Chyba każdy wie, jak trudno komunikować się z drugim człowiekiem. Ale nie byle jak: komunikować się skutecznie. Ale co to znaczy skutecznie?
Skutecznie z pewnością nie zawsze będzie oznaczać sytuację, w której nasz rozmówca zgodzi się z nami. To się zdarzyć nie musi. Skuteczna komunikacja polega na wzajemnym rozumieniu, o czym mówimy; mamy z nią do czynienia, kiedy każda ze stron zna stanowisko tej drugiej, znaczenie używanych słów i pojęć. Z góry przecież nie wiadomo, co inny człowiek ma na myśli, kiedy mówi to, co mówi.
By to było możliwe, dobrze jest dzielić się wątpliwościami, zadawać pytania, ustalać znaczenia. Zwłaszcza że rozmawiamy, nie tylko będąc w fizycznym kontakcie z drugą osobą, ale coraz częściej posługujemy się telefonem, pocztą elektroniczną, komunikatorami internetowymi. Oszczędzamy czas, możemy nawiązać więcej kontaktów, lecz taka forma dialogu odcina nas od istotnych składników tradycyjnej rozmowy, jakimi są komunikaty niewerbalne: gesty, pozycja ciała, mimika. No i ton głosu. Komunikaty niewerbalne to nieocenione źródło informacji o intencjach rozmówcy, jego nastroju, towarzyszących emocjach. Są ważne najbardziej wtedy, kiedy słabo znamy rozmówcę. U kogoś dobrze znanego, zaprzyjaźnionego wielu treści zawartych między wierszami możemy się domyślać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że o to właśnie chodziło autorowi.
W innym przypadku informacji jest tak mało, że właściwie mamy do dyspozycji jedynie litery na ekranie. Naprawdę warto o tym pamiętać, bo nietrudno o nieporozumienia. Trzeba mieć świadomość, że im mniej kogoś znam, tym więcej w tym, co odbieram, moich własnych interpretacji — niekoniecznie zgodnych z intencjami nadawcy. A często zupełnie sprzecznych. Kontakt osobisty jest w stanie — w jakiejś części — wyeliminować wątpliwości. Panuje tu podobna zasada: im lepiej kogoś znam, tym dokładniej wiem, co znaczą jego słowa, gesty, co mówi ciało tej osoby. No, ale każdy medal ma dwie strony. Komunikowanie się na piśmie czy poprzez komunikator (swoista to forma pośrednia między rozmową na żywo a listem elektronicznym) niejako wymusza na nas precyzowanie myśli i dokładniejszy opis sytuacji.
Kiedy rozmawiam z kimś w gabinecie, to — oprócz tego, że słyszę, co mówi — mam jeszcze spektrum innych komunikatów. Niezaprzeczalna prawda, ale zauważyłam ciekawą rzecz w internetowych rozmowach z ludźmi szukającymi pomocy. Mianowicie taka forma kontaktu wymaga, bardziej od rozmowy w cztery oczy, nazwania problemu, opisu tego, co się dzieje, jasnego sprecyzowania oczekiwań kierowanych w moją stronę. Nie widzę kogoś, z kim rozmawiam, nie wiem kim jest, nie wiem, w jakim jest nastroju — nie mogę zobaczyć, mogę jedynie przeczytać. Przekonałam się wielokrotnie, że taka sytuacja pozwala odważniej mówić, szybciej zbierać myśli i nazywać problemy. W gabinecie można przez godzinę pomilczeć, a i tak choćby strzępy informacji się przedostaną. W sieci milczenie to po prostu nieobecność.
Chcemy czy nie chcemy, nieustannie wysyłamy i odbieramy informacje. Mamy do dyspozycji coraz to nowe urządzenia, które mają nam to ułatwić, przyspieszyć, zapewnić tak ważną, zwłaszcza na gruncie zawodowym, płynność wymiany myśli i pomysłów. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę, że to wszystko na nic by się zdało bez woli, by się porozumieć w jakiejkolwiek sprawie, błahej czy nadzwyczaj istotnej. Woli, która jest zależna od każdego z nas. Wyłącznie. l
