porażka oznacza, że coraz szybciej zacznie tykać mechanizm zegarowy bomby, jaką jest odszkodowanie, którego żądają Holendrzy. Jego wyliczeniem trybunał zajmie się po rozpatrzeniu pozwu kwestionującego bezstronność arbitra Eureko — Stephena Schwebla. A ten, jeśli powtórzy się historia z wczoraj, zapadnie pewnie pod koniec roku.
Co więcej — okazuje się, że od obu postanowień sądu możliwa jest apelacja. Oznacza to, że spór może toczyć się jeszcze długo (od złożenia pozwu do wydania wyroku w pierwszej instancji minął rok). Czy strony będą się odwoływać?
— Sądzę, że tak — mówi Michał Nastula, prezes Eureko Polska.
— Nie komentujemy tej sprawy — ucina Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu odpowiedzialny za instytucje finansowe.